Sport.pl

Niepełnosprawni rozpoczynają wyprawę na "K2"

Zdobyć krakowskie K2, czyli Kopiec Kościuszki, to wyzwanie jakiego podejmie się sparaliżowany po wypadku motocyklowym Janusz Świtaj wraz z grupą siedmiu osób o podobnym stanie zdrowia. Wyprawa rozpocznie się już 12 maja. Ambasadorem projektu jest himalaistka Kinga Baranowska.

Dołącz do nas na Facebooku

Żyć pełnią życia

- Taka wyprawa to naprawdę niecodzienna sprawa. Cieszę się, że mogę jej przewodzić i przypomnieć w ten sposób społeczeństwu o istnieniu osób, które są w podobnej sytuacji zdrowotnej jak ja. Miałem sporo szczęścia, bo spotkałem Annę Dymną, jej Fundacja pomogła mi zdobyć elektryczny wózek i po 15 latach wyjść z domu. Na nowo mogłem poczuć wiatr na twarzy i popatrzeć na słońce. Znów zachciało mi się żyć. Odzyskałem nadzieję. Bardzo bym chciał, aby ta wyprawa na "K2" przywróciła nadzieję zarówno jej uczestnikom, jak i osobom, które dzięki mediom będą mogły o nas usłyszeć. Nie potrafimy się samodzielnie poruszać, jesteśmy w pełni zależni od innych osób, ale to nie znaczy, że w naszych chorych ciałach nie ma już życia, ani ambicji. My też chcemy mieć jakieś osiągnięcia i żyć pełnią życia. Też chcemy mieć nasze "K2" - mówi Janusz Świtaj, kierownik wyprawy.

K2 to drugi co do wysokości, po Evereście, szczyt świata i zarazem najtrudniejszy z ośmiotysięczników. Znajduje się w Karakorum, na granicy Chin i Pakistanu. Sparaliżowanym osobom stan zdrowia i przeszkody techniczne uniemożliwiają zdobycie ośmiotysięcznika. Dlatego też każdy z uczestników znalazł swoje K2 w Polsce i 12 maja rozpoczną wyprawę.

Każdy ma swoje "K2"

Pod nazwą "K2" kryje się krakowski Kopiec Kościuszki. Wzgórze ma około 300 m n.p.m., a wysokość samego Kopca to 35,54 m.

- Dla zdrowej osoby taka wysokość, być może, wydaje się czymś śmiesznym, ale dla kogoś, kto jest całkowicie sparaliżowany i zależny od respiratora,  jest to prawdziwe K2. Poza tym droga na Kopiec jest wyboista i bardzo wąska, co dla osób poruszających się na wózkach stanowi niemałe wyzwanie - mówi Janusz Świtaj.

- K2 jest marzeniem każdego himalaisty. Jest dla mnie najpiękniejszą piramidą górską na świecie, jest też nie lada wyzwaniem. Niewielu wspinaczom udaje się wejść na jego wierzchołek. Po pierwsze dlatego, że K2 jest trudne technicznie, po drugie - warunki pogodowe są tam bardzo kapryśne i nie dają zbyt wielu szans na wejście. Podziwiam wszystkie osoby, które mozolnie dążą do celu dzień po dniu. Nie ma znaczenia, czy jest to prawdziwe K2, czy Kopiec Kościuszki. Każdy ma "swoje K2". Każdy ma też prawo do marzeń, dużych i małych. Niech K2 będzie symbolem męstwa i nie poddawania się. Jak już wejdziemy na szczyt, to znajdźmy kolejne K2, bo ważna jest droga, a nie cel. Cieszę się, że mogę kibicować takim osobom jak Janusz Świtaj, które mają odwagę walczyć. Dla mnie oni już są zwycięzcami. Dokładnie w tym samym czasie będę się wspinać na Lhotse i całym sercem będę z uczestnikami wyprawy na "K2" - mówi Kinga Baranowska.

Ośmiu uczestników. Osiem tysięcy metrów

Liczba uczestników wyprawy ma znaczenie symboliczne. Łącznie z Januszem Świtajem będzie ich w sumie ośmiu, ponieważ prawdziwy szczyt K2, który znajduje się w Karakorum, jest ośmiotysięcznikiem. Każdy z uczestników wyprawy pokona więc odcinek odpowiadający - w sposób symboliczny - 1000 metrów n.p.m.

Uczestnicy:

Janusz Świtaj - w 2007 r. jego historia obiegła całą Polskę. 32-latek sparaliżowany po wypadku motocyklowym poprosił sąd o prawo do eutanazji. Jego historią zainteresowała się Anna Dymna. Jej Fundacja zainicjowała ogólnopolską zbiórkę pieniędzy na wózek elektryczny dla Janusza. W tej chwili Janusz ma 37 lat. Jest pracownikiem Fundacji Anny Dymnej. Pomaga innym i mówi, że nie ma czasu myśleć o śmierci. Zdecydowanie bardziej interesuje go życie. Marzy o tym, aby osoby które są sparaliżowane miały osobistych asystentów, którzy pomogą im w nauce i w pracy. Janusz jest kierownikiem wyprawy na "K2".

Paweł Szkutnicki -  od 2001 roku jest sparaliżowany. Oddycha za pomocą respiratora i porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Urodził się zdrowy. Choroba przyszła niespodziewanie, gdy miał 14 lat. Był wtedy w drugiej klasie gimnazjum. Któregoś dnia obudził się z niedowładem nóg od kolan w dół, nazajutrz paraliż objął całe nogi. Trzeciego dnia stracił władzę w rękach, a na następnego - został całkowicie sparaliżowany. Mógł poruszać jedynie głową. Tak jest do dzisiaj. Lekarze stwierdzili krwawienie do rdzenia kręgowego, ale do chwili obecnej nie wiadomo, co było jego przyczyną. Paweł nie szuka odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego ja?". Wie, że nikt mu jej nie udzieli. Jego marzeniem jest usprawnienie choćby jednej ręki. W tym celu codziennie intensywnie się rehabilituje.

Mariusz Haraśny - 14 lat temu w czasie skoku do wody złamał kręgosłup. Od tamtej pory jest sparaliżowany. Porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Kopiec Kościuszki - jak sam podkreśla - będzie dla niego wielkim wyzwaniem. Jeszcze nigdy nie był w Krakowie ani na żadnej górze.

Jan Białas - po przebytej chorobie Hajnego Medina jest osobą niepełnosprawną fizycznie. Od 3 lat porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Lubi słuchać muzyki, grać w gry planszowe i układać puzzle, ale najbardziej na świecie lubi się śmiać i prowokować innych do śmiechu.

Małgorzata Buczek - od dzieciństwa choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Porusza się na wózku elektrycznym. Wyprawa na "K2" jest dla niej dużym wyzwaniem, ale - jak podkreśla - jeszcze większą radością.  

Kamil Cierniak - od urodzenia choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Choroba uniemożliwia mu samodzielne życie. Porusza się na elektrycznym wózku inwalidzkim. Interesuje się sportem, a szczególnie piłką nożną. W czasie EURO będzie kibicował Polsce i Hiszpanii. Dwa razy w roku wyjeżdża na turnus rehabilitacyjny i - jak podkreśla - są to jedne z niewielu chwil, które spędza poza domem.

Jerzy Dziedzina - jest osobą głuchoniemą. Porusza się na trójkołowym handbike`u. Bardzo lubi wędkować i grać w remika. W czasie pracy na budowie uległ wypadkowi. Od tamtej pory jeździ na wózku.

Michał Wojdon - 3,5 roku temu doznał urazu rdzenia kręgowego po skoku do wody. Od tamtej pory jest sparaliżowany. Porusza się na wózku elektrycznym. W czasie wyprawy na "K2" będzie mu towarzyszył tata.

We wspinaczce uczestników wspierać będą opiekunowie i wolontariusze oraz pracownicy Fundacji Anny Dymnej "Mimo Wszystko".

- Kiedy w 2008 r. organizowaliśmy wyprawę na Kilimandżaro, chcieliśmy pokazać, że wokół nas są ludzie niepełnosprawni, którzy też mają marzenia, ambicje i chcą normalnie żyć. Potrzebują tylko, żeby im trochę w tym pomóc. Mówienie i pisanie na ten temat, niewiele daje. Czasem trzeba krzyknąć. Wyprawa na Kilimandżaro była takim krzykiem. "Popatrzcie na nas. Jesteśmy, możemy, żyjemy! Jeśli ktoś nam poda rękę to możemy naprawdę wysoko się wspiąć. To, że jesteśmy niepełnosprawni nie może nam zabierać marzeń". Zdajemy sobie sprawę z tego, że dla wielu osób to Kilimandżaro jest zupełnie gdzie indziej. Nasza Fundacja ma m.in. kontakt z osobami, które są całkowicie sparaliżowane i oddychają za pomocą respiratorów. Wiadomo że tacy ludzie się na Kilimandżaro nie wyprawią. Wielu z nich nie opuszcza nawet swoich domów. Dla takich osób Kilimandżarem może być to, że ktoś im pomoże wyjść z domu, będą mogli znów zobaczyć niebo i popatrzeć na słońce. To właśnie dla nich organizujemy wyprawę na "K2". Dlaczego "K2"? Bo to jest KK, czyli Kopiec Kościuszki - śliczna, zielona górka, którą mamy w Krakowie. To była pierwsza „góra” którą w życiu zdobyłam. Z tej górki widać całe miasto. Człowiek ma poczucie jakby się wzniósł gdzieś wysoko. Ta "góra" kryje w sobie wiele nadziei. Pomyśleliśmy, że dla wielu ludzi wyjście z domu i dotarcie na Kopiec, będzie wyzwaniem na miarę "K2". Zdajemy sobie sprawę z tego, że uczestnicy tej wyprawy bez naszej pomocy nie dotarliby na szczyt, ale sam fakt, że będą chcieli wziąć w niej udział, podjąć wyzwanie i choć przez chwilę będą się mogli poczuć jak zwycięzcy, będzie ogromnie ważny. To będzie symboliczna wyprawa. Nie trzeba już nic więcej mówić - podkreśla Anna Dymna.

Więcej informacji o wyprawie można znaleźć na oficjalnej stronie fundacji "Mimo Wszystko".