Sport.pl

"Maraton pasuje do Polaka herosa, który sobie i innym chce udowodnić, że jest wielki"

Pierwsza edycja Orlen Warsaw Marathon sprawi, że nasza stolica będzie jedyną obok Seulu z dwoma dużymi ulicznymi maratonami rocznie. W ubiegłym roku w Polsce zorganizowano 120 maratonów. Czy już zwariowaliśmy na punkcie biegania?

O maratonie czytaj na www.sport.pl/orlenwarsawmarathon

 

- Może jeszcze nie oszaleliśmy, ale widać, że coś się dzieje - mówi Henryk Szost, dziewiąty maratończyk igrzysk w Londynie.
- Maraton pasuje do Polaka herosa, który sobie i innym chce udowodnić, że jest wielki. Dlatego ta moda będzie trwać - przewiduje psycholog kadry olimpijskiej dr Marek Graczyk. Chętnych do zmierzenia się z legendarnym dystansem przybywa. Rekord frekwencji zanotowany we wrześniu w Warszawie, gdzie wystartowało 7 tys. osób, pokazuje, że doganiamy maratońskich gigantów.

Gonimy Ligę Mistrzów
7 tys. to ciągle znacznie mniej niż 22 tys. rywalizujące w minionym roku w 116. edycji najstarszego na świecie maratonu bostońskiego i dużo mniej od 34 tys. osób, jakie stanęły na starcie w Berlinie, ale liczby przemawiają za nami. Żaden z biegów należących do prestiżowego cyklu World Marathon Majors nie może pochwalić się takim wzrostem popularności. W 2002 r. w stolicy Niemiec do mety dotarło 25 tys. osób, o 26% mniej niż w ostatniej edycji. W Warszawie 10 lat temu maratoński bieg ukończyło tylko 307 biegaczy - aż 22 razy mniej niż we wrześniu 2012.

W tym roku żaden z dwóch wielkich maratonów zaplanowanych w Warszawie nie zbliży się jeszcze poziomem do tych, które wchodzą w skład biegowej Ligi Mistrzów, ale w przyszłość można patrzeć optymistycznie. Takiej mody na maratony jak dziś nie było w Polsce nawet wtedy, gdy nasi zawodnicy brylowali na trasach świata. W 1991 r. Wanda Panfil-Gonzales zdobyła mistrzostwo świata w Tokio, szósta była Kamila Gradus. W rywalizacji mężczyzn czwarte miejsce zajął Jan Huruk, który rok później był siódmy na igrzyskach w Barcelonie. Panfil wygrywała też maratony w Londynie, Nowym Jorku i Bostonie, a w latach 1990-91 dominowała w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca Polski.

- Na 35. kilometrze strasznie mnie "postawiło" i chyba tylko mocna psychika pozwoliła mi dotrwać do końca - opowiadał kilka miesięcy temu Szost o dziewiątym miejscu na igrzyskach. - Dałem radę się sprężyć w końcówce i dogoniłem grupę, ale to też mnie kosztowało trochę sił, znów próbowałem przyspieszać, bo strasznie zależało mi, żeby być w tej dziesiątce. Udało się. Przed startem miałem cichą nadzieję na taki właśnie wynik - mówił.

W Londynie rekordzista kraju nawiązał do dawnych polskich sukcesów. Na igrzyskach był najlepszym Europejczykiem. 30-latka, który przebojem wdarł się do światowej czołówki, prestiżowy portal All-Athletics wyróżnił tytułem najlepszego maratończyka na Starym Kontynencie, ale w plebiscycie "PS", mimo niewątpliwie niewielu sukcesów przedstawicieli innych dyscyplin, biegacz nie znalazł się nawet w gronie 20 nominowanych.

Sport na kryzys
Czy dlatego na maratończyków nie patrzymy już z nabożną czcią, bo sami coraz częściej w nich startujemy? Z Szostem będziemy mogli pobiec w tym roku w Orlen Warsaw Marathonie. - Maratony leżą w mentalności Polaków. Nam po prostu podoba się to co trudne, ekstremalne. Zawsze tak było. Kiedy już spróbowaliśmy, to połknęliśmy bakcyla - mówi główny psycholog polskich olimpijczyków dr Marek Graczyk.

Swoją teorię na temat rosnącej popularności biegania ma też gen. Roman Polko. - To tani sport, a więc dobry na kryzys. Buty, koszulka, spodenki to właściwie żaden wydatek. A bieganie długodystansowe jest szczególnie cenne, bo uczy rozmowy ze sobą. Jak człowiek biega, włącza mu się hormon szczęścia, odreagowuje psychicznie, zaczyna pozytywnie myśleć - mówi były dowódca GROM-u.

- Moje bieganie przez lata sprowadzało się do budowania wytrzymałości potrzebnej do walk - mówi świeżo nawrócony na bieganie Paweł Nastula. - Gdy skończyłem karierę, nie biegałem wcale, ale w końcu uznałem, że trochę ruchu mi się przyda. O maratonie mogę tylko pomarzyć, ale wszystkim polecam startowanie nawet w krótszych biegach. To naprawdę prosty i tani, a do tego bardzo fajny sport - mówi były mistrz olimpijski w judo.

Maratony leżą w mentalności Polaków. Nam po prostu podoba się to co trudne, ekstremalne. Zawsze tak było

- Mam kilku kolegów, którzy stali się maratończykami nie wtedy, gdy studiowali na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, ale dużo później. Zaczęli trenować w zaawansowanym wieku i teraz są w zdecydowanie lepszej formie niż wtedy, gdy byli znacznie młodsi - mówi dr Graczyk. - Często jest tak, że dopiero z latami zdobywamy szczególną motywację, bo dociera do nas, że w młodości nie spełniliśmy się jako sportowcy, i żal nam tego, bo okazuje się, że to było dla nas bardzo ważne. W efekcie później niby robimy coś hobbystycznie, ale mocno się angażujemy, trochę tak, jakbyśmy byli profesjonalnymi sportowcami. W bieganiu to zaangażowanie jest szczególne, bo szybko przekonujemy się, że z takiego wysiłku i stylu życia czerpiemy radość. Właśnie dlatego dalej chcemy to robić - opowiada psycholog.

 POZNAN . FOT. LUKASZ CYNALEWSKI / AGENCJA GAZETA  DLOPO ZDJĘCIE DO WKŁADKI: DLOPOFot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Lepsza forma małyszomanii
Czy to znaczy, że sprawdzanie się w maratonach jest formą terapii? - Trochę nam jeszcze brakuje do szczęścia, nie jesteśmy społeczeństwem ludzi sukcesu, dlatego mamy potrzebę dowartościowywania się. Dobrze, że w tej potrzebie idziemy do przodu, że nie poprzestajemy jak jeszcze kilka lat temu na biernej identyfikacji ze sportowcami. Tak było z małyszomanią, gdzie dowartościowywaliśmy się zwycięstwami innego człowieka. Teraz sami chcemy pokazać, że jesteśmy wielcy, odważni, że stać nas na coś niezwykłego - tłumaczy Graczyk.

Z psychologiem polskich olimpijczyków godzi się wielu szefów firm, bo osoby aplikujące na przeróżne stanowiska coraz częściej chwalą się w CV pokonaniem maratonu. - Każdy powinien mieć jakąś pasję, bo ona jest niezbędnym w życiu elementem relaksu. Sam zatrudniałem tylko ludzi z pasją. Moją pasją, o czym często mówię, jest bieganie, i także w życiu zawodowym biegnę do przodu - tłumaczy gen. Polko.

Ale według Graczyka nie tylko o pasję chodzi. - Jeśli ktoś biega maratony, to dobrze robi, wpisując taką informację w swoje CV. Przecież 42 km 195 m nie biega się od przypadku, do każdego startu trzeba się przygotować, a takie przygotowania to nic innego jak systematyczna praca - tłumaczy. - Maratończyk to człowiek, który dba o higienę życia, stosuje odpowiednią dietę, odpoczynek i każdy element treningu, a więc kształtuje swój charakter - wylicza psycholog. - Maraton naprawdę pokazuje wartość człowieka. Już żeby zdecydować się na start w nim, trzeba pokonać siebie, a później - i podczas treningu, i w trakcie samego biegu - znów trzeba toczyć ze sobą walkę w bardzo trudnych warunkach. Systematyka, odpowiedzialność, rzetelność - bez tych cech nie przebiegniemy maratonu, a właśnie ich pracodawcy pożądają - podsumowuje psycholog sportu.

O najnowszej biegowej imprezie czytaj na Sport.pl/orlenwarsawmarathon

Dołącz do nas na Facebooku.