Lho La 1989. Największa tragedia w historii polskiego himalaizmu. Heroiczna akcja ratunkowa Hajzera

Wojciech Fusek
27.05.2014 08:27
A A A
Andrzej Marciniak na szczycie Mount Everestu

Andrzej Marciniak na szczycie Mount Everestu (fot. facebook/PolskieHimalaje)

27 maja 1989 roku lawina zabrała sześciu Polaków. Uratował się tylko Andrzej Marciniak. Przeżył dzięki heroicznej akcji Artura Hajzera, który postawił na nogi całe Kathmandu, by dotrzeć do odizolowanego wspinacza.

Polub nas na facebooku. Będzie ciekawie >>

Wyprawa po rannego Marciniaka to jedna z bardziej dramatycznych górskich epopei. Dzięki niezwykłej determinacji i energii Artura Hajzera skończyła się szczęśliwie. Tak jak w wielu wspinaczkowych historiach, góry wypuściły Marciniaka, ale tylko na jakiś czas.

Zgodnie z obietnica daną narzeczonej, a potem żonie Agnieszce, porzucił na lata wspinanie. Wrócił w góry najwyższe w 1996. Wraz z Ukraińcem Władysławem Terzyulem bardzo trudną drogą północno-zachodnim filarem zdobyli szczyt Annapurny. Podczas wspinaczki raz jeszcze uciekł śmierci, chowając się cudem przed lawiną. Zginął w Tatrach, skąd zaczęła się jego górska droga - 7 sierpnia 2009 roku podczas stosunkowo łatwej wspinaczki na Pośredniej Grani Tatr Słowackich.

Dramatyzmu wspinaczkowej akcji ratunkowej w 1989 roku dodawał fakt, że równocześnie z lawiną w Himalajach przez świat przewalała się lawina rewolucji. W Chinach studencka rewolta, w Polsce pierwsze wolne wybory. Niewielu było takich, którzy chcieli angażować się w pomoc himalaiście.

Debiutant Marciniak

Wszystko zaczęło się od pomysłu Eugeniusza Chrobaka, doświadczonego himalaisty, który postanowił zorganizować wyprawę na Everest (8848 m). W zespole zebrał kwiat polskich himalaistów na czele z weteranem Andrzejem „Zygą”, „Dziadkiem” Heinrichem i wschodząca gwiazdą Arturem Hajzerem „Słoniem”. Ekipę wsparli dewizami zachodni wspinacze, w zamian znaleźli się w składzie wyprawy. W tej grupie był jeden mocny punkt - Carlos Carsolio - Meksykanin, który na lata związał z Polakami górską karierę. Uwieńczył ją Koroną Himalajów i Karakorum jako pierwszy wspinacz obu Ameryk i czwarty na świecie. W maju 1992 roku będzie ostatnim który widział na Kanczendzondze Wandę Rutkiewicz żywą.

Jedynym debiutantem w polskim teamie jest Andrzej Marciniak. I to on został bohaterem wydarzeń na przełęczy Lho La (6026 m). Na wyprawę trafił z listy rezerwowej, zastępując chorego Michała Kochańczyka. Sprawdził się tak dobrze, że wraz z kierownikiem zaatakował szczyt.

Gdy Chrobak z Marciniakiem ruszali do decydującego szturmu Artur Hajzer, drugi z głównych bohaterów tej historii, który początkowo wspierał zespół Chrobaka pod Everestem, bawił się w Kathmandu. Dlaczego?

Po kilku tygodniach walki o Everest, zgodnie z umową, Hajzer przeniósł się pod pobliskie Lhotse (8516 m). Tam na zaproszenie Reinholda Messnera uczestniczył, jako partner Krzysztofa Wielickiego, w prestiżowym ataku światowych gwiazd himalaizmu na południową ścianę - w tamtych czasach największy „problem”. To była nobilitacja. Messner (pierwszy na świecie zdobył wszystkie 14 szczytów ośmiotysięcznych), mistrz marketingu, wyczuwając trendy zorganizował ekspedycję, którą nazwał „Wyprawą zjednoczonej Europy”. Niestety ściany nie zdobyto, a Hajzer mógł imprezować utrwalając opinię wspinaczkowego światowca. Znał angielski, łatwo nawiązywał kontakty. Dzięki niewątpliwemu talentowi i spektakularnym wyczynom u boku gwiazdy pierwszego formatu - Jurka Kukuczki stał się pożądanym partnerem wspinaczki i spotkań.

Co się stało na Lho La

24 maja, ok. 20 wieczorem Chrobak z Marciniakiem stanęli na Evereście. Do obozu V wrócili ok. 3.30 nad ranem. Następnie zeszli do obozu I na Lho La. Tam spotkali się z czwórką kolegów Mirosławem Dąsalem, Mirosławem Gardzielewskim, Andrzejem Heinrichem i Wacławem Otrębą, którzy ubezpieczali ich wejście. Był to pierwszy dzień załamania pogody. W góry dotarł monsun. Po dniu czekania Polacy zrozumieli, że mimo złej pogody trzeba uciekać z pułapki na plateau pod Lho La. Droga odwrotu wiodła najpierw do góry kuluarem na grań Khumbutse. Pod poręczówki dotarli w południe. Wspinaczka w głębokim śniegu na przełęcz szła wolno. 50 metrów od przełęczy lawina zmiotła całą szóstka. Zjechali ze śniegiem kilkaset metrów.

Poturbowany Marciniak ocknął się na lawinisku. Słyszał jęki. Z piątki kolegów żyło dwóch. Niestety Heinrich umarł podczas prób wykopania z lawiniska, a Chrobak po nocy.

Na szczęście Marciniak odnalazł radiotelefon. Połączył się z bazą i poinformował kolegów o wypadku.

Pierwszą noc, jeszcze czuwając nad umierającym Chrobakiem, Marciniak spędził zasypywany kolejnymi lawinami. Przetrwał, bo spod śniegu wydobył kilka niezbędnych do biwaku rzeczy: porwaną karimatę, folię NRC, śpiwór.

Chrobak zmarł przed świtem. Marciniak zostawił ciała kolegów i cudem odnajdując trasery, po godzinach przedzierania się przez śnieg i mijania lodowcowych szczelin odnalazł namiot. Do namiotu dotarł w ostatniej chwili - działanie na lawinisku przez cały dzień bez okularów spowodowało, ze dopadła go śnieżna ślepota. Do dławiącego oddech bólu połamanych żeber, do smaku krwi po wybiciu kilku zębów, do otarć i siniaków doszło najgorsze - ślepota.

Z opuchniętymi oczami wczołgał się do namiotu. Zagarnął wszystko, co wymacał w namiocie. I trwał. Koledzy przez radio zapewniali, że organizują pomoc.

Tymczasem próby wyjścia z bazy do obozu pierwszego kończyły się w zwałach śniegu. Wracały kolejne zespoły. Droga z Base Campu na przełęcz była niedostępna, śnieg, wiatr.

Ratunek z nieba

Nadzieja w Hajzerze. Polak postawił na nogi całe Kathmandu i kogo się dało w kraju. Nie było łatwo. Rok 1989, międzynarodowe połączenie telefoniczne z krajem nie było tak proste i tanie jak dziś. Co gorsza w MSZ nie można było znaleźć wsparcia. Komunistyczni urzędnicy walczyli o życie, szykując się do zmian po wyborach.

W pomoc angażowali się ambasadorowie USA, Włoch, Indii, Rosji, Reinhold Messner oraz Elizabeth Hawley - wieloletnia korespondentka Reutera (dziś nadal aktywna mimo 89 lat), szara eminencja wspinaczkowego świata. Do dziś pozostaje najwyższą instancją odwoławczą w sporach himalaistów o to kto, czy i kiedy zdobył jakiś szczyt. Ma najbardziej kompletny wykaz wejść na ośmio i siedmiotysięczniki nepalskie.

Na próżno. Bezradny Hajzer szukał wsparcia wszędzie i gdy wydawało się, że przegra z losem, pomoc przyszła ze strony chińskiej. Dzięki kontaktom Amerykanów Chińczycy zgodzili się na wjazd i dostarczyli samochód na granicę. Droga od strony chińskiej bazy everestowskiej była jedyna realną.

Z 29 na 30 maja  ruszyła z Kathmandu ciężarówką. Na pace siedzieli Artur Hajzer, sławni Nowozelandczycy Robert Hall i Gary Ball oraz Shiva Prasad Katel i Ang Zambu Sherpa. Po 55 godzinach jazdy i marszu dotarli na Lho La.

Przyszli w chwili, gdy Marciniak mozolnie zakładał buty i poranionymi palcami starał się zamocować raki.

Nie jadł i nie pił od dwóch dni, by nie umrzeć w namiocie postanowił działać, chciał dać sobie szansę. Zaczynał widzieć światło więc z opakowań po lekarstwach zrobił okulary szczelinowe, które ograniczały dopływ światła do źrenic.

Co prawda przez cichnące radio słyszał, że podobno niezmordowany Hajzer przedziera się do niego od strony chińskiej. Ale nie wierzył. Takie bajki słyszał od czterech dni.

W chwili gdy wstał z kolan usłyszał:

- To ja, Artur, przyszliśmy po Ciebie. Jesteś uratowany.

W Kathmandu już o własnych siłach wyszedł z ciężarówki.

Tragedia na Lho La - fakty:

Cel wyprawy: Zach. grań Everestu drogą jugosłowiańską Trasę zboczem Khumbutse (6636 m) i przez przełęcz Lho La podpowiedzieli Aleksander Lwow i Tadeusz Karolczak, którzy szli tamtędy w 1986 roku. Baza na lodowcu Khumbu (5350 m).

Skład wyprawy: Kierownik - Eugeniusz Chrobak, Mirosław „ Falco” Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Andrzej Heinrich, Jacek Jezierski, Janusz Majer, Andrzej Marciniak, Wacław Otręba, Marek Roslan (lekarz) i Artur Hajzer. W karawanie szedł Marian Bała. Cudzoziemcy: Robert Jacobs, Paul Claus, Sławomir Łobodziński i George Rooney z USA, Henry Todd (Wlk. Brytania), Nick Cienski (Kanada), Carlos Carsolio junior z żoną Elsą Avila i Carlos Carsolio senior (radiooperator) wszyscy Meksyk.

Z powodu kłopotów zdrowotnych 6 kwietnia opuścili bazę Łobodziński i Todd. 16 maja koniec urlopów zmusił do wyjazdu pozostałych Amerykanów i Jacka Jezierskiego.

Kluczowe osoby wydarzeń:

Eugeniusz Chrobak - ur. 1 czerwca 1939 r. w Bielsku. Inżynier chemik. Wspinał się od 1958 roku. Dokonał wielu trudnych przejść w Tatrach (m.in. w 1962 r pierwsze przejście Filara Kazalnicy - uznane za początek nowej epoki ekstremalnego wspinania w Tatrach) i Alpach. Uczestniczył w kilkunastu wyprawach himalajskich Często pisał na tematy alpinistyczne. W 2005 roku ukazał się zbiór jego reportaży z lat 1963 - 87 pt. „Oddychać górami”,.

Zygmunt Andrzej Heinrich - ur. 21 lipca 1937 roku w Łbowie. Młodość spędził w Żywcu. Ukończył Wydział Budownictwa Politechniki Krakowskiej. Wspinał się od 1958 r. (w zespole z Chrobakiem, który przeszedł Filara Kazalnicy). W górach wysokich pierwszy raz był w 1966 r. w Hindukuszu. Był najbardziej doświadczonym polskim himalaistą, szanowanym przez wszystkich człowiekiem.

Gary Ball i Rob Hall. Nowozelandczycy uczestniczący w akcji ratunkowej pozostali w Himalajach na zawsze. Ball zmarł na obrzęk mózgu podczas wyprawy na Dhaulagiri w 1993 r. Hall zginął w 3 lata później na Evereście, będąc w centrum dramatycznych wydarzeń, które opisał znany dziennikarz i wspinacz John Krakauer w książce „ Zdobyć Everest”.

Największe tragedie spowodowane lawinami (za Januszem Kurczabem)

Pik Lenina (Pamir) - 13 lipca 1990. Pod lawiną ginie 43 alpinistów różnych narodowości.

Kang Guru (Himalaje) - 20 października 2005, 18 alpinistów (7 Francuzów i 11 Szerpów).

Huscaran (Andy, Peru) - 31 maja 1970 roku lawina wywołana trzęsieniem ziemi zabija 14 alpinistów z Czech.

Kang Karpo (Hengduan Shan, Chiny) - 3 stycznia 1991, 17 członków wyprawy japońsko-chińskiej;

Nanga Parbat (Himalaje) - 15 czerwca 1937, 16 alpinistów (7 Niemców i 9 Szerpów);

Manaslu (Himalaje) - 10 kwietnia 1972, 15 alpinistów (4 Koreańczyków, 10 Szerpów i 1 Japończyk)

Saser Kangri (Karakorum Wschodnie) - 27 sierpnia 1995, 13 uczestników indyjskiej wyprawy wojskowej;

Chan Tengri (Tienszan) - 5 sierpnia 2004, 11 alpinistów (5 Czechów, 3 Rosjan i 3 Ukraińców)

Mount Everest (Himalaje) - 18 kwietnia 2014, 16 alpinistów (16 Szerpów)

Korzystałem z: Polskie Himalaje. Wydawnictwo Agora. S.A. autor Janusz Kurczab; wspomnień Artura Hajzera Triumf i tragedia”, i jego książki Atak Rozpaczy” wyd. Annapurna 2012, niepublikowanych rozmów z Andrzejem Marciniakiem nagranych przez producenta filmów górskich Jerzego Porębskiego oraz materiałów własnych.

Wojciech Fusek

Zobacz także

Komentarze (50)
Zaloguj się
  • tacx

    Oceniono 174 razy 158

    Tragiczne jest to jak się spojrzy na tych ludzi i uswiadomi sobie że nikt z nich już nie zyje. marciniak zginął w Tatrach a Hall i ball na evereście. Ostatni odszedł hajzer.

  • boobooo

    Oceniono 142 razy 126

    icchaq, daj spokoj. Znacznie wiecej naszych rodakow ginie przez wodke i glupia, awanturnicza jazde samochodem - Ci na dodatek czesto zabijaja innych.
    Srodki w wiekszosci gromadza sami lub sa finansowani dobrowolnie przez tych dla ktorych ma to znaczenie. A co do tych ambicji i egoizmu to jest ona we wszystkich sportach i konkurecjach wliczajac szkole. Daj im umierac jak chca, przynajmniej maja w zyciu pasje.

  • szwedzkihumanista

    Oceniono 91 razy 65

    Dzielni ludzie z pasją nie siedzieli w necie przy kaffce i paczkach...działali ,realizowali swoja zyciowa pasję:)

  • gazetaklamst

    Oceniono 62 razy 44

    a mnie jest żal ich rodzin, najbliższych - bo Czekają na śmierć swojego himalaisty.

  • earthboundmisfit

    Oceniono 37 razy 37

    Wiem, że to artykuł o himalaizmie i wspinaczkach, ale może warto zaznaczyć, że lawina ziemna (bo tam oprócz śniegu zerwał się kawał góry), która zeszła 31 maja 1970 r. z Huascaran w Peru oprócz tych czeskich wspinaczy zmiotła z powierzchni ziemi odległe o 18 km miasteczko Yungay, w którym zginęło 20 tysięcy ludzi. To odda lepiej skalę tej katastrofy.

  • spoko-spoko

    Oceniono 28 razy 20

    Zawsze uwazalem alpinistow, himalaistow za ludzi godnych podziwu, jednak gdy spojrzy sie na to srodowisko wstecz to jest on dosc tragiczne. Gory sa jak narkotyk i ciagna ich do siebie. Oni odchodza, gina, jeden po drugim, zupelnie jak narkomani ktoryz sprobowali i juz nie moga przestac. Straszne musi byc uczucie gdy odchodza kolejni przyjaciele. Tragedia dotyka nie tylko ich samych ale i ich rodziny. Niestety ale analogia z narkomania nasowa sie niezaprzeczalnie.

  • zuzica

    Oceniono 77 razy 15

    Czy ktokolwiek (łącznie z autorem) przeczytał ten tekst przed opublikowaniem?!

  • nika2323

    Oceniono 17 razy 13

    Ci którzy maja jakaś pasje w życiu, zrozumieją... Nawet zbieranie znaczków wciąga, a co dopiero wspinanie na najwyższe góry swiata. Walka z samym sobą, uczucie wolności na szczycie, posmak zwycięstwa, strach, adrenalina która napędza.....ja ich rozumiem...choć z pewnością tzw. normalne rodzinne życie z ńimi musiało być trudne. Ale nie oczekujmy ze wszyscy ludzie bedą mieć jednakowe priorytety i myślec jak my. Różnimy sie i to jest wartością sama w sobie. A prawda jest taka ze wielu ludziom właśnie w dzisiejszych czasach brakuje wolności, oni ja poczuli, czasem tylko przez moment ale w pełni. Tego uczucia wielu z nas moze im zazdrościć,

  • nika2323

    Oceniono 15 razy 11

    Ci którzy maja jakaś pasje w życiu, zrozumieją....reszta będzie wypluwac frustracje. Nawet zbieranie znaczków wciąga, a co dopiero wspinanie na najwyższe góry swiata. Walka z samym sobą, uczucie wolności na szczycie, posmak zwycięstwa, strach, adrenalina która napędza.....ja ich podziwiam.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX