Olga Morawska: Pakt z diabłem już nieaktualny

rozmawiał Dominik Szczepański
25.03.2013 10:58
A A A
Olga Morawska, z prawej Piotr Morawski

Olga Morawska, z prawej Piotr Morawski (kolaż kobieta.gazeta.pl/ morawska.pl)

- Miałam poczucie, że człowiek, który miał gigantyczny potencjał, już nic nie zrobi. Dlatego powiedziałam, że oddałabym swoje życie w zamian za jego. Samotności nie można oswoić. Można przestać walczyć. Ja swoją nawet polubiłam  - mówi Olga Morawska, wdowa po himalaiście Piotrze.

Piotr Morawski (ur. 27.12.1976, zm. 08.04.2009) - doktor chemii na Politechnice Warszawskiej. Zdobywca 6 ośmiotysięczników. Od 2007 roku pełnił funkcję wiceprezesa Polskiego Związku Alpinizmu. Do jego największych osiągnięć w wysokogórskiej karierze należały: pierwsze zimowe wejście na ośmiotysięcznik Sziszapangma (z Simone Moro), ustanowienie - nie pobitego do tej pory - rekordu wysokości zimą na K2 z Denisem Urubko (7650 m.n.p.m.), a także trawers Gasherbruma I wraz z Peterem Hamorem. W 2009 podczas wyprawy aklimatyzacyjnej na Dhaulagiri Piotr Morawski wpadł do szczeliny lodowcowej, niestety nie udało się go uratować. Zginął mając 32 lata.

Jego żona Olga założyła fundację ''Nagle Sami''. Pomaga osobom, które nagle straciły kogoś bliskiego.

Dominik Szczepański: Po śmierci Piotrka w szczelinie lodowcowej pod Dhaulagiri powiedziałaś, że gdyby diabeł przyszedł do ciebie i zaproponował życie za życie, to zgodziłabyś się.

Olga Morawska: Miałam poczucie, że człowiek, który miał gigantyczny potencjał, już nic nie zrobi. Piotrek był bardzo utalentowany. Miał 28 lat gdy zrobił doktorat, świetnie fotografował, bardzo dobrze pisał. Śmierć była dla niego bardzo wysoką karą. Ja i moi synowie możemy jeszcze iść dalej, zrealizować się. Piotrek miał mnóstwo planów. Pakt z diabłem jest jasny dla wszystkich osób, które kiedyś kogoś bardzo kochały. Chcemy odwrócić niemożliwe. Z czasem jednak pogodziłam się z tym, co jest ostateczne.

Jakich kompromisów wymaga życie z himalaistą?

Dorosłe życie to jeden wielki kompromis. A jeśli żyje się z człowiekiem z pasją, to kompromisy są ogromne. Wiążą się z rozłąką, stresem, ogromnymi kosztami. Himalaizm to sport długodystansowy. Wyprawy trwają dwa - trzy miesiące. I są bardzo kosztowne. Nie dość tego, że nie ma tej osoby w domu, to jeszcze ciężko poradzić sobie z finansami.

Opowiadasz o twoich kompromisach. A jego?

Himalaiści przykładają do kompromisów swoją miarę. Myślę, że to może być np. kompromis typu: mogę pojechać na trzy wyprawy, a jadę na dwie.

Piotrek szedł na kompromisy?

Na pewno, ale on nie żyje od czterech lat. Więc nie pamiętam już dokładnie jak to przebiegało. Kiedy napisałam książkę „Od początku do końca”, w której opowiedziałam o naszym życiu, to trochę uwolniłam się od pamiętania. Po latach zaczynam idealizować, że było cudownie i on cały czas siedział w domu. Trudno jest mi więc powiedzieć, jak naprawdę było. Myślę, że w jego przekonaniu tych kompromisów było dużo. Twoje kompromisy bolą cię zawsze bardziej, niż innych. Piotrek nie ma się jak obronić, więc nie obrabiajmy mu tyłka.

Wściekałaś się na niego kiedy wyjeżdżał?

Nie. Przed wyprawą życie upływało na przygotowaniach, szukaniu sponsorów, organizacji wyjazdu. To czas, który wykańczał jego najbliższych, bo niby był z nami, ale strasznie dużo rzeczy musieliśmy załatwić. Kiedy już jechał, to czekałam na powrót. W głowie się przestawiało, że nie czekamy na wyjazd, ale już na powrót. Inna perspektywa. Lepsza. Wcześniej punktem końcowym był moment pożegnania. Później czas liczył się na nowo. Powroty są bardzo wesołe i optymistyczne.

Czekanie w ciągu wyprawy jest lepsze od wspólnego przebywania przed wyjazdem?

Tak.

Jak się czeka?

Skończyłam socjologię. Prowadziłam trochę badań na sobie, obserwacji. Pierwszy tydzień po wyjeździe zajmuje przestawienie się na funkcjonowanie bez bliskiej osoby. Jak chodziłam do podstawówki, to mieliśmy plan lekcji A i plan lekcji B. Ten drugi był z sobotą. W życiu było tak samo - A to czas z Piotrkiem, B  - bez niego. Wtedy wszystko było na mojej głowie, najtrudniejsze było wdrożenie się. Później wszyscy - ja i dzieci - jechaliśmy z tym koksem.

Piotrek miał w Polsce kolegów himalaistów? Tworzyliście społeczność?

Jasne. Do dziś przyjaźnimy się z Darkiem Załuskim i Jurkiem Natkańskim. Przez lata Piotrek jeździł na wyprawy z Peterem Hamorem i Piotrem Pustelnikiem. To byli bardzo ważni ludzie w naszym życiu. A czy rodziny się lubią i utrzymują bliskie kontakty? To już zależy, czy jedna żona lubi drugą. My akurat żyliśmy razem.

Rozmawialiście z Piotrkiem o śmierci?

Tak, ale niechętnie. Nie na zasadzie: co by było, gdyby coś się stało.

Jak się oswoić z samotnością?

Nie mam rady. Są poradniki, książki... Nie wiem... Najważniejsze jest chyba doświadczenie.

Bardzo dużo się uśmiechasz.

Widocznie mam taką konstrukcję psychiczną. Trudno mi było nauczyć się samotności. Mam dwóch starszych braci. Tata jest spokojny, ale mamy jest wszędzie pełno. W naszym domu było zawsze dużo ludzi. O samotności można było pomarzyć. A życie z Piotrkiem wiązało się z wielką samotnością, bo jego ciągle nie było. Musiałam się uczyć samotności w czasach, kiedy jeździł na wyprawy. Jest to trudna sztuka. Zwłaszcza dla ludzi takich jak ja, czyli otwartych i lubiących towarzystwo. Nauczyłam się swojej samotności już za życia Piotrka, a później już ją znałam.

Można polubić samotność?

Ja swoją lubię. Myślę, że to fajna sprawa. Odnajduję się w sytuacjach z ludźmi jak i w spokoju domowym. Poza tym mam dwóch synów, więc samotność to złe słowo. Zawsze dużo się dzieje. Nie narzekam. Czy samotność można oswoić? Można przestać z nią walczyć.

Minęły cztery lata od śmierci Piotrka, a ty pracujesz, organizujesz memoriał, prowadzisz fundację. Mnóstwo osób barykaduje się w domu.

No ja też. Nie wyszłam do ludzi od razu. Zamknęłam się. Dom i praca były jedynymi miejscami, gdzie nie czułam się jak dziwak. Gdzie indziej ludzie nie wiedzieli jak się zachować, jakie pytania zadawać. Zaczęłam wychodzić później. Napisałam książkę, która wyszła w rok po śmierci Piotrka i wtedy powoli się przełamywałam. Poukładałam się w dwa lata . Uśmiecham się, bo uważam, że przeżytą rozpaczą nic nie muszę udowadniać.

Nie masz poczucia, że robisz trochę na opak? Piotrek zginął w niebezpiecznym miejscu, a ty zorganizowałaś memoriał jego imienia. Wysyłasz ludzi w podobne miejsca.

Rzeczywiście te miejsca są czasem niebezpieczne, ale pamiętaj, że wypadki zdarzają się wszędzie. Idziesz ulicą i doniczka spada ci na głowę. Koniec. Myślę raczej, że my dajemy ludziom szansę na robienie czegoś innego. Pokazujemy, że istnieje życie poza komputerem, facebookiem i siedzeniem w domu. To jest trochę ocalenie pamięci Piotrka. Fundację ''Nagle sami'' założyłam, żeby pomagać ludziom, którzy nagle kogoś stracili. Dotychczas nie było w Polsce fundacji, która pomagałaby takim osobom , wspierała je. Ja przerobiłam ten temat i teraz przekazywanie tego doświadczenia jest dla mnie obok moich synów najważniejsze w życiu.

Miałaś do kogoś pretensje po śmierci Piotrka?

Nie miałam, ale myślę, że można mieć. Znam wiele wdów i wdowców, którzy z pretensji robią sobie życiową misję. Winią albo Pana Boga albo kogoś, kto tę śmierć mógł spowodować. Ja nie mam takiego modułu w sobie.

Ciało twojego męża zostało pochowane w szczelinie w Himalajach. Nie chciałaś go wydobyć?

Pytasz o to, co teraz dzieje się dookoła wyprawy na Broad Peak. Nie chcę zabierać stanowiska, bo  widzę, że każdy w tej kwestii jest specjalistą. Ja musiałam decyzję podjąć bardzo szybko. Istniało bardzo duże niebezpieczeństwo, że w trakcie transportu ciała Piotrka do bazy i do miejsca, gdzie można by je pochować, ktoś zginie. Nigdy nie chciałabym wziąć za  to odpowiedzialności. Nie miałam żadnych wątpliwości. Ale pamiętaj, że Jacek Berbeka jest himalaistą. To jest jego decyzja. On jest rodziną. Nikt nie ma prawa go oceniać. Myślę, że to dla niego droga, by znaleźć spokój. Tragiczne, że w ogóle jesteśmy stawiani przed takimi wyborami. Rozważania teoretyczne są nie na miejscu, bo nie możemy wyobrazić sobie tych emocji.

Gdyby dziś przyszedł diabeł i zapytał, czy chcesz zamienić się z Piotrkiem na życie?

Powiedziałabym mu, że już po kilku miesiącach zrozumiałam, że jest zbyt wiele rzeczy, które chcę tutaj zrobić. Chyba zaczęłam właśnie odkrywać siebie. Pojawiły się książki, zorganizowałam memoriał, żeby pamiętano o Piotrku, założyłam fundację. Ostatnio powiedziałam Darkowi Załuskiemu, że nie chcę rozmawiać o Himalajach. Nie jestem himalaistką. Darek powiedział: Olga, ale gdyby nie Himalaje, nie byłoby twojej fundacji. Zawsze będę mieć koneksję z Himalajami. Piotrek ma tam swój symboliczny grób. Ta więź będzie istnieć, chociaż ja jestem tutaj i żyję teraz.

rozmawiał Dominik Szczepański

Komentarze (56)
Zaloguj się
  • fibo1

    Oceniono 69 razy 61

    Proszę Pani, Olgo!
    Wiem co to pakt z diabłem, wiem, co to pakt z Bogiem. Ponieważ dokładnie to samo przeżyłem po śmierci mojej córki, jestem przekonany, że wiem również co Pani czuje. Identyczny targ.
    Moja odpowiedź na propozycję diabła nawet po 11 latach jest- TAK! PROSZĘ! Ale bardzo szanuję to, kim Pani jest i co zechciała powiedzieć. To czysta prawda o sieroctwie.
    Proszę przyjąć wyrazy najgłębszego współczucia, z wyrazami szacunku
    fibo

  • interwon

    Oceniono 54 razy 36

    Nie oceniajcie Piotra. Kochał Olgę, kochał też góry. Wam nie zdarzyło się nic podobnego, podzielić uczucia? Lub też - mieć ich tak wiele by tak bardzo się zadurzyć i w Oldze i w górach? Mogę jedynie przypuszczać że mimo spędzonego czasu w górach dostarczał rodzinie również sporo, a kto wie, może nawet i więcej noż gdyby był na dole. Fotografia? Jeśli zakochasz się w fotografii możesz spędzać mnóstwo czasu poza rodziną i wydawać jeszcze więcej kasy na sprzęt. Każde hobby wciąga. Podziwiajmy ludzi za to że starają się realizować swoje marzenia. Owszem, realizacja tych marzeń jest ryzykowna, ale... domyślam się że wiele osób które obrzuca tutaj Piotrka nie stanęło nigdy wyżej niż Rysy latem. To jest inny świat, kompletnie inny. To nie są puste słowa - to jest naprawdę coś innego. Tak jakbyście nagle znaleźli się na Marsie i się w nim zakochali. To co jest wyżej można zrozumieć dopiero kiedy się tam stanie. Zróbcie to, wejdźcie na prostego Blanca, latem - a zrozumiecie czym są góry. Może to polubicie, może znienawidzicie - nie wiem, nawet nie potrafię opisać czym są one dla mnie. Boję się ich, szalenie, ale uwielbiam. Jednak wtedy dopiero będziecie mogli oceniać. Zostawcie ewentualne potępienie Oldze i rodzinie Piotrka. Z takimi rzeczami jest inaczej niż proste lubię / nie lubię. Taki jest człowiek. Zaręczam że gdyby Piotr został na dole nie dostarczyłby tyle szczęścia swojej rodzinie (ok, tego się jedynie mogę domyślać więc "zaręczanie" to za dużo powiedziane) co idąc w górę. Pewnie byłoby przygnębienie, żal po stracie czegoś wspaniałego. Być może można przejść nad tym do porządku dziennego, ale zgorzknienie zostanie. Taki jest człowiek - taka jest psychika. Po prostu Piotr zakochał się w czymś niebezpiecznym - i to jest ta zła rzecz w tym wszystkim. Ale nie jest to jego winą. To nie był jego wybór. Po prostu się zakochał. Tak jak ludzie kochają innych ludzi którzy na to nie zasługują - jednak kochają ich. Nie możemy ich za to potępiać, to jest poza nimi. Oni nie mogą sobie powiedzieć - dzisiaj to lubię, jutro już nie. Zostaje pustka, żal. Poza tym przypuszczam że to nie jest tak że "izolował się" od rodziny, wykorzystywał ją. Rodzina wiele robiła dla Piotra, ale pewnie i Piotr robił wiele dla rodziny. Inaczej Olga by go tak nie kochała. Spróbujcie przeanalizować czy Piotr czegoś nie zrobił źle, czy nei popełnił błędu, wtedy wińcie go za ten błąd, tak jak Broad Peak. Mnóstwo błędów doprowadziło do śmierci ludzi. Wińcie ludzi za głupotę, ale nie za ich uczucia. Oni gór nie wybrali - po prostu się w nich zakochali. Rozsądnie postępując można chodzić po górach "w miarę" bezpiecznie. "W miarę", czyli ryzyko nie jest chyba większe niż na polskich drogach. Jednak czasami ludzie popełniają błędy - i te błędy są bardzo eksponowane przez media. Czy w waszej rodzinie nie ma nikogo kto nie ryzykuje? Kto nie jeździ 140km/h po zwykłej drodze? Nie przekraczacie notorycznie prędkości w mieście? Uwierzcie mi, ryzykujecie życiem innych ludzi i swoim. Macie szczęście, ale w wielu rodzinach polskie drogi zostawiły rysę. Ludzie ryzykowali i się nie udali. Podobnie jest z Piotrem - ryzykował, owszem. Na pewno minimalizował ryzyko. Ale coś poszło przypadkiem nie tak, jednak nie znaczy to że był idiotą, głupcem, nie kochał Olgi i swoich dzieci. Olga pokazuje Wam że bardzo się kochali... pewnie ma żal że tak to wszystko się potoczyło, kto by nie miał... Ale to nie jest takie czarne i białe.

  • minipolak

    Oceniono 43 razy 31

    Madra kobieta.

  • blip12

    Oceniono 36 razy 26

    no tak... jak ktos ma pasję która akceptuje rodzina to jest strasznie zły i nieodpowiedzialny itp ale jak na swiecie jest milion facetów którzy zostawiaja rodzine dla jakiejś mlodszej d.... lub imprez czy po prostu lekkiego życia to jest dobrze. nikt ich nie krytykuje bo przecież to normalka tak.......jak juz człowiek chce coś wiecej zrobić to każdy z nas musi go ocenić.......ach polacy specjaliści od oceniania innych......

  • mniklasp

    Oceniono 112 razy 16

    Przylaczam sie do tych glosow ktorzy twierdza ze to jest wyjatkowa nieodpowiedzialnosc. Niestety jezeli masz rodzine to musisz zrezygnowac ze wszystkicj sportow ekstremalnych . Inaczej to swiadczy o twojej nieodpowiedzialnosci i egocentryzmie. Reszta to dorabianie filozofii, mam na mysli wywiad pani Olgi.

  • artursosnowski

    Oceniono 24 razy 14

    Nie mogę czytać tych wszystkich komentarzy! Nie wasz świat, nie wasze zabawki. Przytoczę cytat p. Morawskiej tylko w waszym kierunku " Nikt nie ma prawa jej oceniać"

  • kalowiec

    Oceniono 26 razy 8

    Poprzednik dał mocny komentarz, bardzo mocny rzekłbym nawet....

  • sniyg

    Oceniono 19 razy 5

    Nie spodziewam się, że ludzie przesiadujący prze komputerem na forach coś zrozumieją, widać to choćby po komentarzach. Gdzieś trzeba wylać swoją frustrację, no bo jakoś trzeba się pocieszyć, gdy największym niebezpieczeństwem jakie może się przytrafić jest odcięcie netu. Nie mierzcie swoją miarą takich ludzi, bo oni nie są tacy jak wy, choćbyście ich za nogi ciągnęli na ziemię, to nic nie da. Dla pasjonatów spokojne życie, sielskie życie w małym białym domku i gromadka dzieci to nudna wegetacja, brak bodźców, zero adrenaliny, zero wyzwań - oni chcą czegoś znacznie więcej, czego nie pojmujecie, bo wasze marzenia kończą się na domku, samochodzie i parce dzieci. Nie oceniajcie, bo to jakby mysz dziwiła się, że orzeł lata.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane