Sport.pl

Tragedia pod Huascaran. 43 lata temu lawina zabrała 14 wpinaczy z Czechosłowacji

To jedna z największych tragedii nie tylko w świecie wspinaczkowym, ale i w całej historii Ameryki Południowej. 31 maja 1970 w wyniku potężnego trzęsienia ziemi zginęło 66 000 ludzi.

Pomysł, by zdobyć najwyższy szczyt Ameryki Północnej, McKinley (6194 m) podobno zrodził się w saunie w Libercu, gdzie sporo czasu spędzili członkowie tamtejszego klubu wysokogórskiego. Wspinacze zgłosili projekt wyprawy w listopadzie 1968 roku.

Z planami spóźnili się jednak kilka miesięcy, bo w sierpniu do Pragi wjechały radzieckie czołgi i władze nie chciały słyszeć o niczym, co wiązać się mogło z podróżą na Zachód. Wspinacze dostali zwrotkę: ''podróżowanie do USA nie jest teraz właściwe''.

Plany trzeba było zmienić. W następnym roku udało się dopiąć za to formalności wyprawy na najwyższy szczyt w Andach Peruwiańskich - Huascaran (6768 m). Wierzchołek został zdobyty po raz pierwszy w 1932 roku przez niemiecko-austriacką wyprawę.

Czechosłowacka ekspedycja składała się z 15 wspinaczy. Do Santiago de Chile wspinacze wylecieli 23 kwietnia 1970 roku. Tuż przed wyjazdem okazało się, że do Ameryki Południowej nie może jechać Jiri Bolech.

- Powiedziano mu, że to z powodu moich poglądów. ''W interesie kraju'' nie leżało, żebym opuszczał jego granice. Koledzy wysyłali pisma w różne miejsca, ale nie przekonali władz - opowiada po latach Bolech. Po odmowie wyjazdu był wściekły. Nie wiedział, że uratował wtedy życie.

Bitwa z Japończykami

Podróż do Limy zajęła wspinaczom sześć dni. Bagaż przybył niedługo po nich. Jak się okazało brakowało kilku z 65 skrzyń - w sumie 400 kg, głównie jedzenia i odzieży.

Pod górę wyprawa dotarła 11 maja. Dwa dni później powstała baza na wysokości 3850 metrów. Wspinacze spieszyli się, bo dostali informacje o japońskiej ekspedycji, która zbliżała się do Huascaran. Jeden z członków wyprawy, Valerian Karousek pisał do swojej żony, że jego koledzy chcą stanąć na szczycie pierwsi. Dlatego wychodzą w górę bez odpowiedniej aklimatyzacji.

- Najwyraźniej rozpętała się bitwa. Chłopcy idą bez aklimatyzacji. Nie podoba mi się to, ale nic nie mogę zrobić. Będę im pomagał podczas zejścia. Jest zimno i pochmurnie, mimo że nie pada - pisał Karousek.

18 maja zginął pierwszy z uczestników wyprawy. Podczas przekraczania strumienia w pobliżu wodospadu Ivan Bortel poślizgnął się i poleciał 30 metrów w dół. Miał 27 lat, ale był jednym z najmocniejszych punktów wyprawy. Pogrzeb odbył się w teatrze w miejscowości Yungay. Uczestniczyło w nim kilkuset mieszkańców, którzy radzili wspinaczom odwołać wyprawę. Ich zdaniem góra dała im znak.

Pochowane miasto

30 maja, czyli ostatni dzień przed wyjściem w góry spędził z członkami ekspedycji włoski wspinacz Cino Ghigi. Siedzieli razem przy ognisku i popijali wino. Ghigi noc spędził w samochodzie. Kiedy rano obudziły go wstrząsy, pomyślał, że to żart. Wyskoczył z auta szukać dowcipnisia.

Ziemia drżała przez 45 sekund z siłą 7,5 w skali Richtera. Trząsł się cały masyw Huascaran. Lawina, która zeszła tego dnia zboczami góry miała 800 metrów szerokości i 1,5 km długości. Setki ton śniegu i lodu mknęły w kierunku Yungay i innego miasta Ranrahirca z prędkością 300 km/h.

31 maja pod Huascaran zginęło 20 000 osób. Wśród nich było 14 wspinaczy z Czechosłowacji. Ilość ofiar trzęsienia Ziemi szacuje się na 66 000 osób.

dsz, cestovanie.sme.sk