Sport.pl

Ratownik TOPR: W górach lepiej być przygotowanym na najgorsze

Polskim turystom brakuje podstawowej wiedzy, jak się przygotować do wycieczki w góry i co może ich tam spotkać. Co roku w polskich Tatrach ginie ok. 20 osób. Jak ustrzec się przed niebezpieczeństwem?

Wśród tysięcy górskich wypadków w Tatrach jest jeden do dziś niewyjaśniony. Opisał go Wawrzyniec Żuławski ("Sygnały ze skalnych ścian. Tragedie tatrzańskie. Wędrówki alpejskie. Skalne lato"). 3 sierpnia 1925 r., chata Téryego (2015 m n.p.m.) - całoroczne schronisko w Tatrach, które leży po słowackiej stronie.

Do Polski wracać chciała rodzina prokuratora Kazimierza Kasznicy - on, jego żona i 12-letni syn. Trasa wiodła przez wysoką (2372 m n.p.m.) Lodową Przełęcz. Kasznicowie zabrali się z grupą polskich taterników. Droga nie jest wymagająca, z rodziną został młody taternik Ryszard Wasserberger, reszta poszła przodem.

Wiało mocno, zacinało deszczem, na Lodowej Przełęczy zaczęło się gradobicie. Gdy dotarli w pobliże Żabiego Stawu Jaworowego, Kasznica senior musiał odpocząć. - Jestem bardzo zmęczony... Dalej iść nie mogę... - powiedział. Żona zwróciła się o pomoc do Wasserbergera, usłyszała, że ratownik również czuje się bardzo słaby. Przestraszona zaprowadziła taternika i syna kilkanaście metrów dalej, za dający nieco schronienia przed wiatrem głaz. Dała im koniaku na rozgrzanie, a synowi trochę czekolady. Poszła do męża, który nie mógł wstać. Wypił kilka łyków koniaku. Potem wróciła do głazu, Wasserberger już majaczył. Gdy wróciła do męża, ten już nie żył. Obok leżał martwy syn. Ciało Wasserbergera znalazła kilka metrów dalej. Przesiedziała przy zwłokach 37 godzin. Cudem dotarła do Łysej Polany.

Sekcja wykazała obrzęk płuc oraz zatrzymanie akcji serca z nieznanych przyczyn. U Kazimierza Kasznicy wykryto wadę serca i zwapnienie żył, początki tych chorób zdiagnozowano u jego syna. Wasserberger był jednak zdrowy. Według pewnej hipotezy wpadli w próżnię, która czasem tworzy się w górach po jednej stronie grani, gdy mocno wieje. Ale dlaczego nic nie stało się Walerii Kasznicowej? Jest też teoria spiskowa - ktoś zatruł koniak, chcąc pozbyć się warszawskiego prokuratora.

Co roku w polskich Tatrach ginie ok. 20 osób. Wiadomo, co mogli zrobić, by się uratować.

***

Dominik Szczepański: Czy akcje TOPR-u są najczęściej następstwem błędów turystów?

Andrzej Maciata, ratownik TOPR: Jestem daleki od tego, by mówić o błędach turystów. Do wypadków dochodzi przede wszystkim z powodu braku wiedzy. Błąd popełnia ten, kto wie, jak się zachować, ale tego nie robi. Ale coraz więcej osób się przygotowuje do wędrówek po Tatrach.
Skąd pan wie, że się przygotowują?

- Bo dzwonią do nas. Pytają o warunki, o pogodę, chcą porad.
A jakie są najczęstsze przyczyny wypadków?
- Poślizgnięcia. Najgorsze są te na płatach śniegu, które skutkują nawet śmiercią. Burze sprawiają, że szlaki są mokre. Mokry kamień potrafi być bardzo niebezpieczny. Zdarzają się też porażenia przez pioruny.

Co pan zaleciłby wybierającym się w góry?
- Ludzie muszą pamiętać, że są za siebie odpowiedzialni. Jeśli prognoza pogody mówi, że dziś będzie burza, to na 90 proc. tak się stanie.
Lepiej być przygotowanym na najgorsze, czyli mieć w plecaku kurtkę, rękawiczki, czapkę, idąc w koszulce z krótkim rękawem, niż ich nie mieć, gdy złapie nas burza i temperatura nagle spadnie. W plecaku powinna być latarka - nie ma znaczenia, czy wychodzę na dwie godziny czy na dziesięć. Poruszanie się po górach bez światła jest bardzo niebezpieczne.
Czy turyści nie nazbyt łatwo dzwonią po TOPR, który przyleci helikopterem?
- TOPR jest instytucją powołaną do udzielania pomocy w górach. Ale w nocy czy we mgle helikopter ratunkowy nie może wystartować, a bez niego dotarcie do pewnych miejsc może zająć nawet kilka godzin.
Czy TOPR może odmówić udzielenia pomocy?
- Może czasowo zawiesić działanie, gdy warunki są złe i akcja zagraża życiu ratowników. Zdarzało się, że mając kontakt z wzywającym pomocy, czekaliśmy do rana, bo w nocy nie mieliśmy szans do niego dotrzeć.
Zdarzają się niepotrzebne akcje?
- A jak ocenić, czy akcja była niepotrzebna? Teoretyczna sytuacja: turysta wszedł w zimie na jeden ze szczytów na Orlej Perci. Jest popołudnie, temperatura jest niska i spada. Dzwoni do nas i mówi: Nic mi nie jest, ale przeliczyłem się z siłami, sam nie zejdę. Czy to jego kaprys, czy sytuacja zagrożenia życia? Rozstrzygnięcie bywa trudne. Oczywiście nieuzasadnione wezwania się zdarzają, ale to niewielki procent.
Mówi się, że turystom w Tatrach dobrze by zrobiło, gdyby pomoc TOPR-u była płatna. Na Słowacji czy w Czechach, jeśli się nie ubezpieczysz, a wezwiesz śmigłowiec, to płacisz kilka tysięcy euro.
- Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Kluczowa jest edukacja, której u nas brakuje. Wiele lat temu, w zimie, w pobliżu Małego Koziego Wierchu pomoc wezwała kobieta. Załamała się pogoda, kobieta spędziła tam dwa albo trzy dni, a podczas burzy śnieżnej to już wyczyn. Miała śpiwór, kuchenkę, przywitała ratowników słowami: „Bardzo panów przepraszam za to, że proszę o pomoc, ale jest duże zagrożenie lawinowe”. To była Kanadyjka polskiego pochodzenia, nie była alpinistką, w szkole nauczyła się, jak radzić sobie w zaskakujących sytuacjach.
W lipcu 2014 roku głośno było o mężczyźnie, który z pięcioletnim synem wybrał się w Tatry. O 19.15 zadzwonił po pomoc, bo zgubił szlak.
- Czasami wydaje mi się, że rodzice chcą, by dzieci realizowały w górach ich ambicje. Co myśleć o ojcu, który prowadzi 10-letniego syna na Rysy w mgle i temperaturze bliskiej zera, kiedy czuć, że zaraz zacznie padać? To dziecko nie będzie miało żadnej przyjemności z tej wycieczki. Ale tata pochwali się kolegom, że syn w wieku dziesięciu lat był na Rysach. Do wycieczki z dzieckiem musimy się starannie przygotować, wziąć pod uwagę wszystkie warianty, a przede wszystkim te pesymistyczne. Wyjście w góry to nie jest wycieczka do parku.

***
CO ZABRAĆ NA TYGODNIOWY WYJAZD W TATRY?

PLECAK:
warto mieć dwa plecaki. Jeden duży, w który pakujemy się na cały wyjazd, i jeden mały, który zabieramy ze sobą na szlak (pojemność 25-30 litrów, cena od 100 zł).
KURTKA: po co komu kurtka w lecie? Pogoda w górach, jak wiadomo, szybko się zmienia, ale chodzi przede wszystkim o to, żeby być przygotowanym na burzę, które tego lata nie omijają Tatr. Kurtka powinna być wodoodporna, lekka, a po zwinięciu nie zająć w plecaku wiele miejsca. Po to powstały właśnie tzw. kurtki membranowe. Najprostsze kupimy od 100 zł.
LATARKA: bardzo ważna, a często jej zapominamy. W górach sprawdzają się latarki czołowe (od kilkunastu złotych).
KOMPAS I MAPA: po co nam kompas i mapa, skoro niemal każdy ma smartfona, a w nim GPS? Ciężko posługiwać się smartfonem w środku burzy, a bateria wytrzyma najwyżej kilkanaście godzin. Warto wziąć kompas (od 10 do 500 zł) i mapę, najlepiej laminowaną, w skali 1:25 000 bądź 1:50 000 (40 zł).
SCYZORYK, CHUSTA, FOLIA IZOLUJĄCA: w sumie kilkadziesiąt złotych.

Partnerem cyklu o TOPR jest Skoda.