Sport.pl

Zew lodu. Moro jedzie na Manaslu z kobietą, a Polacy planują zimową wyprawę na K2

Trawers Manaslu - od wierzchołka wschodniego (7992 m.) do głównego (8163 m.) - to cel tegorocznej zimowej wyprawy Simone Moro i Tamary Lunger. Z kolei Polacy na przyszłą zimę planują pojechać na K2. Szef Polskiego Himalaizmu Zimowego Janusz Majer mówi, że w skład wyprawy wejdzie 6-8 himalaistów. Możliwa jest też grupa wsparcia, która pomoże im w zabezpieczaniu góry. Padły nazwiska.

We wtorek 10 lutego w siedzibie Agory odbyło się spotkanie z himalaistami: Krzysztofem Wielickim, Januszem Majerem i Januszem Gołębiem. Pretekstem była polska premiera książki „Zew lodu” Simone Moro. Włoch do Polski z tej okazji nie przyjechał, ale przez kilkadziesiąt minut za pośrednictwem Skype'a odpowiadał na pytania o zimowe wspinanie i zimowe pisanie książek.

Wybraliśmy dla was kilka wątków z tego spotkania.

O zimowym himalaizmie.

Wielicki: Moro jest konkurentem, ale to dobrze, bo ktoś w końcu zrozumiał, że nie tylko Polacy mogą zapisywać karty w zimowym himalaizmie. Simone jest bardzo medialny i jak go pytają na różnych spotkaniach, gdzie jedzie w zimie, to pewnie mówi, że na Nanga Parbat. Jak dopytują dlaczego, to pewnie odpowiada, że jedzie tam, bo inne szczyty to już Polacy zdobyli. Nasza pozycja urosła też właśnie dlatego, że Simone i Denis Urubko zaczęli ten rodzaj eksploracji uprawiać.

Gołąb: Zima jest dla himalaistów trudniejszą porą roku. Zimowy himalaizm jest wartością dodaną do alpinizmu.  Dla mnie to bardziej zmaganie się ze sobą, niż z samą górą.

Wielicki: No i fajne w zimie jest to, że jest długa noc i można spać i spać.

Majer: W latach 20. wejście na Everest było dla George'a Mallory'ego jednym z największych wyzwań ludzkości. Tak samo w naszych latach uważaliśmy, że zimowe wejścia na ośmiotysięczniki mają podobną rangę. Bo nikt tego jeszcze przed nami nie zrobił. Bardzo dobrze, że dzięki temu możemy się odegrać trochę na innych nacjach

O K2, czyli jednym z dwóch niezdobytych zimą ośmiotysięczników.

Majer: Zimą ośmiotysięczniki w Karakorum są o wiele trudniejsze niż ośmiotysięczniki w Nepalu. W Karakorum klimat jest surowszy, występuje tam jet stream.

Gołąb: W Karakorum na ośmiu tysiącach metrów panują chyba najtrudniejsze warunki, w jakie człowiek może trafić na Ziemi.

Wielicki: To pasmo jest wysunięte na północ, poddaje się wpływom kontynentalnym.

Majer: Ale chyba doczekaliśmy się zespołu, który być może skutecznie zaatakować K2.

Czy zimowy himalaizm jest dziś inny niż kiedyś?

Wielicki: Zima się nie zmieniła, ludzie się zmienili. Za naszych czasów to w bazie się zaśpiewało miło, pogadało o dziewczynach. Nie było takich środków łączności, jak teraz. Teraz to każdy ma laptop. W bazie siedzi czterech facetów, każdy przez ekranem.

O książce Simone Moro.

Wielicki: To chyba pierwsza książka o zimie w górach najwyższych. Sprytnie to Simone sobie wymyślił, może i czas na nas? Ja niby książkę właśnie wydałem, ale nie jest tylko o zimie [Pod koniec 2014 roku ukazała się książka„Krzysztof Wielicki. Mój wybór”. To pierwszy tom wywiadu rzeki ze zdobywcą Korony Himalajów i Karakorum]

O fragmencie książki „Zew lodu”, w którym Simone Moro wskazuje, że nie wszystkie zimowe wyprawy na ośmiotysięczniki miały miejsce w zimie kalendarzowej.

Majer: Wyprawa zimowa w rozumieniu Simone powinna rozpoczynać się wyjazdem z domu 21 grudnia. Ale przecież polskie wyprawy jeździły kiedyś w Himalaje ciężarówkami. Trudno sobie wyobrazić, żeby taka ciężarówka dotarła tam przed końcem zimy.

O zimowej wyprawie na K2.

Majer: Szykujemy wyprawę na K2, ale to kwestia budżetu. Czekają nas rozmowy z potencjalnymi sponsorami. Jak znajdą się pieniądze, to następnej zimy będziemy pod K2. Kiedyś pomalowaliśmy kilka kominów i sami byliśmy swoimi sponsorami. Czasy się zmieniły. Koszt wyprawy na K2? Powyżej 500 tys. zł.

Co zrobić, żeby zdobyć K2 w zimie? Zespół, który będzie miał okno pogodowe, powinien być szybki. Musi szybko poruszać się powyżej 8000 metrów. Jest pomysł, żeby zaaklimatyzować się gdzie indziej. Niektórzy robią to np. w Andach, a potem lecą od razu w góry najwyższe.

Polska wyprawa powinna zaatakować klasyczną drogą, Żebrem Abruzzich. Mamy co najmniej 3 osoby, które tę drogę znają i weszły na wierzchołek K2. Możemy doliczyć 4-5 osób, które mają szybkość na wysokości i wiedzą, czym jest zima w Karakorum. Do tego parę osób, żeby zaporęczować drogę powyżej Czarnej Piramidy.

Wielicki: W dolnej części K2 brakuje miejsc do obozowania, trzeba rąbać półeczki. Problemem jest też pogoda. Na naszej wyprawie na K2 na 85 dni aż 65 było sztormowych. Jest więc mało wolnych dni, żeby coś w górze zrobić. Może być też problem, by po ataku szczytowym zejść poniżej 8000 tego samego dnia. Nie wyobrażam sobie biwaku na 8000 m na K2 w zimie.

Gołąb: Droga Żebrem Abruzzich nie .trudna, ale i tak jest najtrudniejszą klasyczną drogą na ośmiotysięcznik.

O pomyśle Denisa Urubki, który w tym roku zorganizował zimową wyprawę na K2. W ostatniej chwili Chińczycy poinformowali, że nie udzielą wspinaczom pozwolenia. Urubko chciał zaatakować K2 granią północno-wschodnią tłumacząc, że jest ona osłonięta od wiatru.

Wielicki: Jak się dowiedziałem, co próbują zrobić Urubko, Alex Txikon i Adam Bielecki to się zmartwiłem. Potem porozmawiałem z Simone Moro i on powiedział, że to dobrze, że im cofnęli. Ja też tak myślę. Pomysł był trochę crazy, niebezpieczny. Małe szanse powodzenia. Denis się uparł, że od północnej strony nie będzie wiało. Nie prawda, tam wieje wszędzie.

K2 powinien atakować duży zespół?

Majer: Mały zespół Bielecki i Gołąb, wspierany przez Artura Hajzera zdobył Gaszerbruma I. Na K2 to chyba za mało, może już sam atak szczytowy to tak, ale wcześniej ktoś musi tę górę zaporęczować.

Gołąb: K2 to zbyt wiele dla małego zespołu.

Kto wejdzie w skład polskiej zimowej wyprawy na K2?

Majer: Adam Bielecki, Janusz Gołąb, Artur Małek, Marcin Kaczkan to naturalni kandydaci. Myślimy o 6-8 mocnych osobach

Gołąb: Wydaje się, że atak szczytowy trwałby 1,5 dnia.

ŁĄCZENIE Z SIMONE MORO.

Pytanie o jego następną wyprawę.

Simone Moro: W sobotę lecę do Nepalu. To pierwszy i ostatni czas, kiedy nie chcę zdradzić tego co spróbuję zrobić. O wszystkim poinformuję na konferencji prasowej.

Wielicki: Simone, jedziesz na Czo Oju?

Moro: Nie, chociaż taki był oryginalny plan - otworzyć nową drogę na południowo-zachodniej ścianie, pomiędzy drogą Kurtyki a drogą japońską. Ale w listopadzie Chińczycy powiedzieli, że w tym roku w zimie nie będzie zgody na żadną ekspedycję.

Na najbliższą wyprawę pojedziemy w dwójkę. Ja i kobieta. To Tamara Lunger. Bardzo twardy organizm, jest mistrzynią świata w skialpinizmie. Nasza wyprawa będzie formą hołdu dla Artura Hajzera, Jerzego Kukuczki i Macieja Berbeki, chcemy odświeżyć pamięć o nich.

W środę Moro poinformował, że celem będzie Manaslu. Wraz z Tamarą Lunger spróbują zrobić trawers z wschodniego wierzchołka Manaslu (7992 m.n.p.m.) do wierzchołka głównego (8163 m.n.p.m.). Ta wyprawa ma korespondować z dwoma wejściami z lat 80. 12 stycznia 1984 roku na wierzchołku Manaslu jako pierwsi w zimie stanęli Maciej Berbeka i Ryszard Gajewski. Z kolei 10 listopada 1986 roku oba wierzchołki (wschodni i główny) Manaslu zdobyli Jerzy Kukuczka i Artur Hajzer.

O tym, jak powstała książką „Zew lodu”.

Moro: Książka powstała podczas zimowej wyprawy na Nanga Parbat. Zimowa wyprawa to jedyny moment, gdy mam na tyle dużo czasu, w oczekiwaniu na pogodę, że mogę zacząć pisać.

Jak się pisze w zimowej bazie pod ośmiotysięcznikem? Używałem dwóch termoforów. Na jednym stawiałem stopy, drugi kładłem na kolanach i na niego stawiałem, komputer. Ale wspinaczka jest 10 000 razy trudniejsza niż siedzenie i pisanie książki, nawet kiedy warunki są trudne.

O tym, czym dla niego jest książka "Zew lodu".

Ta książka to hołd dla waszego zimowego dziedzictwa w Himalajach, bo gdy mówimy o zimie w najwyższych górach świata, to wszyscy myślimy o biało-czerwonej fladze. Czerpię inspirację z waszej tradycji i czuję się jej synem. Powinniście kultywować tę dziedzinę. Namawiajcie młodych. To pomoże zachować pamięć o tych, którzy w górach pozostali. Jestem zaszczycony, że moja książka ukazała się po polsku

O zimowej wyprawie na K2 i obietnicy, którą złożył żonie.

Moro: Od dawna mam ochotę na K2 w zimie. Dalej ją mam, ale obiecałem żonie, że tam nie pojadę. Miała sen, w którym zginąłem właśnie na K2. Jestem ostrożny, nie chcę sprawdzać, czy moja żona ma rację. Pozwólcie, że popatrzę i będę trzymał kciuki za was, żebyście tam weszli.

Myślę, że wejście na K2 od strony pakistańskiej jest łatwiejsze do organizacji. Po stronie chińskiej wszystko wydaje się bardziej odległe.

O obietnicy Denisa Urubki, który również przysiągł żonie, że na K2 nie pojedzie. A pojechałby, gdyby nie brak zgody od Chińczyków.

Moro: Denis ma wiele żon... Może obiecał poprzedniej, bo doszedł do wniosku, że nie była to jeszcze ta właściwa?

O starzeniu się - Simone Moro ma 48 lat.

Moro: Starzeję się, ale jestem w stanie to zaakceptować. Ale z drugiej strony nigdy nie traktowałem tak surowo mojego ciała. Jest tak samo sprawne, jak wtedy, gdy miałem 20 lat, ale okupuję to coraz dłuższym treningiem. Problem leży w głowie. Gdy traci się głód wspinaczki, entuzjazm, powinno zapalić się czerwone światło. Ono oznacza, że może trzeba przestać.

O zimowej wspinaczce.

Moro: Wspinaczka w zimie to mnie rodzaj magii. Często miałem tak, że wracając z zimowej wyprawy, nawet bez szczytu, czułem, że i tak to było coś wyjątkowego.

Kup "Zew lodu. Ośmiotysięczniki zimą" moje prawie niemożliwe marzenie" Simone Moro >>
A może wolisz e-booka? >

Czytaj więcej o książce >>