Alpinizm. Elżbieta Fijałkowska nie żyje. Znana alpinistka zginęła w słowackich Tatrach

Elżbieta Fijałkowska

Elżbieta Fijałkowska (Fot. Kursy wspinaczkowe- Elżbieta Fijałkowska / facebook.com)

Zmarła Elżbieta Fijałkowska. Taterniczka, instruktorka i jedna z najważniejszych postaci polskiego środowiska wspinaczkowego ostatnich lat. Zginęła podczas eskapady w słowackiej części Tatr.
Jak podaje Horská záchranná služba, wypadek miał miejsce w masywie Czarnego Szczytu na wysokości ok. 2200 m. n.p.m. Ratownicy dostali się w miejsce wypadku śmigłowcem po otrzymaniu wezwania od trójki turystów. Po poszukiwaniach odnaleźli ciało pod śniegiem w szczelinie brzeżnej. Śmierć nastąpiła wskutek obrażeń po ok. 150-metrowym upadku.

Elżbieta "Glajza" Fijałkowska to ważna postać środowiska wspinaczkowego. Członek Łódzkiego Klubu Wysokogórskiego, instruktor. Zaczęła wspinać się w latach 70. XX w. W dorobku wspinaczkowym ma m.in. przejścia w zespołach kobiecych w Dolomitach (drogi Andricha na Torre Venezia i Tissiego na Torre Trieste w 1979, drogi Comiciego na Cima Grande i Cassina na Cima Ovest w 1980) i Wilderkaiser (Komin Schmuka, Rysę Dulfera i direttissimę na Fleischbanku w 1981). Wspinała się także w Tatrach, wspólnie z Janem Fijałkowskim przeszła m.in. Superściek na Kotle Kazalnicy a w zespole kobiecym Sadusia na Mnichu.

Intensywnie wspinała się w piaskowcach, prowadząc drogi do VIIIb. Jest autorką i współautorką wielu dróg na Hejszowinie, m.in. Rysa Glajzy VI, Droga Glajzy VIIb/c, Saska pierdoła VIIIa, Zezowate szczęście VIIa.

W 2000 roku zainicjowała wspólnie ze śp. Krzysztofem Pankiewiczem Zloty Łojantów, czyli spotkania taterników pokolenia lat 70. i 80. Przez czternaście lat była "samozwańczą dyrektorką" tej bardzo cennej inicjatywy.

W 2002 roku była inicjatorką i organizatorem Pierwszego Zjazdu Instruktorów Polskiego Związku Alpinizmu.

O sobie pisała: Jestem łodzianką - urodziłam się w Łodzi, wykształciłam się w Łodzi i tu jest moje mieszkanie. Ale bardziej "u siebie" czuję się w terenie mniej cywilizowanym - w skałkach i górach. Lubię spać na trawie i gotować obiad na łące. A w tle powinny być jakieś wzniesienia, najlepiej strome lub bardziej strome albo jeszcze bardziej strome. Mogą być ośnieżone albo pokryte lodowcami. Tam na tych skalnych lub lodowych urwiskach można odnaleźć ciekawe przeżycia, wielkie lub mniejsze przygody, zapomnieć, że życie bywa szare, dotrzeć do wielkich osiągnięć - każdemu według potrzeb.