Aleksandra Taistra: nie było wyników, nie było kumpli

Ola Taistra podczas sesji treningowej

Ola Taistra podczas sesji treningowej (Fot.: Maciek Gąsienica-Giewont)

Jedna z najbardziej utalentowanych kobiet w polskim środowisku wspinaczkowym. Jako pierwsza Polka i czwarta kobieta na świecie pokonała drogę o trudności VI.7 w skali Kurtyki. Jako trzecia kobieta na świecie dokonała przejścia drogi Power Play, jednego z najtrudniejszych prowadzeń. Oto fragment wywiadu z Aleksandrą Taistrą!

Dołącz do nas na Facebooku

Z Aleksandrą Taistrą rozmawia Dorota Dubicka (wspinanie.pl)

Dorota Dubicka (wspinanie.pl): Był taki moment, dłuższy moment w którym nie było o tobie słychać. Zastanawiałam się, co się u ciebie dzieje, w którą stronę poszłaś we wspinaniu. Potem zaczęłaś prowadzić  nowego bloga. Czytając twoje wpisy okazuje się, że zmieniłaś trochę, przynajmniej takie mam wrażenie, podejście do wspinania. Powiedz, co takiego wydarzyło się przez ten czas, nazwijmy to "ciszy medialnej"?

Ola Taistra: "Cisza medialna" spowodowana była wieloma sytuacjami. Historia jest bardzo długa, a wywiad nie jest chyba miejscem na spowiedź emocjonalną ;-) Tak więc pomijając aspekt kilkunastomiesięcznego pobytu w Hanowerze, nabytego tam nowego i świeżego podejścia do wielu aspektów życia (które zresztą mocno zostały poturbowane przez realia polskie) postaram się skrócie opowiedzieć o minionym bardzo ciężkim dla mnie roku.

Ok...

Po rozstaniu się z moim sponsorem głównym zostałam na tzw. lodzie. Na domiar złego w tym samym czasie pojawiły się problemy zdrowotne. Był to chyba najgorszy okres mojego życia. Wydawało mi się wtedy, że wszyscy się ode mnie odwrócili, nie było wyników, nie było "kumpli". Teraz interpretuję tę sytuację już nieco inaczej - po prostu "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Pomimo przeciwności, nie dawałam jednak za wygraną. Po doprowadzeniu swojego stanu zdrowia "do użytku", eliminując dyskomfort mentalny, bardzo mocno trenowałam i starałam się wierzyć, że pojawi się jakaś alternatywa w postaci nowego sponsora. Bardzo ciężko jest mi opisać stan, w jakim znajduje się ambitna osoba mająca związane ręce. Aby to zrozumieć, trzeba to samemu przeżyć...

I nagle z nieba spadła Soya, dzięki której pod koniec kwietnia walczyłam na drogach, o których jeszcze kilka tygodni wcześniej mogłabym tylko pomarzyć. Zaczęło się bardzo dobrze - rozwspinaniem w Tres Ponts. Niestety z początkiem maja kończyły się warunki w Olianie, więc nie miałam zbyt wiele czasu (którego jak się okazało - zabrakło), aby uporać się z Fish eye 8c.

Po całej tej historii uświadomiłam sobie, jak bardzo kocham wspinanie i jak duża jest moja motywacja. Właściwie tylko ona trzymała mnie "w pionie" w  tym newralgicznym okresie. Pojawiła się też ważna osoba w moim życiu...

A wracając do Twojego pytania, owszem moje podejście do wspinania zmieniło się od tamtego czasu... Chce mi się dwa razy bardziej wspinać ;-)

Zobacz Olę Taistrę na drodze "Nie dla psa kiełbasa"

Wtedy było jednak ciężko. W jaki sposób łączyłaś wspinanie, z tym, co działo się "obok". Wspinaczka była twoim azylem, formą oddechu od codziennych problemów? Dawało się to jakoś posklejać?

To, co działo się obok, miało naturalnie negatywny wpływ na moje wspinanie, co zresztą znalazło odzwierciedlenie w tabeli przejść. Nie da się realizować swoich najcięższych celów (zarówno mentalnych, jak i fizycznych) przy braku pewności siebie. Przez większą część sezonu realizowałam plan B, czym musiałam się zadowolić.

Powiedziałaś, że w tym trudnym okresie wszyscy przychylni nagle zniknęli. Powiedz, jak ważna jest dla ciebie akceptacja w środowisku wspinaczkowym?

Jest ważna. Jednak w tym wszystkim mam własne, bardzo konserwatywne podejście do wspinania, gram fair-play (co spotkało się niestety z silną krytyką).

Od momentu, kiedy postanowiłam poświęcić się w pełni wspinaniu, a co za tym idzie podchodzić do kwestii treningu i wspinania w skałach w bardzo profesjonalny sposób (plan, zegarek, odpowiednie odżywianie, regeneracja i suplementacja) stałam się nieco wyalienowana i nietolerowana przez ówczesne undergroundowe środowisko w Polsce. Na chwilę obecną "wiele osób" jest, bądź pragnie być, profesjonalistami, więc chyba etap alienacji minął samoistnie ;-)

Wspomniałaś o nawiązaniu współpracy z firmą Soya. Jak wyglądają teraz twoje kontakty ze sponsorami, jakie są efekty?

Tak, mój "nawias sponsoringowy" zmienił się w 90%. Firmy, z którymi podjęłam współpracę to: Soya stream, Olimp, Salewa, Sztuka Żywienia, Listwan-Sport i Action Club.

Wiadomo nie od dziś, że w Polsce bardzo ciężko o sponsora na potrzeby wspinaczkowe,  który będzie opiekował się zawodnikiem przez wiele lat i myślał o jego karierze bardzo perspektywicznie. Dlatego też żegnając się z moimi starymi sponsorami weszłam w układ z firmami, które - mam nadzieję - docenią mój zapał i potencjał.

Współpraca zapowiada się bardzo owocnie i wierzę, że nowi sponsorzy pomogą mi zrealizować mój plan na sezon 2012.

O planach porozmawiamy za moment. :) Tymczasem słyszałam, że zaczęłaś też współpracę z Marcinem Bończa-Tomaszewskim, psychodietetykiem i trenerem, założycielem Sztuki Żywienia. Po raz pierwszy współpracujesz z kimś takim?

Już kilka lat wcześniej podjęłam współpracę z dietetykiem, trenerem, zawodnikiem - Evą Lopez. Dzięki jej wsparciu moje zdrowie i wyniki wspinaczkowe szły w parze. Dlatego bardzo cenię sobie współpracę z ludźmi z tej branży.

Natomiast na podjęcie współpracy z Marcinem zdecydowałam się pod koniec sezonu 2011. Będąc świadoma, jak ważne w sporcie wyczynowym jest odżywianie, oddałam się w ręce Sztuki Żywienia z silnym przekonaniem o bardzo pozytywnych efektach, jakie niesie za sobą stworzony na moje potrzeby indywidualne plan żywieniowy. To, co mocno skłoniło mnie do współpracy to profesjonalizm, "całościowe" podejście do osoby, uwzględnienie profilu zdrowotnego, psychicznego, sprawnościowego oraz innych elementów obejmujących niemal każdą sferę życia.

Jako zawodnik z dużym doświadczeniem bazuję na wieloletniej współpracy z trenerem, no  i własnej wiedzy, którą zdobyłam dzięki możliwości trenowania z najlepszymi zawodnikami polskimi i zachodnimi. Sama też  tworzę swój trening wspinaczkowy, a dodatkowo Marcin, który jest też instruktorem sportu w specjalności kulturystyka, wspomaga go planem na siłowni i aktywnością w dni odpoczynkowe.

Jak w skrócie wygląda twój tygodniowy trening?

Trenuję sześć razy w tygodniu (w tym stosuję trening dwufazowy). Mój trening nastawiony jest przede wszystkim na budowaniu siły i wytrzymałości siłowej. Wspinanie na ścianie ogranicza się głównie do specjalistycznych ćwiczeń (większość z dociążeniem) szlifujących najsłabsze strony, czyli podobnie jak w minionych latach.

Jeśli chodzi o trening poza wspinaczkowy, zostałam przekonana przez Marcina Bończa-Tomaszewskiego do zastosowania nowych metod na siłowni, które tak jak dotychczas nie polegają na zwykłym przerzucaniu żelaza. W dni regeneracyjne stosuję również marsze z dociążeniem ;-)

Pełen wywiad możesz przeczytać na portalu Wspinanie.pl.

Aleksandra Taistra na Wondół Challenge

Ola wspina się od 1998 r. Ma na swoim koncie wiele dróg w przedziale VI.5 - VI.7 RP w Polsce, a za granicą drogi w przedziale trudności 8b - 8c RP oraz wiele dróg o trudności 7c+ w stylu OS. Obecnie realizuje swoje cele głównie w Hiszpanii, gdzie walczy o życiowe wyniki, jak np. drogi 8c+, które pokonało jedynie kilka kobiet na świecie.

Ola odnosiła również sukcesy w zawodach bulderowych - zdobyła Puchar Polski Juniorów w latach 1999-2001. Była również finalistką zawodów Pucharu Polski Seniorów i zajęła I miejsce w kilku edycjach zawodów w latach 1999-2001. Koncentruje się głównie na wspinaniu w skałach.

O życiu w pionie i wspinaczkowych osiągnięciach Aleksandra Taistra opowie na festiwalu górskim Wondół Challenge! Na spotkanie ze wspinaczką zapraszamy w piątek 17 lutego między godz.19.20 a 20.20 do Gliwic i w sobotę 18 lutego między godz. 18.10 a 19.10 do Szczyrku!

Więcej informacji o festiwalu znajdziesz TUTAJ lub na oficjalnej stronie imprezy.