Polacy na Broad Peak. Piotr Pustelnik: Nigdy nie zaliczałem się do odważnych

- Może jestem trochę tchórzliwy w górach, ale chciałem zdobyć Koronę Himalajów i Karakorum, a później cieszyć się życiem. Lepiej dmuchać na zimne, niż obudzić się z ręką w nocniku - mówi off sport.pl Piotr Pustelnik, trzeci Polak, który zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników.

Piotr Pustelnik jest doktorem inżynierii chemicznej. Swój pierwszy ośmiotysięcznik zdobył w 1990 roku (Gasherbrum II). Ostatnia była Annapurna. Stanął na jej wierzchołku w kwietniu 2010 roku. Jako trzeci Polak w historii (po Jerzym Kukuczce i Krzysztofie Wielickim) i dwudziesty człowiek w historii wszedł na wszystkie 14 ośmiotysięczników. Tutaj porównania się kończą, bo Pustelnik to wspinacz zupełnie innego typu. Kukuczkę nie interesowały letnie wyprawy w najwyższe góry. Liczyła się tylko zima i wyznaczanie nowych dróg. Wielickiemu zależało na prędkości wspinaczki, często wspinał się sam. Dla Pustelnika celem było zdobycie Korony Himalajów i Karakorum i przeżycie. Nigdy nie atakował szczytów w zimie, sześciokrotnie na wierzchołki wchodził z butlą tlenową. Po Annapurnie schował raki i czekan do szafy. Cieszy się życiem.

Dominik Szczepański: Kiedy we wtorek czwórka Polaków weszła na szczyt, komentował Pan ten moment w studiu telewizyjnym. Sprawiał Pan wrażenie bardzo skupionego i zamyślonego.

Piotr Pustelnik: Może, nie było aż tak, jak Pan mówi. Sukces bez wątpienia był wielki. Tylko że moje wieloletnie doświadczenie kazało mi myśleć trzeźwo, że cieszyć się będziemy mogli w pełni dopiero kiedy będą już bezpieczni. Bałem się tej góry. Wracałem spod niej trzy razy (w 1998, 1999 i 2005 roku - przyp. red).

W końcu w 2006 roku się udało. Co się czuje na szczycie?

Każdy reaguje na to bardzo indywidualnie, ale oczywiście radość.

Ulgę?

To dopiero połowa drogi i we wtorek czwórka naszych himalaistów na pewno miała tego świadomość. Że jeszcze się nie udało.

Kowalski i Berbeka schodzili bardzo wolno. Czy euforia mogła być silniejsza od rozwagi? Czy mogli nie zawrócić przed wierzchołkiem, bo za bardzo chcieli wejść?

Absolutnie w to nie wierzę. Jestem przekonany, że cały zespół czuł się na siłach, by pokonać tę górę.

Dwóch nie wróciło.

Dlatego w studiu byłem poważny. Wolałbym się dowiedzieć o tym Broad Peaku następnego dnia, kiedy będą bezpieczni, niż komentować sukces, który był wtedy połowiczny. W nocy nie spałem. Martwiłem się o nich, ale nie przeczuwałem, że może być aż tak źle.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że jest bardziej tchórzliwy niż inni himalaiści. Zdobył pan Koronę Himalajów i Karakorum, wszystkie 14 ośmiotysięczników. Jak można nazywać się tchórzliwym?

Jakoś się udało. Może jestem trochę tchórzliwy (śmiech). Proszę potraktować to alegorycznie. Lepiej dmuchać na zimne, niż obudzić się z ręką w nocniku. Wie Pan, ja chciałem zrobić tę Koronę i cieszyć się życiem. Stąd moje podejście do wspinaczki. Nigdy nie zaliczałem się do odważnych himalaistów.

Broad Peak był dla Pana trzynastym zdobytym ośmiotysięcznikiem. A który był w skali trudności?

To nie jest góra trudna technicznie jak np. K2. Nie jest też trudna pod kątem potencjalnych zagrożeń jak Dhaulagiri czy Annapurna. Na tej ostatniej trzeba bardzo uważać na długich odcinkach, gdzie latają kawałki lodu czy seraki. Tam się bałem. Patrzyłem w górę z trwogą. Broad Peak jest Karakorum. Tam pogoda jest bardziej nieprzewidywalna. W lecie to 4-5 góra od końca pod kątem trudności, ale w zimie trudność wzrasta o 100 proc. Oczywiście ta skala jest relatywna.

Zapytałem Ryszarda Pawłowskiego o to, dlaczego poszli na szczyt całą czwórką i nie zostawili nikogo w obwodzie, gdyby coś poszło nie tak. Odpowiedział, że wszystkim należał się ten atak, ale Wielicki mógł posłać pakistańskich wspinaczy do biwaku szturmowego w momencie, kiedy nasza czwórka ruszyła na szczyt. Później mogliby pomóc, wyjść z tlenem naprzeciw schodzącym himalaistom.

To nie takie proste. Wielicki znał sytuację, ale postanowił trzymać Pakistańczyków niżej. Dlaczego? Gdyby wszyscy czterej bezpiecznie wrócili, to pojawiłby się problem noclegu. Jak w szóstkę zmieścić się w małym namiocie? Schodzący byli zmęczeni, potrzebowali odpoczynku. To nie taka prosta decyzja.

Wielu internautów zastanawia się nad tym, czy wolne tempo schodzenia Berbeki nie wynikało z tego, że czekał na Kowalskiego.

To jest możliwe.

Można czekać na kogoś w takich warunkach?

Nie do końca czekać, bo jest za zimno. Można iść z kimś, trzymać się blisko kogoś. Ale tylko wtedy, kiedy jesteś bardzo pewny siebie, kiedy czujesz się dobrze. Myślę, że schodzili w miarę możliwości razem. Berbeka to doświadczony ratownik TOPR-u. Bardzo empatyczny człowiek. Czy dlatego nie wrócił? Nie czas na spekulacje.

rozmawiał Dominik Szczepański

Więcej o wyprawie:

- Simone Moro: Zimowy dramat trwa

- Dlaczego nie mieli GPS-ów? Eksperci odpowiadają >>

- Pawłowski: Przeżyć tam noc, to dar od Boga >>

- Wielicki: Nie ma już żadnych szans >>