Sport.pl

Polacy na Broad Peak. Aleksander Lwow: Mieli ciśnienie

- Wiedzieli, że jak nie wejdą tego dnia, to za chwilę okna pogodowego już nie będzie. To była dla nich ostatnia szansa tej zimy, a dla Berbeki pewnie w życiu. Nie potrafili zawrócić w odpowiednim momencie - mówi off.sport.pl Aleksander Lwow, który 25 lat temu atakował z Berbeką szczyt Broad Peak.

Wciąż nie ma informacji o losie Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego, którzy zaginęli pod przełęczą Broad Peaku.

25 lat temu Berbeka próbował wejść na szczyt z Aleksandrem Lwowem. Opis tamtego ataku brzmi dziś niewiarygodnie. Berbeka i Lwow byli członkami wyprawy kierowanej przez Andrzeja Zawadę. Mieli szturmować zimą szczyt K2 (niezdobyty do dziś o tej porze roku), ale pogoda nie dała im tej szansy. Postanowili więc wykorzystać bliskość innego wierzchołka w Karakorum. We dwóch, przy minimalnym obciążeniu sprzętem, ruszyli na Broad Peak (8051 m).

Byli świetnie zaaklimatyzowani. Po czterech dniach atakowali szczyt. Lwow zawrócił z okolic przełęczy - 7850 metrów. Przestraszył się nadchodzącej burzy i biwaku w warunkach, na jakie nie byli gotowi. Berbeka poszedł dalej. Ze szczytu połączył się z bazą, szczęśliwy, że zdobył górę. Okazało się, że był na przedwiechołku - tzw. Rocky Summit (8028 m.). Do szczytu zabrakło mu 23 metrów wędrówki eksponowaną granią. Nadciągnęła burza.

Dominik Szczepański: Ile można przeżyć pod przełęczą Broad Peaku?

Aleksander Lwow: 25 lat temu Berbeka schodził z przedwierzchołka (tzw. Rocky Summit - 8028 m - przyp. red) do mojego biwaku 24 godziny. Czekałem tam na niego, bo wiedziałem, że beze mnie nie przeżyje. Krzyczałem, świeciłem latarką, żeby znalazł drogę. Ledwo szedł. Miałem przy sobie litr wody. To niewiele, ale pomogło. Gdybyśmy obaj byli wyczerpani, nie przeżylibyśmy. Ja znałem drogę na dół, myślałem jasno. Prowadziłem go we mgle. Człapał za mną powoli. Uratowaliśmy się.

Dlaczego Kowalski i Berbeka biwakowali na 7900 metrach?

Na szczycie stanęli bardzo późno. Stracili dużo czasu błąkając się między szczelinami. Szukali drogi w górę. Nie potrafili zawrócić w odpowiednim momencie. Ale musieli kalkulować, że noc zastanie ich na przełęczy. Musieli to wiedzieć.

Pan zawrócił 25 lat temu właśnie z okolic przełęczy.

Ale to była inna sytuacja. Ja wiedziałem, że nadciąga burza, że nie mamy wsparcia, ani sprzętu do biwaku. Poszliśmy na lekko i po zaledwie czterech dniach atakowaliśmy szczyt. Ale Maciek poszedł dalej. Był mocny. Ja czekałem na niego. Nadeszła burza. Trzymałem namiot z całych sił, żeby z nim nie odlecieć. A on spał pod wierzchołkiem.

Znając zarys wtorkowego ataku - zawróciłby Pan?

Myślę, że tak.

To dlaczego oni poszli? Berbeka to doświadczony wspinacz, Bielecki jako pierwszy wszedł zimą na Gasherbrum I.

Mieli ciśnienie, wiedzieli, że jak nie wejdą tego dnia, to jutro okna pogodowego już nie będzie. To była dla nich ostatnia szansa tej zimy, a dla Berbeki pewnie w życiu.

Wiemy, że Berbeka nad ranem czasu polskiego ruszył spod przełęczy. Do obozu miał jakieś 500 metrów. Jak wygląda ta droga?

Jest usiana szczelinami i na tym polega jej trudność. Gdyby nie dziury, byłaby bardzo łatwa do przejścia. Po lewej stronie wspinacze mają Broad Peak Middle, czyli jeden z wierzchołków masywu Broad Peak. Po drugiej już właściwy szczyt. Gdyby byli gdzieś na drodze, reszta zobaczyłaby ich z obozu.

Mogli zejść z drogi?

Nie ma szans. Tam nie ma takiego miejsca. Kuluar dochodzi do przełęczy.

Co mogło stać się podczas zejścia? Wiemy, że Berbeka powiedział Wielickiemu po nocy na przełęczy, że rusza w dół. O Kowalskim nic nie wiadomo.

Mogli wpaść do szczeliny albo osunąć się zboczem. To kilkaset metrów w dół.

Kowalski miał problemy podczas swojego pierwszego ataku szczytowego, ponad dwa tygodnie temu. Czy to możliwe, że Berbeka, jako ratownik TOPR, celowo został z nim na noc na przełęczy? Czuł się za niego odpowiedzialny?

Nie możemy tak powiedzieć. Nie wiemy, kto pierwszy stanął na szczycie, nie wiemy, kto na kogo czekał. Pewnie było jak zwykle, czyli grupa się rozciągnęła, wchodzili pojedynczo. Najwyraźniej Małek i Bielecki byli najsilniejsi.

Ile można oddać za górę?

Przez kilkadziesiąt lat nasłuchałem się w bazach i schroniskach setek nocnych rozmów wspinaczy na ten temat. Ile można oddać za ośmiotysięcznik? Jeden palec - krzyczeli jedni, dwa - odpowiadali inni. Ktoś rzucił, że dziesięć. Ja bym zawrócił.

rozmawiał Dominik Szczepański


Więcej o wyprawie:

- Kurczab: Niewykluczone, że Kowalski i Berbeka też się rozdzielili. Czasem trzeba, żeby ratować życie >>

- Małek czeka na Berbekę i Kowalskiego do 10 rano >>

- Hajzer: Mogli wpaść do szczeliny >>

- Baranowska: To nie tak, że poddali się euforii i osłabli >>

Komentarze (66)
Polacy na Broad Peak. Aleksander Lwow: Mieli ciśnienie
Zaloguj się
  • mgrzemow

    Oceniono 370 razy 316

    A ja bym prosił o odrobinę szacunku. Dorośli ludzie, podjęli ryzyko być może ponieśli konsekwencje. Ich decyzja, uszanujmy to. Każdy z nas kiedyś umrze. Być może zdychając powoli na raka w szpitalu będziemy himalaistom zazdrościć takiej śmierci.

    Poza tym, choć szansa maleje z każdą chwilą, to jednak zdarzały się nie takie cuda. Trzymajmy kciuki.

  • tygrysio_misio

    Oceniono 183 razy 165

    Bardzo mądre słowa na koniec... bardzo mądra postawa.

    Kiedyś na Canale + leciał dokument o wyprawie na Mount Everest. Było jak w piosence: "wyszliśmy w góry jeszcze za dni ciepłych, dopadła nas zima zaskoczonych". Weszli na szczyt przy pięknym słońcu, schodzili w śnieżycy. Nie wszyscy przeżyli. Nie chcieli się opluwać. Jeden tylko powiedział, że na górze różne rzeczy wyłażą z człowieka, każdy wie co robił i musi z tym żyć.

    Jeden facet schodził w ostatniej grupie, nocowali na wolne przestrzeni, kilku się obudziło, on stracił wzrok i czucie. Schodził dalej na czuja i jakimś szczęśliwym trafem dotarł do obozu. Położył się w namiocie i spał kiedy pierwsza grupa szykowała się do opuszczenia obozu. W tym namiocie leżały ciała. Myśleli, że ten oślepiony też jest już "ciałem". Tylko dzięki temu, że ktoś wrócił i zauważył dźwięki dochodzące z namiotu nie zostawili gościa na górze.

    Inny przeżył noc na górze. zszedł, ale z nosem, palcami u rąk i nóg do amputacji. Zapytali go czy warto było. Odpowiedział, że nie.

    Nie ma takiej pasji, która byłaby ważniejsza niż życie. Jeśli ktoś uważa inaczej to ma problem w głowie. Wielu z takich ludzi ma szanse przekonać się jak bardzo kochają życie, ale nie wszystkim się udaje później mówić o tym.

  • swinton

    Oceniono 105 razy 49

    Widzicie pasjonaci?
    Wypowiedział się prawdziwy ekspert - 'Ja bym zawrócił'.

  • platfusy.do.paki

    Oceniono 35 razy 33

    Trzeba jeszcze poczekać i nie robić na siłę sensacji. Stary Kurt Diemberger w wieku 54 lat zdołał po wielu dniach kiblowania na 7900 m. zejść w końcu z K2 o własnych siłach.

  • suwakwrozporku

    Oceniono 38 razy 30

    Czytam od rana komentarze na forum GW i obserwuję „budujący” się z nich spór miłośników i przeciwników himalaizmu. Żenujące. Jak to zwykle u nas z jednej strony totalny brak tolerancji i przynajmniej próby zrozumienia („na ch.j tam leźli”) a z drugiej infantylny brak realizmu w ocenie („przecież realizowali marzenia”, „piwosze-kanapa-tv”). Im dłużej chodzę po górach i im są to wyższe góry tym bardziej skłaniam się ku opinii Reinholda Messnera, który od lat krytykuje polskich himalaistów za „wyczynowe” podejście do gór i brawurę graniczącą z nieodpowiedzialnością. W górach ludzie zawsze ginęli i zawsze ginąć będą. Problemem jest by nie dać się zjeść rutynie, mieć pokorę dla gór i zawsze, ale to zawsze, rozsądek i chłodna ocena sytuacji musi brać górę na młodzieńczą zapalczywością.

  • birdy-niam-niam

    Oceniono 47 razy 15

    nie kwestionując dorobku, znajomości tematu, wiedzy na temat himalaizmu pana lwowa, buntuję się przeciwko takim wypowiedziom jakiej właśnie udzielił.
    wpisuje się nią bowiem w ten trend - "my pierwsi powiedzieliśmy o ....., my pierwsi dotarliśmy na miejsce......, tylko u nas wypowiedź .......".
    panie lwow - tak nie wolno, dopóki kierownik wyprawy nie zarządzi odwrotu, nie wolno nikomu (a szczególności kumplowi) w świetle reflektorów udzielać wypowiedzi, które dla bliskich zaginionych himalaistów oznaczają koniec nadziei.
    po prostu z przyzwoitości nie powinno się tak robić.
    media żyją takimi tematami i będą wałkowały "newsa" na dzylion sposobów, oprócz tego jednego - spokojnego przedstawienia faktów.
    szanuję pańskie dokonania, ale ten wywiad uszczknął nieco z pańskiego wizerunku w moich oczach

  • compost

    Oceniono 40 razy 12

    Dziwne, nikogo z was nie dziwi że żaden z tubylców nigdy nie próbował wdrapywać się na tę głupią górę?

  • socrates11

    Oceniono 23 razy 11

    Świetne zdjęcie.

    Wydaje mi się że to jest haj, po prostu haj. Przecież nie bardziej niezdrowy i niebezpieczny od narkotyków. Ta wspinaczka himalajska.

    Kukuczka, Rutkowska...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX