Triathlon. Rasmus Henning: Bądź twardy

Rasmus Henning

Rasmus Henning (Rasmus Henning)

- Wayne Gretzky powiedział kiedyś: nie trafiasz 100 proc. strzałów, których nie oddajesz. I o to chodzi w sporcie - powiedział Rasmus Henning, jeden z najlepszych triathlonistów na świecie.

Dwukrotnie reprezentował Danię na Igrzyskach Olimpijskich - w Atenach w 2004 roku był siódmy, w Pekinie w 2008 zajął ósme miejsce. Henning to również Mistrz Europy z 2004 roku. W Warszawie wziął w listopadzie udział w konferencji ''3razyTAK'', gdzie opowiadał o życiu triathlonisty.

- Załóżmy, że woda ma 99 stopni. Jeśli włożysz rękę, to poparzysz się. Ale przy 100 stopniach woda wrze. Niby tylko jeden stopień, ale obserwujemy całkiem inną reakcję. Ja szukam właśnie tego jednego stopnia, tego który robi różnicę. To moja mantra - powiedział Rasmus Henning.

Fotokomórka

Olimpijski triathlon to 1,5 km na basenie, 40 km na rowerze i 10 km biegu. Podczas ostatnich igrzysk w Londynie na metę równocześnie wpadły Szwajcarka Nicola Spirig i Szwedka Lisa Norden (obie 1:59:48), a o zwycięstwie rozstrzygnęła fotokomórka. Ostatecznie złoto przypadło Spirig, a brąz zdobyła Australijka Erin Densham (1:59:50).

- W basenie trzeba pilnować czołówki. Jeśli ci uciekną, to po robocie. Na rowerze ważna jest dobra technika. Jeśli słabo jeździsz, to stracisz za dużo energii. Ale najważniejszy jest bieg. Tutaj wszystko się decyduje - komentuje rywalizację Henning.

760 km na rowerze

- Tyle jeździłem tygodniowo, by przygotować się do zawodów Ironman. Do tego pływałem po 29 km i biegałem po 78. Jeden dzień w tygodniu miałem wolny. Cieszę się, że nie rozwiodłem się podczas mojej kariery - śmieje się Henning.

Duńczyk w którymś momencie swojego życia uznał, że zwykły triathlon to już za mało dla niego. Postanowił się przygotować do najtrudniejszych zawodów świata - Ironmana. Dystanse różnią się od olimpijskich - 3,8 km na basenie, 180 km na rowerze i na koniec maraton.

- Tutaj liczy się przede wszystkim wytrzymałość. Kiedy zaczynasz biec maraton, sporo zawodników idzie za mocno. Mijam ich później na trasie i widzę jak wymiotują na poboczu. Wysiłek musi być równomierny - tłumaczy Henning.

Złamana ręka

W 2009 roku postanowił wziąć udział w najbardziej znanych zawodach Ironman na Hawajach. Przygotowania szły świetnie. Na kilka dni przed wylotem na Hawaje, Henning wrócił do rodzinnej Danii.

- Wziąłem rower i w ramach treningu chciałem trochę pojeździć. Było ślisko. Przewróciłem się. Ręka zaczęła mi puchnąć. Zrobiłem prześwietlenie. Lekarz powiedział mi, że mam złamaną rękę i że z Ironmana nic nie wyjdzie. Nie dałem za wygraną. Ofiara powiedziałaby to mnie przerasta. Bohater - jestem za twardy żeby odpuścić. Pojechałem na Hawaje. Wayne Gretzky mówił kiedyś - nie trafiasz 100 proc. strzałów, których nie oddajesz - opowiadał w Warszawie Henning.

Duńczyk wystartował ze złamaną ręką i zajął rewelacyjne piąte miejsce.