Nanga Parbat. Tomasz Mackiewicz: Z kasą bryndza, ale będziemy walczyć do końca

- To zupełnie inna góra niż rok temu. Musimy dojść na 7200 metrów i ocenić sytuację. Stamtąd wiedzie fajna droga pod szczyt, którą wypatrzyłem rok temu. Mocno ostatnio sypało i wiało, więc powinniśmy tam spotkać dobry, zbity śnieg. Czekamy na pogodę, jak trzeba będzie to nawet do końca zimy - mówi off.sport.pl Tomasz Mackiewicz, który od ponad miesiąca atakuje Nanga Parbat.

Polub nas na facebooku. Będzie ciekawie >>

Polska wyprawa ''Justice For All'' w tym roku składa się z sześciu osób. Oprócz Tomasza Mackiewicza i Marka Klonowskiego, którzy pod Nanga Parbat przyjechali już czwarty raz w zimie, do Pakistanu przylecieli jeszcze Jacek Teler, Paweł Dunaj, Michał Obrycki i Michał Dzikowski. Klonowski i Dzikowski wrócili już do domów.

Polska wyprawa zabezpieczyła linami drogę do 6100 metrów i teraz czeka na lepszą pogodę w bazie w Lattabo na wysokości 3500 metrów. Być może w górę ruszy już w sobotę. Prawdziwie dobra pogoda jest zapowiadana w poniedziałek.

Polacy wyprawę finansują z pieniędzy uzbieranych w internetowej akcji i środków prywatnych. Nie działają w ramach Polskiego Związki Alpinizmu.

Zamarznięty świat Nanga Parbat. Zobacz zdjęcia z wyprawy >>

Oprócz Polaków pod Nanga Parbat działa jeszcze międzynarodowa wyprawa w składzie: Simone Moro, David Goettler i Emilio Previtali.

Poniżej rozmowa z Tomaszem Mackiewiczem, który rok temu doszedł na Nanga Parbat na 7400 metrów. Tak wysoko w zimie nie był nikt od wyprawy Andrzej Zawady z sezonu 1996/1997.

Postępy wypraw śledź w naszej relacji na żywo >>

Dominik Szczepański: Kiedy ruszacie w górę?

Tomasz Mackiewicz: Może jutro, ale prognozy są takie, że w niedzielę ma być mocny wiatr i musimy to zweryfikować, żeby nie popełnić błędu.

Dużo się pozmieniało na Nanga Parbat na drodze Schella w porównaniu z poprzednim rokiem?

Zima w tym roku jest zupełnie inna. Grań do wysokości 6000 metrów wygląda dobrze. Jest na niej mniej śniegu niż w tamtym roku, ale wystarczająco dużo, żeby nie było ciężko. Natomiast powyżej 6000 metrów wszystko jest oblodzone i bardzo ostrożnie trzeba było ten teren zabezpieczyć. Wszystko jest jednak do zrobienia, powolutku, dużo jeszcze może się zmienić.

Simone Moro mówił nam w środę, że kluczowym momentem będzie wyjście na 7000 metrów i zbadanie jak tam wygląda droga. Czego się tam spodziewasz?

Rozmowa z Simone Moro: Grań zdecyduje >>

Przede wszystkim musimy dojść na 7200 metrów. Kiedy w zeszłym roku schodziłem z 7400 metrów, to upatrzyłem sobie na wysokości 7200 m. fajną drogę idącą trawersem w kierunku kopuły szczytowej. Wydaje mi się, że spotkamy tam twardy, zbity śnieg, który pozwoli w miarę bezpiecznie się poruszać. Przez pięć ostatnich dni były duże opady śniegu i tam na górze na pewno dużo go leży. Trzeba też pamiętać, że tam naprawdę mocno wieje, więc sporo tego śniegu poleci z wiatrem i prawdopodobnie zostanie go tylko trochę, ale powinien być fajny, zbity. Będzie dobrze.

Gdzie planujecie zakładać kolejne obozy?

Obóz trzeci założymy na pewno trochę wyżej niż w zeszłym roku. Planujemy go postawić na wysokości ok. 6800 metrów. Później będziemy próbować przejść na drugą stronę grani Mazeno i przedostać się na drugą stronę góry - od flanki Diamir. Tam zobaczymy, co będzie dalej. O tym, gdzie postawimy obóz czwarty, zdecydują warunki.

Do wspinania pozostała was tak naprawdę trójka - ty, Paweł Dunaj i Jacek Teler. Michał Obrycki wyszedł już i tak bardzo wysoko i pomógł wam przenosić tam sprzęt, chociaż na początku nie było to planowane. Jak wspinać się w trzyosobowym zespole?

Ja wychodzę pierwszy, robię rekonesans drogi. Później w okolicy pierwszego obozu dołączają do mnie Paweł i Jacek. Do tej pory działaliśmy tak, że ja z Pawłem poręczowałem drogę, a Jacek wspinał się po linach poręczowych, po bezpiecznej ścieżce. Cały czas kontaktowaliśmy się przez radio. I tak może będzie dalej.

Do kiedy zostajecie pod górą? Kończy się styczeń, w lutym na Nanga Parbat dotychczas było ciężko o dobrą pogodę. Marzec?

Będziemy czekać aż do chwili, kiedy warunki będą na tyle dobre, żeby coś zdziałać na górze. Wszystko zależy od tego, co wydarzy się wyjściu, kiedy ocenimy warunki powyżej 7000 metrów.

Jak wyglądają wasze relacje z drugą ekspedycją, która działa na drodze Schella, czyli Simone Moro, Davidem Goetllerem i Emilio Previtalim?

Spędzamy dużo czasu razem, jest bardzo przyjemnie. W zasadzie to od kiedy przyjechali to działamy wspólnie. Wcześniej my zabezpieczyliśmy kawał drogi, teraz oni fragment powyżej 6000 metrów. Ich skład jest mały, ale za to bardzo szybki. Nie chodzimy razem, obok siebie, tylko wahadłowo. My coś robimy, później oni. Efekt jest taki, że mamy już ponad dwa kilometry położonych lin poręczowych. Droga jest bardzo bezpieczna do wysokości 6100 metrów. Może nawet trochę wyżej, bo Simone i David byli na 6400 m. Teraz będziemy drzeć w górę i zakładać obóz trzeci i czwarty i pewnie tam się spotkamy. Ustalone jest, że działamy razem.

Wcześniej jeździliście we dwóch z Markiem Klonowskim, tej zimy wyruszyliście w sześciu, obecnie zostało was czterech, bo Marek i Michał Dzikowski wrócili do domów. Jak się sprawdza koncepcja powiększonego zespołu?

Wiadomo, że są plusy i minusy, ale bilans wychodzi mocno na plus. Mamy więcej sił, ogromne ilości sprzętu udało nam się bardzo szybko wynieść wysoko i dzięki temu teraz możemy bezpiecznie się poruszać po tej drodze. Wcześniej jak działaliśmy tylko we dwóch z Markiem to wszystko było trochę ''palcem na wodzie pisane''.

Jak stoicie z pieniędzmi?

Bryndza. Bardzo kiepsko. Nie mamy 4000 rupii, które byłyby potrzebne na wynajęcie portera, który później pomógłby nam ze sprzętem, więc będziemy się pewnie musieli tutaj zapożyczyć u kogoś. Zobaczymy. Na razie się tym nie zajmujemy, bo mamy ważniejsze rzeczy na głowie, czyli górę, po którą tutaj przyjechaliśmy.

Reportaż o dwóch światach pod Nangą Parbat >>

W Polsce dużo osób wam kibicuje. Dociera do was ich wsparcie?

Chłopaki mi przekazują te wieści. To bardzo miłe. Ja jednak staram się skupić na tym, co mamy do roboty na miejscu i nie przesiaduję w sieci. A co się dzieje teraz w Polsce? Ja nawet dokładnie nie wiem (śmiech).

Mackiewicz przed wyprawą: Ludzie tęsknią za wolnością [WYWIAD] >>