Adam Bielecki: Uprawiamy niebezpieczny sport, ale nie spodziewamy się, że możemy zginąć od kuli karabinu

22.02.2017 14:15
Na szczycie Gaszerbrum I

Na szczycie Gaszerbrum I (archiwum prywatne)

- Zawsze myślałem, że napisanie książki to jakaś niesamowita misja. Sądziłem, że książkę będę pisał będąc starszym panem przy kominku z fajką - mówi himalaista Adam Bielecki po premierze książki "Spod zamarzniętych powiek". Książki o historii najbardziej obecnie znanego polskiego wspinacza, pierwszego zimowego zdobywcy Gasherbruma I i Broad Peaku.

Kiedy pojawił się pomysł na napisanie książki?

To zabawna historia. Zawsze myślałem, że napisanie książki to jakaś niesamowita misja. Pracę magisterską pisałem trzy lata i o ile czuję się dosyć swobodnie opowiadając o górach podczas prelekcji, to nie czułem, że pisanie jest moją mocną stroną. Nawet nie chodzi o to, że mi źle wychodziło, ale zawsze kosztowało dużo emocjonalnie. Perfekcjonizm, poprawianie każdego zdania bez końca, itd. Myślałem, że książkę będę pisał będąc starszym panem przy kominku z fajką.

Pierwotnie ta książka miała mieć zupełnie inną formę. Przed wyjazdem wyprawy Nanga Stegu Revolution  (zimowy sezon 2015/16 - red.) pojawił się pomysł wydania multimedialnego dziennika ze zdjęciami i filmami z tej właśnie wyprawy. Ale była ona krótka, za wiele nie zdziałaliśmy. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, w myśl zasady wszystko albo nic. I wyszło nic (Adam Bielecki razem z Jackiem Czechem przed wyjazdem na Nanga Parbat aklimatyzowali się w Chile, by potem pojechać w Himalaje, i szybko, w stylu alpejskim zdobyć szczyt. Z powodu pogody się nie udało. 26 lutego górę zdobyli Simone Moro, Muhammad Ali i Alex Txikon - red.). Stwierdziłem, że dlaczego mam pisać o jednej nieudanej wyprawie, skoro byłem na tylu udanych? Tak pojawił się pomysł, aby napisać o wyprawach zimowych.  Doszedłem jednak do wniosku, że wtedy minęłaby szansa na napisanie o tym, jak to się wszystko zaczęło, o wyprawach letnich, o wspinaniu poza ośmiotysięcznikami. I w końcu stwierdziłem, że jak już pisać, to porządnie po trochu o wszystkim.

20 lat wspinania to dobry moment na podsumowanie tego, co osiągnąłem i przeżyłem. Pewien rozdział zamknąłem, stałem się profesjonalnym wspinaczem.

20 lat to sporo czasu, mnóstwo wspomnień. Jak to wszystko zapamiętałeś. Prowadzisz dzienniki podczas wypraw?

Nie mam takiego zwyczaju, żeby w czasie wyprawy pisać. Pod Nangą próbowałem nagrywać dziennik na dyktafonie. Ale nie do końca mi to wychodziło.

Posiłkowałem się artykułami, które pisałem i wywiadami powstającymi po wyprawach. Dużo tego materiału wciąż jest w internecie. Mam kalendaria dotychczasowych wypraw. Jak je czytam, to dużo szczegółów sobie przypominam.

Tytuł książki to "Spod zamarzniętych powiek". Który zmysł jest najważniejszy podczas wspinania?

Wydaje mi się, że właśnie wzrok jest najważniejszy.

Książka jest nie tylko opowieścią o Twojej historii, ale też pewnym hołdem dla wcześniejszych pokoleń himalaistów. Jest dużo o historii polskiego himalaizmu. Który ze wspinaczy jest Twoim największym idolem?

Bardzo trudno wymienić mi jedną osobę. Jako dzieciak byłem zafascynowany historią wspinania i literatura górską. Tak odkrywałem kolejne postacie, które dołączały do galerii moich bohaterów wspinaczkowych. Jest kilka nazwisk, które się w niej wybijają. Za swego rodzaju fenomen uważam Wojtka Kurtykę, za to, że w różnych dziedzinach sportu wspinaczkowego osiągał rewelacyjne wyniki.

Wybierasz się na "Świetlistą ścianę" (zachodnia ściana Gasherbruma IV (7925 m), którą jako pierwszy przeszedł Wojciech Kurtyka wraz z Robertem Schauerem. Do dzisiaj jest to uznawane za jedno z najwybtniejszych przejść w Himalajach - red.) w przyszłości?

Miałem pomysł, aby pojechać na Gasherbrum IV, aby wytyczyć nową drogę, ale nie na samej "Świetlistej ścianie". Mam tę piękną górę na liście swoich celów. Ma ona mało wejść, bo brakuje jej niewiele do 8 tysięcy metrów. Jest trudna i ładnie położona. Ma dwie dziewicze ściany i dla mnie, jako wspinacza, to jest bardzo pociągająca sprawa.

Jakie książki czytasz w czasie wypraw?

Dobrą literaturę. Łykam wszystko. Science-fiction, beletrystykę, klasykę, lekkie kryminały, biografie, literaturę górską czy książki popularnonaukowe. Ciągle szukam nowości a książki czy to na nizinach czy w górach są dla mnie bardzo ważne.

Na wyprawach czytasz książki drukowane czy korzystasz z czytnika? Napisałeś, że na jednej z wypraw przeczytałeś kilkanaście książek. One sporo ważą, a do bazy jakieś je trzeba donieść.

Miałem nawet o tym dyskusje z Arturem (Hajzerem - himalaistą, twórcą programu Polski Himalaizm Zimowy, z którym Bielecki pojechał na swój pierwszy ośmiotysięcznik, Makalu - red.), że może trochę za dużo tych książek, trzeba przecież opłacić tragarzy, którzy doniosą je do bazy. Ale na książki zawsze miejsce jednak znajdowałem. Eksperymentowałem z czytnikiem, ale nawet jak go mam, to zabieram też książki drukowane, bo zawsze mógłby się popsuć. Nie miałem jeszcze takiej sytuacji, żeby na wyprawie zabrakło mi czegoś do czytania. Książkę mam zawsze przy sobie również w codziennym życiu. Dobrym patentem jest też branie trudniejszej literatury, którą się wolniej czyta i książek po angielsku, które wystarczają na jeszcze dłużej.

Czy patrząc z perspektywy czasu, inaczej pokierowałbyś swoją karierą?

Nie myślę w ten sposób. To nie w moim stylu. Nie ma co się za dużo zastanawiać nad przeszłością, bo ona doprowadziła mnie do miejsca w którym jestem.

Dla mnie to była dobra droga, moja droga. Ale gdy ktoś pyta mnie o to, jak zostać wspinaczem i dostać się w góry wysokie to jej nie polecam. Sugeruję, żeby iść do klubu wysokogórskiego, zapisać się na kurs skałkowy, tatrzański, poznać ludzi. To jest chyba najlepsza opcja. Uczenie się na własnych błędach, jak to było w moim przypadku, to nie jest najlepszy sposób na naukę wspinania.

Czy podjąłeś w górach jakąś decyzję, której teraz żałujesz?

Wielokrotnie podejmowałem złe decyzję w górach. Szczególnie w początkowym okresie wspinania popełniałem sporo błędów, na szczęście żaden nie skończył się tragicznie, chociaż mogły. Cały czas się uczę, nadal nie jestem kompletnym wspinaczem. Całe życie będę się uczył i rozwijał. Nie ma wspinaczy idealnych i takich, którzy zawsze podejmują dobre decyzje. O swoich błędach sporo piszę w książce.

W górach niebezpiecznie jest nie tylko w ścianie. Pod Nanga Parbat w 2013 roku baza została zaatakowana przez terrorystów, a Ty w 2012 w czasie powrotu spod K2 razem z Marcinem Kaczkanem byłeś świadkiem masakry szyitów. To chyba najbardziej wstrząsający fragment książki. Nie boisz się tam wracać?

Z tym, co się wydarzyło przy powrocie z K2 i sytuacją spod Nangi mam olbrzymi problem poznawczy. Wielokrotnie podróżowałem po Pakistanie i bardzo lubię ten kraj, kulturę, ludzi, jedzenie. Zawsze czułem się tam bezpiecznie i mam głównie pozytywne doświadczenia.

To, co wydarzyło się nam po powrocie z K2, to był dla mnie duży zgrzyt na sielankowym obrazie Pakistanu. To jednak nie dotyczyło bezpośrednio nas. Byliśmy turystami, to były wewnętrzne sprawy lokalnej ludności. Większą zaskoczeniem było to, co wydarzyło się pod Nangą, gdzie zginęli wspinacze, łatwo mi sobie wyobrazić, że mógłbym być jednym z nich. Uprawiamy niebezpieczny sport, ale nie spodziewamy się, że możemy zginąć od kuli karabinu.

Co według Ciebie jest Twoim najwartościowszym osiągnięciem sportowym? Z czego jesteś najbardziej dumny?

Z perspektywy sportowej to pierwsze wejścia zimowe (Adam Bielecki jako pierwszy zdobył zimą Gasherbrum I (razem z Januszem Gołąbem) i Broad Peak (razem z Maciejem Berbeką, Arturem Małkiem i Tomaszem Kowalskim) - red.) są głośną rzeczą i sporym osiągnięciem. Jestem bardzo dumny z wyprawy na Kanczendzongę, gdzie nie wszedłem na szczyt, ale mam poczucie, że zrobiłem kawał dobrej wspinaczkowej roboty w trudnym terenie i na dużej wysokości i przyczyniłem się do sukcesu wyprawy. (szczyt zrobił Denis Urubko - red.).

Trudno porównywać te przejścia, bo wspinanie to szerokie pojęcie, zawierające dyscypliny, które nie mają ze sobą wiele wspólnego. Z jednej strony jest bouldering, czyli wspinanie bez liny na dużych kamieniach, a z drugiej wchodzenie z kijkami na Mount Everest. I to i to nazwiemy wspinaniem pomimo braku wspólnego mianownika. A mamy jeszcze wspinanie na lodospadach, w terenie mikstowych, sportowe czy wielkościanowe i ja każdą z tych dziedzin staram się eksplorować i w każdej mam przejścia z których jestem dumny. Drugorzędne jest to jakie te przejścia mają wartość sportową. Ważniejsze dla mnie są osobiste przeżycia.

Zastanawiałeś się kiedyś, jak poradziłbyś sobie, korzystając ze sprzętu z lat 80'. Takiego, którego używał w 1988 Maciej Berbeka, gdy prawie zdobył zimą Broad Peak (Berbeka doszedł do przedwierzchołka Rocky Summit)?

Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy byłbym w stanie to zrobić na starym sprzęcie, musiałbym po prostu spróbować. Na pewno obecny sprzęt jest lżejszy, ma lepszą funkcjonalność i wytrzymałość, jest cieplejszy. Największa różnica to przede wszystkim konstrukcja butów i dostęp do wiarygodnych prognoz pogody. To głównie te czynniki sprawiły, że, nie licząc fenomenalnego wejścia Maćka na Rocky Summit, dopiero w 2011 zdobyto pierwszy ośmiotysięcznik zimą w Karakorum.

Jakie masz najbliższe sportowe plany?

Chciałbym teraz znaleźć parę dni na wyjazd w Alpy z Jackiem Czechem i Pawłem Migasem. Na północną ścianę Grandes Jorasses albo na północną ścianę Eigeru. Mieliśmy robić trylogię alpejską (trzy północne ściany - Matterhorn, Grandes Jorasses i Eiger - red.), ale terminy nam się skurczyły. Może przynajmniej jedną uda się przejść. W kwietniu planuję poważniejszą wyprawę. Chciałbym zrobić nową drogę na ośmiotysięczniku w małym zespole, w stylu możliwie zbliżonym do alpejskiego. Nie chcę jednak zapeszyć i przedwcześnie zdradzać, co to za ściana i góra. Jestem jednak na etapie zaawansowanej organizacji tej wyprawy.

 

Premiera książki "Spod zamarzniętych powiek" już 22 lutego


W środę, 22 lutego br. nakładem Wydawnictwa Agora ukaże się książka "Spod zamarzniętych powiek", będąca pierwszą opowieścią himalaisty Adama Bieleckiego o jego drodze z rodzinnych Tychów na szczyty najwyższych gór świata.

Adam Bielecki stał się jednym z najmocniejszych himalaistów na świecie, ale gdy miał trzynaście lat z powodu wieku odmówiono mu udziału w kursie skałkowym. Gdy skończył piętnaście, usłyszał od starszego taternika, że kiedyś będzie z niego świetny wspinacz. Jeśli wcześniej się nie zabije.

Ta książka, napisana wspólnie z Dominikiem Szczepańskim, dziennikarzem "Gazety Wyborczej" i autorem książek "Na oceanie nie ma ciszy. Biografia Aleksandra Doby, który przepłynął kajakiem Atlantyk" oraz "Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia" (z Piotrem Tomzą), to hołd dla bohaterów i twórców polskiego himalaizmu zimowego, w których szeregu Bielecki ustawił się, zdobywając jako pierwszy człowiek zimą Gaszerbruma I i Broad Peak. W dramatycznych historiach tych wejść Bielecki przede wszystkim opowiada o nieludzkich warunkach zimowej wspinaczki w Himalajach i Karakorum, sztuki uprawianej przez nielicznych na świecie, która stała się naszą narodową specjalnością.

Od 22 lutego br. książkę "Spod zamarzniętych powiek" będzie można kupić w salonach Empik, w księgarniach, na Kulturalnysklep.pl, a także w formie e-booka na Publio.pl.

Spotkanie autorskie z Adamem Bieleckim i Dominikiem Szczepańskim, odbędzie się w czwartek, 9 marca br. o godzinie 19:00 w siedzibie Agory przy ul. Czerskiej 8/10 w Warszawie. Wstęp jest wolny.

 

Okładka książki 'Spod zamarzniętych powiek'zdjęcie Michał Mutor, projekt okładki Krzysztof Rychter

 

Komentarze (10)
Adam Bielecki: Uprawiamy niebezpieczny sport, ale nie spodziewamy się, że możemy zginąć od kuli karabinu
Zaloguj się
  • sg sg

    Oceniono 2 razy 0

    Ktoś wchodzi na własne ryzyko w skrajnie niebezpieczny, lodowaty świat, gdzie śmierć może przyjść w każdej chwili. Super. tylko po co my to komentujemy ??? Wliczając mnie Niech idą , niech sobie nie pomagają, niech zamarzaj, niech giną, ich wybór, ich cyrk, ich książki.

  • birdy-niam-niam

    Oceniono 22 razy 0

    Jak to możliwe, że EGO tego pana wspinacza zmieściło się w jednym tomie???
    Liczyłem na co najmniej trylogię...
    Swoją drogą tylko ten fragment rozmowy z panem wspinaczem:
    "...Czy podjąłeś w górach jakąś decyzję, której teraz żałujesz?

    Wielokrotnie podejmowałem złe decyzję w górach. Szczególnie w początkowym okresie wspinania popełniałem sporo błędów, na szczęście żaden nie skończył się tragicznie, chociaż mogły..." spowodował, że nawet, gdy książka będzie na wyprzedaży, lub dołączana do papieru toaletowego w publicznym szalecie, to nie skorzystam i nie dotknę.
    Gdyż jest pan załganym "neo-himalaistą", panie wspinaczu - kilkukrotnie zostawił pan swoich towarzyszy wspinaczki i oni za to zapłacili najwyższą cenę, a to także była kwestia pańskich decyzji.
    Nie kojarzy pan?
    I pan mówi - "Żaden nie skończył się tragicznie?".
    Doprawdy?
    Aż tak pan "wyparł" te wypadki ze swojej świadomości?
    Aż taki egocentrykiem pan jest, panie wspinaczu?
    Uważaj pan, bo "karma wraca" i niekoniecznie tą samą drogą co pan będzie wracał...

  • dziadek_wladek35

    Oceniono 25 razy -7

    hej bohaterze, może kiedyś też cię towarzysz wspinaczki zostawi na pastwę góry

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX