Sport.pl

Nowi ratownicy TOPR przysięgali. Wśród nich kobieta

Słowa przysięgi, te same od 1909 roku, wypowiedzieli w sobotę młodzi ratownicy TOPR. W gronie tym znalazła się - po raz pierwszy od 34 lat - kobieta, Ewelina Zwijacz-Kozica.
"Dobrowolnie przyrzekam pod słowem honoru, że póki zdrów jestem, na każde wezwanie Naczelnika lub jego Zastępcy - bez względu na porę roku, dnia i stan pogody - stawię się w oznaczonym miejscu i godzinie odpowiednio na wyprawę zaopatrzony i udam się w góry według marszruty i wskazań Naczelnika lub jego Zastępcy w celu poszukiwań zaginionego i niesienia mu pomocy (...) Obowiązki swe pełnił będę sumiennie i gorliwie, pamiętając, że od mego postępowania zależne być może życie ludzkie. W zupełnej świadomości przyjętych na się trudnych obowiązków i na znak dobrej swej woli powyższe przyrzeczenie przez podanie ręki Naczelnikowi potwierdzam" - słowa przysięgi, te same od 1909 roku, wypowiedzieli w sobotę młodzi ratownicy.



Po raz pierwszy od 34 lat wypowiedziała je też kobieta, Ewelina Zwijacz-Kozica. Jak mówi, dostanie się na kurs ratownika i późniejsze jego zaliczenie nie było łatwe. - Trzeba było zaliczyć wszystkie techniki ratownictwa powierzchniowego, plus techniki ratownictwa jaskiniowego, plus topografia. Sporo - a była to część letnia. Kolejną zaliczaliśmy w trakcie kursu zimowego. Dużo trenowaliśmy po godzinach, żeby to zdać - mówi nowo mianowana ratowniczka.

Dla kandydatów staż trwa minimalnie dwa lata. - Nie było dla mnie taryfy ulgowej, wszyscy byliśmy traktowani tak samo. Na dyżurach kandydat spędza 240 godzin w ciągu roku, więc w sumie za dwa lata 480 godzin społecznie. Trzeba zaliczyć wiele różnych szkoleń, odbyć pięć wypraw ratunkowych, i przede wszystkim zdać końcowe egzaminy. To było najtrudniejsze i najbardziej stresujące. No, ale udało się - podsumowuje Ewelina Zwijacz-Kozica.