Nanga Revolution. Bielecki i Czech chcą być bardzo szybcy

- Chcemy przyjechać do bazy, spakować plecaki i pójść do szczytu - mówi Adam Bielecki, który wraz z Jackiem Czechem pod koniec grudnia próbują jako pierwsi w zimie zdobyć Nanga Parbat (8126 m n.p.m.). Wcześniej spędzą trzy noce na najwyższym wulkanie świata.

Nanga Parbat w Pakistanie to ostatni obok K2 (8611 m n.p.m.) niezdobyty zimą ośmiotysięcznik. Pod koniec grudnia akcję górską planuje aż pięć ekspedycji. Więcej o tym pisaliśmy tutaj >>

Jedną z wypraw jest ekipa Nanga Revolution, w której skład wchodzi tylko dwóch wspinaczy: Adam Bielecki (pierwszy zimowy zdobywca Gaszerbruma I i Broad Peaka) i Jacek Czech.

O postępach wypraw będziemy informować na Off.sport.pl. Sprawdzajcie naszego FB

We wtorek odbyła się konferencja prasowa, na której opowiadali o wyprawie. Można ją obejrzeć poniżej:

Kluczem do zdobycia góry ma być odpowiednia aklimatyzacja w Ameryce Południowej i szybkie wspinanie w Pakistanie. 6 grudnia himalaiści ruszają na Ojos del Salado - szczyt na granicy Argentyny i Chile. To najwyższy wulkan Ziemi - mierzy 6893 m n.p.m. Wspinacze chcą spędzić na wierzchołku noce i dzięki tej aklimatyzacji szybko wspinać się w Pakistanie. To ma być ta rewolucyjna zmiana, o której mówią. Normalnie wspinacze aklimatyzują się na miejscu, ale Nanga Parbat, znana z kapryśnej pogody, nie daje na to wielu szans.

Plan jest prosty. Pod koniec grudnia znajdą się w bazie Diamir pod Nanga Parbat, wejdą najprawdopodobniej na drogę Kinshofera i w ciągu kilku dni chcą stanąć na szczycie ośmiotysięcznika. Cała akcja ma potrwać około tygodnia.

- Normalnie w bazie spędza się dwa, trzy miesiące i czeka. Często traci się przez to aklimatyzację, a na dużej wysokości po prostu nie odpoczywasz. Nasz plan zakłada szybkie wspinanie - mówi Adam Bielecki.

O to właśnie chodzi w stylu alpejskim - mały zespół pakuje plecaki i od razu, dzięki dobrej aklimatyzacji, próbuje zdobyć szczyt bez wcześniejszego zakładania obozów. Mówi się, że to wspinanie na lekko, ale paradoksalnie trzeba się trochę nadźwigać, bo wszystko, co potrzebne, pakuje się do plecaka.

To coś całkiem innego niż styl oblężniczy, gdzie górę zabezpiecza linami wielu wspinaczy. Potem zakładane są kolejne obozy, do których przynosi się sprzęt. To trudne, jeśli tylko przez krótki czas panują dobre warunki pogodowe.

Ale wróćmy do sprzętu. Ile będą ważyć plecaki Bieleckiego i Czecha? - Spróbujemy, by było to 10 kilogramów w przypadku prowadzącego drogę i 15 kg dla tego, który będzie szedł drugi. Będziemy się zmieniać - mówi Czech, który wspina się od 25 lat. W Tatrach wytyczył kilkadziesiąt nowych dróg, był jednym z najlepszych w Polsce skialpinistów i skiturowców. Był też pierwszym nauczycielem Bieleckiego na kursie wspinaczkowym. - Może dlatego, dobrze się rozumiemy - zastanawia się młodszy z himalaistów.

Wspinacze zastanawiają się też, czy nie zabrać ze sobą tylko jednego śpiwora i w ten sposób zmniejszyć ciężar. - Będziemy wspinać się w kombinezonach, więc one już zapewniają dużo ciepła - mówi Czech.

- Jestem zaskoczony, że nikt wcześniej próbował zdobyć Nangi w taki sposób, jak my to sobie założyliśmy. Nasz pomysł wydaje się logiczny - mówi Bielecki.

Taka próba jednak miała już miejsce. Niemiec Ralf Dujmovits w zimie 2013/2014 ruszył pod Nanga Parbat po tym, jak aklimatyzował się na Aconcagule (6962 m.n.p.m.).  Wyprawę  zimową przerwał jednak dość szybko z powodu trudnych warunków.

Droga Kinshofera najlepsza?

Zdaniem Bieleckiego i Czecha droga Kinshofera jest w zimie optymalna z kilku powodów. Po pierwsze, Czech był tam na wyprawie w 2010 roku i zna duży jej fragment. Po drugie, kluczowe trudności techniczne są w jej dolnej części - tam trzeba pokonać trudną, skalną ściankę Kinshofera. Po trzecie, na górze nie ma dużych trawersów, czyli odcinków do pokonania w poprzek zbocza.

- To odróżnia ją np. od drogi Schella [droga po drugiej stronie Nanga Parbat, dłuższa, ale bardziej nasłoneczniona od drogi Kinshofera - przyp. red], gdzie z powodu długiego trawersu trzeba by było spędzić 2-3 dni powyżej wysokości 7000 metrów.

A co, jeśli wspinaczom nie uda się trafić z pogodą? - Myślę, że się uda, ale jeśli nie, to pod Nangą możemy spędzić maksymalnie miesiąc. Jeśli do tego czasu nie trafi się tydzień dobrej pogody, to pakujemy się i wracamy - deklaruje Bielecki.

Na razie najbardziej zaawansowana próba zdobycia Nanga Parbat miała miejsce na początku 1997 roku, kiedy Zbigniew Trzmiel doszedł do wysokości ok. 7870 metrów.

Wkrótce na off.sport.pl wywiady z Adamem Bieleckim i Jackiem Czechem.

Śledź autora na twitterze @deszczep