Sport.pl

Anioł stróż przewodnik

Rozmowa z Edwardem Lichotą, zastępcą naczelnika TOPR, ratownikiem górskim, narciarzem ekstremalnym, przewodnikiem UIAGM/IVBV
Czy w wysokie góry trzeba iść z przewodnikiem?

- Nie trzeba, ale wynajęcie profesjonalnego przewodnika znacznie zwiększa bezpieczeństwo uczestników wyprawy, a także bardzo ułatwia jej organizację i przebieg.

W jaki sposób?

- Przewodnik przygotowuje plan wyprawy. Wie, ile czasu zajmuje podejście do schroniska, zdobycie szczytu, ale także zejście, często znacznie trudniejsze niż wejście. Ważne jest rozłożenie wysiłku w taki sposób, by najsłabszy z uczestników nie tylko wszedł na szczyt, ale także bezpiecznie z niego zszedł. Czasami, w zależności od kondycji uczestników, przewodnik decyduje się na dodatkowy nocleg, bo np. 14 godzin działania w górach to dla niektórych o wiele za długo.

Informacje, ile zajmuje wejście na szczyt, można znaleźć w internecie lub w przewodnikach.

- Te dane często są nieprecyzyjne, nie zawsze mówią o trudnościach, jakie możemy spotkać na drodze, nie zawsze przestrzegają np. przed szczelinami w lodowcu. Bo tego nie da się wyczytać z przewodnika: wczoraj była szczelina, a dzisiaj jej nie ma, lub wczoraj była, ale niewidoczna, a dzisiaj jest wręcz przeciwnie. Ludzie zazwyczaj nie wiedzą, jak należy się asekurować. Zakładają uprzęże, wiążą się liną, która częściej im przeszkadza, niż pomaga. Poza tym przewodniki zazwyczaj podają, jaki sprzęt jest na danej drodze potrzebny, ale nie mówią, kiedy go użyć. Choćby raki - jeśli śnieg jest miękki, a but zapada się na odpowiednią głębokość, wygodniej jest iść bez nich. Profesjonalny górski przewodnik we wszystkich tych sytuacjach wie, co zrobić i jak się zachować.

W internecie można też znaleźć mnóstwo relacji z wypraw górskich, także ze szczytów, na które się wybieramy. Mogą być one dla nas bardzo cenne...

- Zgadza się, ale gdy wybieramy się w góry, nie możemy być pewni, że będzie taka pogoda, jaką mieli nasi poprzednicy, i takie same warunki. Przewodnik umie "czytać" pogodę, wie, kiedy zawrócić, bo np. zbliża się burza. Umie rozpoznać rodzaj chmur, które wyglądają niegroźnie, a w rzeczywistości zapowiadają pioruny i błyskawice. W górach aura zmienia się jak w kalejdoskopie, wtedy liczy się każda minuta. Przewodnik nie tylko obserwuje zmieniające się warunki pogodowe. Ale też te związane ze zmieniającym się terenem, rodzajem i gatunkiem śniegu. Co chwila podejmuje decyzje: iść metr w prawo czy metr w lewo? poczekać na schodzący zespół czy go obejść? Ale przede wszystkim obserwuje uczestników wyprawy. Są osoby, które na wysokości, wąskiej grani lub gdy jest duża ekspozycja, zaczynają się bać, potrzebna jest im wtedy odpowiednia asekuracja, adekwatna dla tej osoby. Albo mają problem z butem, który się ciągle rozwiązuje - przewodnik jest od tego, żeby pokazać, jak ten but zawiązać, żeby się więcej nie rozwiązał. Niby drobiazg, a rzutuje na cały zespół, atmosferę w grupie. Przewodnik potrzyma rękawiczkę, poda picie, wyjmie z plecaka bluzę. Na dużych wysokościach i w trudnym terenie proste czynności potrafią sprawiać kłopoty. I w takich sytuacjach przewodnik jest aniołem stróżem.

Czy zagrożeń rzeczywiście jest tak dużo?

- Jest. Zimno, silny wiatr, pioruny, mokre kamienie, stromizny, piargi, a w zimie przede wszystkim lawiny. Wystarczy przypomnieć tragedię licealistów, którzy wchodzili zimą 2003 r. na Rysy. Ośmiu nastolatków i opiekun zginęli pod zwałami śniegu. Nauczyciel był u dyżurnego ratownika TOPR-u, który odradzał wyjście, bo warunki pogodowe były nie najlepsze: mżawka, ciężki śnieg. Panował wtedy drugi (w pięciostopniowej) skali stopień zagrożenia lawinowego. Trzeba jednak pamiętać, że "piątka" oznacza zagrożenie lawinowe dla miejscowości, czyli w polskich warunkach nigdy się nie zdarza. A drugi stopień to jeden z dwóch, gdzie dochodzi do największej liczby wypadków. Na Rysy zimą przewodnik może wziąć maksymalnie dwie osoby. A nauczyciel wziął 11 osób, nie mając uprawnień do prowadzenia wycieczek.

W jaki sposób znaleźć przewodnika?

- Najłatwiej w internecie, choć trzeba być ostrożnym, bo można trafić na kogoś, kto za przewodnika się podaje, a nim nie jest. Pełno jest ogłoszeń osób, które są np. instruktorami wspinaczki skalnej lub narciarstwa wysokogórskiego i organizują wyprawy partnerskie na trudne szczyty Tatr czy Alp. Jednak taka osoba nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa kilku osobom, w sytuacji kryzysowej nie będzie umiała pomóc.

Jak rozpoznać dobrego przewodnika?

- Dobry przewodnik to taki, który ma kwalifikacje i uprawnienia: szkolił się w prowadzeniu ludzi, zdobył uprawnienia przewodnika, a nie instruktora wspinaczki czy pilota wycieczek, ma aktualne badania lekarskie i ważną legitymację. W Tatrach przewodnicy dzielą się na trzy klasy. Przewodnik trzeciej klasy może prowadzić grupę tylko po szlakach turystycznych oznakowanych. I i II klasa przewodnicka uprawniają do prowadzania wycieczek poza trasami, ale tylko do określonych trudności. Żaden z tych przewodników nie ma prawa prowadzić wycieczek poza szlakami na Słowacji czy w Alpach, jeśli nie ma dodatkowo uprawnień międzynarodowych nadanych przez Międzynarodową Unię Związków Przewodników Górskich (IVBV/UIAGM/IFMGA). Te uprawnienia, poprzedzone kilkuletnim szkoleniem nie tylko w Tatrach, ale też w Alpach i zakończone egzaminem, pozwalają przewodnikowi wprowadzać grupę na szczyty niemal na całym świecie. Listę licencjonowanych przewodników można znaleźć m.in. na stronie Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Górskich www.pspw.pl .