Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie tragedii na Broad Peaku

Wyprawa była dobrze zorganizowana, himalaiści są świadomi ryzyka, które podejmują, od nikogo nie można wymagać czynów heroicznych, a górska etyka wykracza poza zakres normatywny - to wnioski śledczych badających okoliczności śmierci Tomasza Kowalskiego i Macieja Berbeki na Broad Peaku. Sprawę umorzono.

Przypomnijmy, 6 marca podczas zejścia ze szczytu (Polacy jako pierwsi na świecie zdobyli go zimą), zginęło dwóch z czterech wspinaczy. Wybitny himalaista Maciej Berbeka i debiutujący w najwyższych górach Tomasz Kowalski. Adam Bielecki i Artur Małek wrócili do bazy.

W styczniu 2014 roku pojawiła się informacja, że prokuratura w Krakowie rozpoczęła śledztwo w sprawie "narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia dwóch pokrzywdzonych himalaistów".

Historia wyprawy na Broad Peak >>

Po kilku miesiącach badania sprawy prokuratura umorzyła śledztwo. Uznano, że organizatorzy wyprawy na Broad Peak nie narazili himalaistów na bezpośrednie zagrożenie utraty życia poprzez złe przygotowanie ekspedycji, wybór jej uczestników czy też brak opieki medycznej. Śledczy tłumaczą, że himalaizm to sport o charakterze wyczynu, który jest z założenia nastawiony na kooperację, a nie rywalizację indywidualną.

- W przypadku tej formy aktywności człowieka zachodzi przypadek zarówno ryzyka sportowego, jak i okoliczności, którą określa się mianem świadomości i zgody pokrzywdzonego na niebezpieczeństwo wystąpienia najdalej idących skutków, z utratą życia lub ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu włącznie - czytamy w oświadczeniu prokuratury.

Pełne oświadczenie prokuratury >>

W dalszej części tłumaczeń śledczy przyznają, że zachowania wobec partnera wspinaczkowego leżą poza zakresem normatywnym, bo są to zagadnienia o charakterze etycznym, które składają się na ''tzw. etykę taternicką''.

- W przedmiotowej sprawie nie jest możliwe jednoznaczne określenie, czy w momencie zejścia ze szczytu Broad Peak życie 2 uczestników, znajdujących się wówczas w warunkach ekstremalnych, było obiektywnie zagrożone. Kwestie wpływu temperatury powietrza, wiatru i wysokości na organizm człowieka oraz odczuwania tych czynników ma charakter wybitnie indywidualny - piszą śledczy.

Dodatkowo prokuratura uznała, że od nikogo nie można wymagać heroizmu i poświęcania swojego życia dla ratowania partnera.

- Jest kolizja pomiędzy ratowaniem własnego życia, a obowiązkiem ratowania życia innej osoby. Nie można różnicować wartości życia poszczególnych osób, poświęcenie własnego życia dla ratowania życia innej osoby jest czynem heroicznym, lecz nie może być zachowaniem, które wymagamy od człowieka - tłumaczą śledczy.

Zdaniem śledczych wyprawa była dobrze sfinansowana i wyposażona.

Dyskusje i ostracyzm

Po tragedii długo dyskutowano o zasadach górskiej etyki i granicach pomocy. Spierali się wspinacze, filozofowie, dziennikarze i laicy. Sprawą zajęła się komisja PZA, powołana na życzenie kierownika wyprawy Krzysztofa Wielickiego i głównego organizatora śp. Artura Hajzera (zginął 7 lipca 2013 podczas wspinaczki na Gaszerbrum I).

Orzeczenie komisji też mocno krytykowano. Środowisko wspinaczy się podzieliło. Dostało się Hajzerowi i Wielickiemu (za dobór zespołu i plan ataku szczytowego), tym, którzy przeżyli (za nieudzielenie pomocy). Cień krytyki pojawił się nawet wobec zmarłych (za niepotrzebną z punktu widzenia celów wyprawy szarżę na szczyt, zdobyty godzinę wcześniej przez Bieleckiego). Największy ostracyzm spotkał Bieleckiego - pierwszego na szczycie i w obozie IV, gdzie czekał na kolegów.

Ekstremalny prokurator wyprawia się na Broad Peak >>

O historii tragicznej wyprawy przeczytaj w książce "Broad Peak. Niebo i piekło" >>