Sport.pl

Bieg tylko dla twardzieli. 70 km granią Tatr w 17 godzin

Biegają po kilkanaście godzin, pokonując dystanse niewyobrażalne dla przeciętnych biegaczy. Ultramaratończycy - dla jednych ludzie ze stali, dla innych - szaleńcy. W sobotę zmierzą się w kolejnym morderczym biegu - na 70-kilometrowej trasie wiodącej granią Tatr.
Jest środek nocy. Ci, którym w ogóle udało się zasnąć, mają jeszcze ślady snu na twarzy. Pozostali wyglądają jak duchy. Bladzi, z podkrążonymi oczami, wymieniają przyklejone do ust sztuczne uśmiechy. Przed nimi kilkanaście godzin morderczego biegu. Po asfalcie i kamieniach, w górę i w dół. W deszczu i w słońcu. Mocą mięśni i siłą woli. Ich każdy bieg wygląda tak samo. Ultramaratończycy.

Te biegi to dla organizmu wyniszczająca katorga. Szwankują kolana, stawy, więzadła doznają olbrzymich przeciążeń. Po kilku godzinach naładowany chemią żołądek odmawia kolejnego żelu, mdli na myśl o izotoniku czy węglowodanach. Kabanos, bułka z serem żółtym, dżem, banan, kubek wody cokolwiek, byle przywołać namiastkę normalności i choć na moment zapomnieć o tym szaleństwie. Tak wygląda każdy bieg na ultradystansie, czyli powyżej 42 km 195 m.

Sierpień 2011

Patrzę na zegarek. Minęła piąta godzina biegu. Z wysiłku bolą mnie płuca i tchawica. Łykam powietrze z coraz większym trudem. Mijam dwie, może trzy osoby, które radzą sobie jeszcze gorzej. Nogi odmawiają posłuszeństwa. Nie biegnę już tak pewnie, muszę pilnować, by wysoko podnosić stopy. Chwila nieuwagi na wypłaszczeniu i cudem ratuję się przed upadkiem. W myślach zastanawiam się, po co to robię. Po drodze turyści rozmawiają o chłodnych drinkach. Ktoś rzuca, że zasłużył na obiad. Mam ochotę się zatrzymać...

Maraton Karkonoski to jednak tylko przedsmak tego, co dzieje się z organizmem człowieka podczas ultramaratonu. Wtedy biegnie się kilkanaście godzin i jednorazowo pokonuje dwa, trzy razy dystans maratonu. A jednak coraz więcej ludzi decyduje się na start w tych morderczych biegach. Dlaczego?

Przypominam sobie słowa mojego redakcyjnego kolegi Wojciecha Fuska, który zachęcił mnie do startu w Karkonoszach. "To jedna z najgłupszych rzeczy, jakie w życiu zrobiliśmy, i jednocześnie jedno z bardziej fascynujących doświadczeń" - napisał. Jego relacja z Maratonu Karkonoskiego była moim pierwszym kontaktem z biegami górskimi w ogóle. Bieganie po turystycznych szlakach nie mieściło mi się wówczas w głowie. Był sierpień 2011 roku. Dwa miesiące później wystartowałem w swoim pierwszym Biegu pod Górę na Kasprowy Wierch, a w niecały rok od tego wydarzenia pokonałem po raz pierwszy dystans 100 km Biegu 7 Dolin w Beskidzie Sądeckim.

Od tamtego czasu w Polsce liczba biegów na dystansie ultra niemal się podwoiła.

Z Chochołowskiej do Kuźnic

Długi sierpniowy weekend w Tatrach nie dla wszystkich oznaczać będzie spokojny wypoczynek. Utrasi mają już od roku plan, jak spędzić ten czas. 70 km morderczej wspinaczki i czujnych zbiegów po zwodniczych górskich szlakach. Suma przewyższeń - blisko 5 tys. m. I zaledwie 250 zapaleńców. Na tyle osób zgodził się TPN, ale gdyby nie było limitu, lista startujących zapewne podwoiłaby się.

Bieg Granią Tatr startuje w sobotę 17 sierpnia o 4 rano w Dolinie Chochołowskiej i będzie to pierwsza tego typu impreza w historii biegów górskich w naszym kraju. Trasa zawodów biegnie bowiem eksponowanymi terenami grani Tatr Zachodnich, przez Czerwone Wierchy, Kasprowy Wierch, Dolinę Gąsienicową, Krzyżne, Dolinę Roztoki do Kuźnic. Aby tam wystartować, trzeba było udokumentować swoje wcześniejsze starty w ultramaratonach i mieć sporo szczęścia. Chętnych było tak wielu.

Bieganie w górach to już nie moda, to prawdziwe szaleństwo. Ultramaratończyk i skitourowiec Tomasz Gorszko, założyciel sklepu i centrum konsultacji sportowych Trailrun.pl, partner organizowanego po raz pierwszy w tym sezonie zimowym Grand Prix Krakowa w Biegach Górskich, przyznaje, że w każdej z pięciu edycji biegu (co trzy tygodnie) startowało około 230 osób. - Byli to głównie początkujący amatorzy, co pokazuje jednak, jak duże jest zainteresowanie biegami w terenie w samym tylko Krakowie - zauważa Gorszko.

Sześć minut

Coraz więcej osób interesuje się też biegami górskimi. - Na Bieg pod Górę na Kasprowy Wierch lista miejsc zapełniła się w tym roku zaledwie w ciągu 10 minut, tymczasem zawody odbędą się dopiero w październiku. Podobnie z zapisami na Bieg Granią Tatr. Zainteresowanie przeszło najśmielsze oczekiwania organizatorów. Limit miejsc został wyczerpany w sześć minut, a ruch na stronie imprezy był taki, że padł serwer. Biegi górskie cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Tak jest już ze wszystkimi większymi imprezami biegowymi w Polsce - dodaje Gorszko.

Ale Bieg Granią Tatr to coś znacznie więcej niż bieg w trudnym i eksponowanym górskim terenie, to wydarzenie o wysokiej randze. Wie to każdy ceniący się "góral" biegający ultramaratony. Kiedy po raz pierwszy pojawiły się informacje o tej imprezie, całe środowisko przyjęło to z ogromnym entuzjazmem. Tatry to wymagające i owiane legendą góry. Czym jest więc start w biegu ich granią, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

Kiedy na treningach wybiegam się na kolejne odcinki tej trudnej trasy, którą trzeba będzie pokonać w ciągu 17 godzin (trzymając jeszcze limity poszczególnych odcinków), wiem, że łatwo nie będzie. W swojej ocenie nie jestem osamotniony. Znajomy TOPR-owiec Jakub Brzosko nie ma wątpliwości. "Ci, którzy zameldują się na mecie w Kuźnicach, to będą niezłe asy" - napisał na Facebooku po treningowym pokonaniu pierwszego odcinka trasy. Czuję to samo, więc kiedy dzielę się swoimi uwagami z organizatorkami biegu Justyną Żyszkowską i Moniką Strojny, nie przebieram w słowach. One tylko szelmowsko się uśmiechają. - Co zrobić, Tatry - wzruszają ramionami.

- Przeciętny turysta jest w stanie pokonać trasę biegu w dwa, trzy dni. Zawodnicy będą się musieli zmieścić w 17 godzinach. To ogromny wysiłek - podkreśla Monika Strojny.

Organizacja imprezy trwała prawie rok. Bieg Granią Tatr to spore przedsięwzięcie logistyczne. - Na trasie nad bezpieczeństwem zawodników czuwać będzie kilkadziesiąt osób i wolontariusze, w tym ratownicy TOPR, którzy znają doskonale te tereny. Za trasę odpowiada Mariusz Rogus. Bez niego nie byłybyśmy w stanie zorganizować tego biegu. Mamy też lekarzy w schroniskach i bardzo sprawne zaplecze medyczne na trasie, ale liczę na to, że nie będą oni mieli zbyt wiele pracy - dodaje Monika Strojny.

Na trasie pojawi się czołówka naszych "górali" z Magdaleną Łączak i Marcinem Świercem na czele ("Przecież ludzie pierwotni nie biegali po asfalcie. Wracamy do korzeni" - tak Świerc tłumaczy boom na ultramaratony i biegi górskie). Swoich sił spróbuje też m.in. mistrzyni świata w narciarstwie górskim Anna Figura.

Prawdziwe bieganie jest na długich dystansach

Choć to wymagający bieg, ma już godnych sobie konkurentów. Chociażby owianego legendą bieszczadzkiego Rzeźnika, Bieg 7 Dolin, mistrzostwa Polski w biegu 24-godzinnym w Katowicach czy zorganizowany po raz pierwszy w tym roku Bieg Siedmiu Szczytów w Sudetach, najdłuższy w Polsce (215 km).

Kalendarz biegów ultra z roku na rok zapełnia się nowymi imprezami. Coraz trudniej jest połączyć starty z treningami. Ultrasi trenują więc gdzie tylko się da. Nie każdy ma pod ręką prawdziwe góry. Schody wieżowców to dobre miejsce, żeby poćwiczyć podbiegi, ale ani one, ani leśne pagórki czy wzniesienia nie zastąpią prawdziwych gór.

Wie o tym dobrze Magdalena Derezińska-Osiecka, utytułowana skialpinistka i biegaczka górska, trenerka Tatra Running. W Krakowie prowadzi szkółkę biegów w terenie, a w Tatrach profesjonalne obozy biegowe. W wysokiej klasy hotelach i pod okiem najlepszej w Polsce kadry trenerów, dietetyków i specjalistów sportowych biegacze zdobywają cenną wiedzę od czołowych zawodników. To także doskonałe warsztaty motywacyjne. W ofercie m.in. stymulacja hiperbaryczna - nocleg na wysokości 2 tys. m oraz profesjonalne fotografie pamiątkowe. Obłożenie - 100 proc.

W ubiegłym roku na targach Friedrichshafen wszystkie największe firmy outdoorowe zaprezentowały ubiory trailrunningowe. Nawet tacy producenci jak Adidas dostrzegli, że to najszybciej rozwijający się segment na rynku odzieży sportowej, który wzrasta w tempie skokowym.

To, co zmieniło się w ostatnich latach, to to, że sportowego charakteru zawodnikom nie trzeba już tylko zazdrościć. Warunki, jakie stwarzają amatorom firmy z branży okołosportowej, pozwalają pasjonatom na przygotowania podobne do tych, jakie mają zawodowcy. Stawki usług trenera personalnego i dietetyka (najczęściej to ta sama osoba) wahają się od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy miesięcznie. Mimo to zainteresowanie jest olbrzymie.

- Ludzie coraz chętniej inwestują w siebie. Chcą lepiej wyglądać i cieszyć się dobrym samopoczuciem, chętnie rywalizują, startując w ultramaratonach. Tych imprez z roku na rok jest coraz więcej. Zainteresowanie klientów widać oczywiście najbardziej w Warszawie, gdzie rynek rozwija się szybciej i jest bardziej chłonny. Inne miasta zaczynają jednak gonić stolicę - ocenia Jakub Czaja, specjalista ds. żywienia i treningu z Trójmiasta.

Jak podkreśla, jeszcze kilka lat temu nie miałby szans na prowadzenie tak szerokiej działalności jak dziś, a działa obecnie w największych miastach w Polsce i - jak zdradza - zainteresowanie usługami specjalistów jego pokroju stale rośnie. Rekordowe zyski notują także centra rehabilitacji i odnowy biologicznej. Ultrasi wiedzą doskonale, że budowanie kondycji to nie tylko mordercze treningi, lecz także umiejętny odpoczynek.

Na dystansach ultra liczy się jednak siła charakteru. Po 60. km biegnie się już głównie głową. Dystans, zmęczenie, znużenie biegowe - to wszystko da się zagłuszyć, znajdując w sobie motywację. Bo kiedy mięśnie palą, a organizm odmawia współpracy, liczy się już tylko wola walki.

Guru ultrasów Scott Jurek mawia: "Prawdziwe bieganie jest na długich dystansach".

Dawid Hajok