Himalaiści u Tomasza Lisa: Potrzebujemy gór, potrzebujemy mistycyzmu

- Wspinanie wydziela endorfiny. Dla mnie to czysty mistycyzm - powiedział w programie 'Tomasz Lis Na Żywo' himalaista Piotr Pustelnik. Oprócz niego gośćmi Lisa byli: Kinga Baranowska, Dariusz Załuski i Olga Morawska.

Himalaiści odkrywali kulisy wielkiej pasji, o tragicznie zakończonej wyprawie na Broad Peak nie mówili zbyt wiele. Lis pytał, czy przy tak ekstremalnych wejściach, da się oszacować, czy ma się jeszcze siłę, by zejść.

- Pewnie można oszacować siły, bo siedzimy tu w trójkę [Olga Morawska to żona zmarłego w 2009 roku himalaisty Piotra Morawskiego] i żyjemy, czyli dobrze oszacowaliśmy. Sił na zejście jest potrzebnych więcej niż na wejście - mówił Piotr Pustelnik.

- Umiejętności szacowania sił nabywamy wraz doświadczeniem. Im więcej mamy tego doświadczenia, tym sprawniej możemy podjąć decyzję, kiedy taki moment zawrócenia powinien nastać. Każdy musi w swojej głowie oszacować ten moment - tłumaczyła Kinga Baranowska.

Życie dla pasji?

Lis pytał o to, jaką cenę płacą himalaiści za swoją pasję. - Przeważnie rezygnuje się z części życia osobistego, bo na nie starcza już czasu. Nie da się doby przedłużyć. Z czegoś trzeba rezygnować, czasem to się odbija na życiu osobistym. To są takie dylematy i ceny, które trzeba płacić, żeby można było tę pasję uprawiać - mówił Pustelnik.

- Nie można tego robić z doskoku. To byłaby nieodpowiedzialność, gdybyśmy tak wstali od biurka i pojechali w góry. Gdyby nam się zachciało tak znienacka na coś się wspiąć - powiedziała Baranowska. - Na początku każdy próbuje jak mu w tych górach idzie. A później decyduje się, że staje się to jego drogą życiową, pasją, a nawet zawodem jak to było w przypadku Berbeki - dodała.

Motywacja

Lis pytał, co pcha ludzi do wspinania się na wierzchołki, w tym w ekstremalnych warunkach zimowych. - Ludzie chcą czegoś, czego nikt nie zrobił. Himalaje w zimie są czymś nowym w stosunku do Himalajów latem. Himalaje w lecie są przebadane od 60-70 lat. Zimą jest prawdziwą eksploracją. Nie ma się co dziwić, że tak się dzieje. Ludzie chcą mieć takie wyzwania. Oni tych wyzwań potrzebują - mówił Pustelnik.

- Dla nas to sto procent mistycyzmu. Robimy to dlatego, bo to nasz świat, w którym czujemy się fantastycznie. Ten mistycyzm, ta druga strona gór jest straszliwie ważna. To nie może być tak, że to się sprowadza do prostego ruchu rąk i nóg, to siedzi w głowach. Wydzielają się endorfiny - dodał.

Baranowska uważa, że motywacja jest bardzo indywidualną sprawą. - Gdyby spytać każdego himalaistę, można usłyszeć zupełnie inną odpowiedź. Dla mnie to trochę sportu i trochę mistycyzmu. Zawsze chciałam, żeby to było pół na pół, ale przy różnych wyprawach to się wahało, na różnych etapach życia. teraz jeszcze ważniejsze jest to, że jak wracam z gór, by przekazywać to tutaj na nizinach. My wracamy z niesamowitą pozytywną energią. Jesteśmy niesamowicie odmienieni, ładujemy tam nasze akumulatory i najważniejsze jest, by tutaj dzielić się tym z innymi - powiedziała.

Sport zespołowy czy indywidualny

- Alpinizm jest zespołową grą. Samotność to stan ducha. Człowiek wychodzi na wierzchołek z partnerem i wraca z tego wierzchołka z partnerem. Tak alpinizm został zbudowany, on stąd się wziął. To było braterstwo liny, więź, która łączyła ludzi i nie widzę, by miało się to zmieniać w zależności od warunków - powiedział Pustelnik.

mo,dsz