Bielecki zawrócił 200 metrów przed szczytem Kanczendzongi. ''Postawiłem sprawę na ostrzu noża''

Kanczendzonga - wspinaczka na wysokości 7200 metrów. Na zdjęciu Alex Txikon.

Kanczendzonga - wspinaczka na wysokości 7200 metrów. Na zdjęciu Alex Txikon. (fot. alextxikonblog.blogspot.com.es)

- Przerażony naszym tempem i wizją biwaku na grani stawiam sprawę na ostrzu noża i stwierdzam, że schodzę sam albo z chłopakami. Ci, ogarnięci gorączką szczytową, trzeźwieją i razem rozpoczynamy zejście - pisze na Facebooku Adam Bielecki. Nie udało mu się zdobyć Kanczendzongi, ale być może zaatakuje górę jeszcze raz. Szczyt osiągnął za to jego towarzysz - Rosjanin Denis Urubko.

Polub nas na facebooku. Będzie ciekawie >>

Bielecki, himalaista, pierwszy zimowy zdobywca Gaszerbruma I i Broad Peaku, pojechał na Kanczendzongę (8586 m.n.p.m.) dzięki pieniądzom zebranym w internetowej akcji. Wspinacz dostał od internatuów ponad 60 tysięcy złotych, a wyprawę firmował próbą wytyczenia nowej drogi na północnej ścianie ośmiotysięcznika. Gdyby mu się udało, byłaby to pierwsza polska nowa droga na ośmiotysięczniku od 18 lat - ostatnią poprowadził na Annapurnie Andrzej Marciniak.

Pod masyw leżący na granicy Indii i Nepalu pojechał z Rosjanami: Denisem Urubką (gwiazda światowego himalaizmu, zdobywca 14 ośmiotysięczników, w tym trzech nowymi drogami, a dwóch jako pierwszy człowiek zimą), Artiomem Braunem, Dmitrijem Siniewem i Hiszpanem Alexem Txikonem.

Aby poprowadzić nową drogę w stylu alpejskim (na lekko, bez wcześniejszego zakładania obozów, z całym potrzebnym sprzętem na plecach), wspinacze musieli się zaaklimatyzować. Wymyślili więc, że spróbują wejść na szczyt Kanczendzongi drogą brytyjską. W końcu, po ponad trzech tygodniach akcji górskiej, założyli obóz IV na wysokości 7650 metrów.

Poruszali się po drodze brytyjskiej, którą w 1979 roku wytyczyli Doug Scott, Peter Boardman i Joe Tasker. Bielecki i jego partnerzy musieli jednak ze względów na bezpieczeństwo nieco zmienić linię i poprowadzić nowy wariant na tej drodze.

Zbyt wolno

W sobotę 17 maja o 2:00 w nocy w kierunku szczytu ruszyli: Bielecki, Txikon i Siniew. Wzięli ze sobą sporo sprzętu, bo planowali zejść ze szczytu południową ścianą - takiego trawersu Kanczendzongi nikt jeszcze nie zrobił.

Atak szczytowy nie przebiegał jednak tak szybko, jak myśleli. Bielecki wspomina o wątpliwościach, które miał na wysokości 8250 metrów.

- Trzeba przyznać, że konieczność technicznego wspinania nas zdziwiła, a znalezione kilkadziesiąt metrów wyżej ciało nieznanego wspinacza plus nasze wolne tempo mnie zdemotywowały - zacząłem myśleć o odwrocie lub pójściu na lekko, o czym koledzy nie chcieli słyszeć - pisze Bielecki na Facebooku.

Ultimatum Bieleckiego

Wspinacze pokonali kolejnych sto metrów, do przełęczy na wysokości 8450 metrów zostało im więc jeszcze sto.

- Przerażony naszym tempem i wizją biwaku na grani stawiam sprawę na ostrzu noża i stwierdzam, że schodzę sam albo z chłopakami. Ci ogarnięci gorączką szczytową, trzeźwieją i razem rozpoczynamy zejście. Do obozu docieramy bardzo zmęczeni około północy - czytamy na Facebooku wspinacza.

Sprinter Urubko

Wydawało się, że to koniec ataku szczytowego, jednak na wierzchołek ośmiotysięcznika postanowił wejść Denis Urubko, który nie brał udziału w pierwszej próbie.

- O 5:10 Denis korzystając z naszych śladów i zostawionej jednej poręczy, posuwa się w niesamowitym tempie 200 m/h i o 9:40 staje na szczycie, a już o 12:10 jest z powrotem w namiocie - pisze Bielecki.

20 maja wszyscy wspinacze dotarli do bazy.

Nie będzie nowej drogi

Bielecki napisał na swoim Facebooku, że ''w tych warunkach na północnej ścianie nic względnie bezpiecznego i logicznego wytyczyć się nie da, co do tego jesteśmy od dawna zgodni''.

Wspinacz pisze, że są zadowoleni z wyprawy, akcja na normalnej drodze zaspokoiła ich apetyty.

- Wiem, że sami rozbudziliśmy wyobraźnię waszą i naszą ideą nowej drogi, ale uwierzcie, że wrażeń na "starej" nam nie brakuje. Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się zawiedzeni tym, że nie zrobiliśmy żadnej nowej linii. Póki co, ja chciałbym jeszcze klepnąć szczyt. Z doskonałą aklimatyzacją i taką samą znajomością trasy powinno być to "łatwe", oczywiście chcę to zrobić drogą, w którą włożyłem tyle pracy i serca. Chłopaki zastanawiają się nad ostatnią próbą od południa. Kilka dni restu i ruszam w górę! - pisze Bielecki.

Śledź autora na twitterze @deszczep

Komentarze (61)
Bielecki zawrócił 200 metrów przed szczytem Kanczendzongi. ''Postawiłem sprawę na ostrzu noża''
Zaloguj się
  • judaszowy

    Oceniono 172 razy 142

    jestem nurkiem .......... wiem w czym rzecz, dla mnie 101% dobrej decyzji, - i tu Pan wygrał nie idąc na szczyt, gratulacje z mojej strony!

  • bupu

    Oceniono 65 razy 49

    W zajawce artykułu na głównej wisi jak byk "Tomasz Bielecki". Potraficie napisać cokolwiek bez baboli?

  • zonzonel

    Oceniono 50 razy 44

    Niech żyje rozsądek!

  • gall.anonim.pn

    Oceniono 47 razy 39

    Tomasz Bielecki? Może Jan Krzysztof, hehe, etosowi dziennikarze od siedmiu boleści...

  • wezyronly

    Oceniono 30 razy 22

    Pogratulować rozsądku!

  • szwedzkihumanista

    Oceniono 54 razy 12

    Adaś nic sie nie łam ,bedzie potrzebne kolejne dofinansowanie ,pomożemy>Nanga i K2 ...musz...byłoby miło gdyby jako pierwsze załopotały flagi z orłem białym:)

  • bonczu

    Oceniono 165 razy 11

    A ja dzisiaj zawróciłem bo zapomniałem klucza od garażu. Rozumiem frustrację rozdygotanego gościa. Tylko po co tam lazł? Tam nie ma nawet garażu.
    Pozdrawiam

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX