Sport.pl

Nurkowanie. Malina: Stres zapiera dech

Żeby w pełni zrozumieć, o co chodzi, powinieneś czytać ten wywiad na jednym wdechu. Zajmie ci to około pięciu minut. Najlepiej, jeśli zrobiłbyś to w samolocie, który rozpoczął właśnie procedurę lądowania. Kojarzysz to uczucie, kiedy zatyka ci uszy i zaczyna boleć głowa? - Kiedy jestem głęboko, pod wpływem narkozy azotowej czuję, jakbym dryfował w kosmosie - mówi Mateusz Malina, wicemistrz świata we freedivingu.

Freediving to jedna z odmian nurkowania. Bez butli, na wstrzymanym oddechu. Free immersion to jedna z konkurencji, która polega na jak najgłębszym zanurkowaniu bez płetw. Mateusz Malina został w 2011 roku wicemistrzem świata. W greckiej Kalamacie zanurkował na 106 metrów. Niezły wyczyn, jak na chłopaka, który urodził się w górach. W jego Ustroniu nie było nawet basenu. Po liceum postanowił wyjechać do Anglii, by zarobić na nurkowanie. Trzy lata pracował na linii produkcyjnej w fabryce samochodowej. Wrócił, dostał się na studia i okazało się, że w zasadzie każde kolejne nurkowanie, to nowy rekord życiowy...

Dominik Szczepański, Łukasz Wojtkiewicz: Freediverzy mają swoje legendy?

Mateusz Malina: Jest taki film na youtube, gdzie mistrz świata we freedivingu Guillaume Néry stoi na brzegu wielkiej podwodnej studni. Z założonymi rękoma. I nagle skacze. Wideo obejrzano prawie 13 milionów razy. Są miejsca na świecie, gdzie freediverzy są traktowani jak bogowie.

 

Znasz Néry'ego?

Spotkałem go na ostatnich mistrzostwach świata. Kiedy wynurzyłem się z wody po moim rekordowym nurkowaniu widziałem jego wzrok. Ten moment podziwu w jego oczach.

Co praktycznie dało ci wicemistrzostwo świata?

Prestiż. Finansowo nic.

To po co to robisz?

Lubię to uczucie nieważkości pod wodą. I tę ciszę. To coś nowego. Trenowałem kilka innych sportów - siatkówkę, judo, pływanie. W każdym liczyła się adrenalina. A tutaj jest odwrotnie. Stres pod wodą zabiera ci tlen.

Jak wyglądały twoje początki?

Urodziłem się i wychowałem w Ustroniu, czyli najdalej jak mogłem od morza. Kiedy miałem 15 lat, to pojechaliśmy kiedyś z kolegami na basen. Pojechaliśmy, bo u nas w mieście nawet nie było basenu. I zaczęliśmy nurkować. To było zasadzone ziarenko, które miało urosnąć. I minęło osiem lat... W międzyczasie skończyłem liceum i żeby zarobić na freediving wyjechałem do Anglii. Pracowałem przez trzy lata na linii produkcyjnej w fabryce samochodów. Składałem mini coopery. Strasznie ciężka praca. Później przyjechałem na studia do Krakowa. Właśnie kończę automatykę i robotykę na Politechnice. Zacząłem nurkować na pierwszym roku. Wybrałem się na Zakrzówek. Kiedyś była tam kopalnia wapienia, pracował tam nawet nasz papież. Obecnie to miejsce pełni rolę zalanego kamieniołomu, w którym nurkuje dosyć sporo osób z całej Polski.

Pamiętasz to pierwsze głębokie nurkowanie?

To był listopad 2008. Dno znajduje się na 32 metrach. Już za pierwszym razem schodzę prawie do końca. Nagle na 27 metrach wpływam w ciemność. Na tej głębokości znajduje się zawiesina siarkowodoru, która załamuje światło. Nie widziałem końca własnego nosa, nie wiedziałem gdzie jestem. Zawróciłem. W nocy myślałem o tym nurkowaniu i mówiłem sobie, że tam przecież nic nie ma strasznego. W tej ciemności. Następnym razem zszedłem do samego dna.

Skąd wiedziałeś jak nurkować? Kto cię uczył?

Jestem samoukiem. Do tego momentu już prawie wszystko wiedziałem, co powinien wiedzieć początkujący. Z forów internetowych, z filmów instruktażowych. Internet jest tego pełen.

Co było po Zakrzówku?

Na całe wakacje wyjechałem do Egiptu, do Dahabu. Do mekki nurków. Znajduje się tam blue hole, czyli specyficzna jaskinia, która swoją budową przypomina wielką studnię. Otwór ma średnicę 50-60 metrów, a dno znajduje się na głębokości 100 metrów. Zaraz przy brzegu, na wyciągnięcie ręki. Jest osłonięta od prądów. Jak zbiornik w ogródku. Idealne miejsce do nurkowania. Pojechałem tam sam. Na początku nie było różowo. Nie znałem nikogo, a freediving jest specyficznym sportem. Nurkuje się z asekuracją, czyli z partnerem, który obserwuje Twoje ruchy. Reaguje od razu, kiedy widzi coś niepokojącego. Na początku spacerowałem po mieście z monopłetwą, czyli przyrządem, z którym nurkuję. To nasz znak rozpoznawczy. Szukałem freediverów. I w końcu dostrzegłem monopłetwę w jednej z restauracji. Zatrzymałem się i zapytałem czy nurkują. Spojrzeli na mnie i trochę na odczepnego przytaknęli. Okazało się, że byli instruktorami. Jeden z nich miał następnego dnia wolne i zgodził się ze mną nurkować. Szybko okazało się, że potrafię schodzić głębiej niż pozostali. Do Egiptu przyjechałem jako 30-metrowy nurek, a wyjechałem jako 90-metrowy.

Jaka to różnica w treningu?

Przepaść. 30 metrów często studenci osiągają po miesiącu treningów. Do granicy 90 metrów zbliża się tylko kilkunastu ludzi na świecie.

To dlaczego udało się to właśnie tobie? I to po 2 miesiącach?

Myślę, że chodzi o determinację. To sport mentalny. Trzeba być spokojnym i pewnym siebie. Jedynym problemem jest dla mnie wyrównywanie ciśnienia. Tak żeby nie czuć ucisku w uszach. Można żuć gumę, można zatkać nos i próbować dmuchać powietrze. Na początku tylko nurkowałem i w zasadzie za każdym razem biłem swoje życiówki, aż doszedłem do ściany. Teraz trenuję inaczej. Włączyłem trening siłowy. W tygodniu trzy razy chodzę na siłownię, dwa razy na basen.

I chcesz powiedzieć, że nie masz specjalnych fizycznych predyspozycji?

Przynajmniej nic o nich nie wiem. Nie mam specjalnej wydolności. W teście Coopera w liceum poszło mi niespecjalnie. W teście Harwardzkim koledzy z klasy tez mnie pobili. Tutaj liczy się jednak coś innego. Bardzo często osoby nieśmiałe , ze względu na to, że są dosyć spokojne i ciche są bardzo dobre we freedivingu. Często drzemie w nich dużo większy potencjał, niż na to wygląda z zewnątrz. Sam jestem dość nieśmiały. Znam kilku świetnych nurków, którzy też tacy są.

Odżywki, dieta?

Freediving to styl życia, trochę styl życia jogina. Wielu z nas jest wegetarianami, ale to oczywiście nie jest wymagane. Ważne, żeby nurkować na czczo. W kilka godzin po obfitym posiłku nie ma szans na dobry wynik. Kiepsko, jak się odbija głęboko pod wodą.

Co się dzieje z twoim organizmem na głębokości 100 metrów?

Nurkowanie trwa 4-5 minut. Na początku zanurzam się i wykonuję kilkanaście ruchów, by pokonać tzw. pozytywną pływalność, czyli siłę, która mnie wypycha. Po 20 metrach jest najprzyjemniejsza faza. Zaczynam opadać w dół. Zanurzam się w bezruchu z prędkością ok. 1m/s. Jedyne co muszę robić, to wyrównywać ciśnienie. Na dole zawracam i dopiero zaczyna się praca. To najcięższy moment.

”Wielki Błękit” Luca Bessona opowiada o Jacquesie Mayolu, czyli jednej z legend freedivingu. Mayol mówił: Kiedy zejdziesz na dno i odwrócisz się w górę, czujesz wielką rękę natury, która stoi na twojej drodze. Wtedy właśnie dopada cię strach. Czy zdołam wrócić na powierzchnię? Strach jest wrogiem, bo pożera wielkie ilości tlenu; ostatnie trzydzieści metrów to prawdziwa męka, wiedzą o tym tylko ci, którzy tego doświadczyli. Ostatnie dziesięć metrów to jak dziesięć tysięcy. Ból ogranicza nasze możliwości. Jednak najważniejsze nie jest dla mnie bicie rekordów, lecz poczucie jedności z naszą matką - morzem.”

Tak właśnie jest. Muszę pokonać siłę, która wcześniej była moim sprzymierzeńcem, a teraz chce mnie zostawić na dnie. Tam się ważą losy nurkowania. Tam pojawiają się zakwasy. Długie nurkowanie to jak końcówka maratonu. Po nawrocie, kiedy zaczynam płynąć, zaczynam odczuwać zmęczenie mięśni , które stopniowo narasta . Doznaję wazokonstrykcji. Krew z kończyn odpływa do klatki piersiowej i chroni ją przed zgnieceniem. Tlen krąży między witalnymi organami - sercem, mózgiem, wątrobą. Mięśnie mogą pracować beztlenowo. Te zakwasy to najgorsze uczucie pod wodą. Niesamowite zmęczenie w rękach i nogach, które od nawrotu tylko narasta. Jednak nie zgodziłbym się z opisem ostatnich metrów, to wcale tak nie jest. Na tych ostatnich 30 metrach, to już się myśli o wynurzeniu, że najgorsze za nami, a ostatnie 10 metrów pokonuję w bezruchu, gdyż woda sama wypycha mnie na powierzchnię.

Jak wyczuwasz moment, w którym trzeba już odpuścić i wracać?

To nie jest tak, że lina jest puszczona na nieskończoną długość. Dzień wcześniej zakładam sobie głębokość. Ta lina jest właśnie tak długa. Nie mogę zejść niżej, bo jestem przyczepiony rodzajem smyczy. Trochę przypomina uprząż, jaką mają alpiniści, z karabinkami. Ona mnie zatrzymuje.

Na mistrzostwach świata wybrałeś 106 metrów. Skąd miałeś pewność, że ci się uda?

Nigdy wcześniej na zawodach nie zanurkowałem na taką głębokość. Kilka dni wcześniej udało mi się zejść na 103 metry, ale w ekstremalnie trudnych warunkach. Były bardzo silne fale. Morze mnie zalewało. Metr do góry, metr do dołu. Nurkowanie trwało dłużej niż powinno o kilkadziesiąt sekund. Wiedziałem więc, że jak będzie spokojnie, to mam zapas. Mistrz świata zanurkował cztery metry głębiej. Rekord świata to 121 metrów, ale tego nie bije się na zawodach. Tylko na spokojnie, w próbie indywidualnej bądź zawodach do tego przeznaczonych .

Boisz się czasem? Tam, daleko od powierzchni?

Nie, nie czuję strachu.

Miałeś nieprzyjemne momenty pod wodą?

Robiłem duże skoki, każdy trening to w zasadzie był nowy rekord. Szedłem w niepewne. Organizm nie miał czasu się z tym oswoić. A adrenalina nie pomaga w tym sporcie. Przez pierwsze dwa lata denerwowałem się przed zawodami, co później przekładało się na gorsze wyniki, a zdarzyło mi się nawet stracić przytomność na powierzchni. Stres pożera zapas tlenu, zmienia fizjologię organizmu. Serce bije mocniej. Hiperwentyluję się podświadomie, a to wszystko wpływa negatywnie na nurkowanie. Obecnie stres mam już pod kontrolą, choć wciąż jest obecny, ale na szczęście, teraz mam pełną kontrolę w czasie nurkowania nad umysłem co przekłada się na pewniejsze i bezproblemowe wynurzenia.

Na ile procent swoich możliwości planujesz kolejne próby?

Zawsze staram się nurkować w zakresie swoich możliwości. Kiedy zemdlałem, to była głównie przyczyna zmęczenia. Trzy dni z rzędu nurkowałem. W dwóch pierwszych dniach dwa razy na 100 metrów, później 75 metrów w najtrudniejszej dyscyplinie okazało się zbyt wymagające, mimo iż na treningu wykonałem 80 metrów bez problemów. Byłem zmęczony.

O czym myślisz pod wodą?

Ciężko opowiedzieć, co się dzieje w mojej głowie pod wodą. Znajduję się pod wpływem narkozy azotowej. Czuję rzeczy, o których bym nie pomyślał na powierzchni. Dla każdego nurka to indywidualne przeżycie. Często czuję, że dryfuję w kosmosie. Czasami, na początku sezonu czuję, że uczucie paniki powoli wkrada się do mojej głowy. Mówię sobie wtedy: slow down, let it go (z ang. zwolnij, odpuść).

Jakie warunki mają freediverzy w Polsce?

W każdym większym mieście jest jakaś grupa, która uprawia ten sport. Najlepiej do niej dołączyć. Kilka razy w ciągu roku są zawody, minizgrupowania. Warto dużo czytać. Nurkować i liczyć na szczęście. Potrzeba też środków na wyjazdy. Ja na pierwsze starty zarobiłem w Anglii. Po moim wicemistrzostwie świata coś zaczęło się dziać. Teraz wspierają mnie PGE i niewielki producent kamieni naturalnych JP Pilch. Wcześniej sam musiałem zainwestować w siebie. Włożyłem pieniądze i niczego nie oczekiwałem. I tak to często jest w życiu, że kiedy się nie oczekuje, to życie zwraca nam coś dobrego.

Da się z tego wyżyć?

Nie, sponsorzy pozwalają mi się realizować. Wyjechać i nurkować za granicę.

Gdzie jest mekka freediverów w Polsce?

Jezioro Hańcza. Ponad 100 metrów, ale jak ktoś raz spróbuje ciepłych wód, to jeziora mu nie są po drodze.

Jak jesteś odbierany przez środowisko?

Jako człowiek, który doszedł do wszystkiego swoją pracą. Trochę jak człowiek z księżyca, który pojawił się znikąd. Mistrzem świata jest teraz William Trubridge. To inteligentny rywal i zupełni inny człowiek ode mnie. Całe swoje życie poświęcił nurkowaniu. Dorastał na morzu. Jego rodzice sprzedali dom, łódkę i wypłynęli w rejs dookoła świata. Nurkował od najmłodszych lat. Później zobaczył blue hole na Bahamach, jedną z rzadkich studni, która ma dwieście metrów głębokości. Dookoła tylko wzgórze i plaża. Tam się przeprowadził. Przez siedem miesięcy w roku trenuje dzień w dzień. Pozostałe pięć jeździ z wykładami dookoła świata. Nawet nie ma jak nas porównać. Ja studiuję, a to moje hobby. Willliam nie zawsze żył pasją, nie zawsze miał sponsorów. Ale zawsze miał wodę.

Co dalej?

Małysz mówił - chcę dobrze skakać. A ja dobrze nurkować. Potrzebuję zabezpieczenia i pewności siebie, że na pewno będę miał pieniądze na kolejne mistrzostwa świata, które odbędą się we wrześniu 2013 w Grecji.

Komentarze (62)
Nurkowanie. Malina: Stres zapiera dech
Zaloguj się
  • borsuk969

    Oceniono 214 razy 176

    Ha! Zaraz zaczną się komentarze: "a po co mu to?". To tak jakby zadawać pytanie alpinistom czemu wspinają się na góry a oni i tak odpowiedzą: "bo są". Nie piszcie głupich komentarzy tylko zróbcie coś ze swoim życie byście na łożu śmierci nie wspominali że jedyne co wam się w nim udało to kupno nowego smartfona w przecenie czy sportowego Mercedesa.

  • srull

    Oceniono 74 razy 66

    Naprawdę jest niezły! Mnie nurkowanie na taką głębokość zajmuje ponad 50 minut;-) A na poważnie - tu się nie ma co zastanawiać i stawiać pytania - po co? Skoro odkrywamy ludzkie możliwości w innych dziedzinach to czemu nie w tej? W końcu każdy rodzaj sportu polega właśnie na dojściu do własnych granic.

  • lech2011

    Oceniono 69 razy 53

    czapki z głów, podziwiam.
    Zobaczcie film "Wielki błękit", film świetny, a sport wyjątkowo extremalny

  • stilonek

    Oceniono 66 razy 40

    widzę, że nastąpił wysyp forumowych kozaków, tyrających pana Mateusza. JP, ludzie nie ogarniam was. o ch wam chodzi? koleś krzywdzi kogoś postronnego, rozpierdziela państwową kasę na swoje hobby, czy jaki ch? po co więc te polaczkowate smuty tu sadzicie. idźcie jeść zalatujący bigos i kwaśną warzywną sałatkę zapijając ciepłą wódą bez zapitki w ramach waszej akcji hardcorowy super hiper gościu po świętach. może red bull was zasponsoruje. ale raczej pasujecie pod zbyszko 3 cytryny do ch!

  • fuszi

    Oceniono 37 razy 21

    Robiąc byle co, stajesz się byle kim. Godne pozazdroszczenia, trzymam kciuki za ten projekt na życie.

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 37 razy 9

    A ja jestem mało sprawna, mam astmę, chociaż nigdy w życiu nie paliłam peta, mam małą pojemność płuc i nie potrafię wytrzymać bez oddechu nawet minuty... :(

  • dyfly

    Oceniono 24 razy 8

    Szacunek dla tego goscia ale nie wierze ze regularne wstrzymywanie oddechu na tak dlugo nie ma negatywnego wplywu na zdrowie. Poprosze o kolejny wywiad z Mateuszem za 20 lat.

  • fajny-michal21

    Oceniono 4 razy 4

    Mateusz, trzymam kciuki i życzę powodzenia

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX