Sport.pl

Michał Ligocki: sam jestem swoim największym rywalem

Jest czołowym polskim snowboardzistą, najlepiej czuje się w konkurencji half-pipe, nadchodzący sezon to dla niego przede wszystkim walka o kwalifikację na IO w Sochi. Michał Ligocki z końcem września wrócił ze zgrupowania w nowozelandzkiej Cardronie, gdzie walczył o pierwsze punkty w rankingu FIS. - Wyjazd ogólnie uważam za bardzo owocny i idealny na rozjazd przed zimą zbliżającą się wielkimi krokami do naszej północnej półkuli - przekazał zawodnik teamu Burn.

Polacy walczą o kwalifikację na IO w Sochi! Podyskutuj o tym na Facebooku

Pożegnanie z Nową Zelandią

michał ligocki, burn, snowboard

- Ponad 40 dni w tym roku spędziłem w Nowej Zelandii i muszę stwierdzić, że był to wyjazd na szkolną czwórkę. Głównie z powodu pogody. Często wiało, była mgła i chmury. Kilka dni było za milion dolców, a dwa nawet ze świeżym śniegiem. Mimo tych ciężkich warunków staraliśmy się jeździć prawie codziennie, do czego ciągnęła nas przedsezonowa mocna zajawa no i team jakim tam byliśmy też działał bardzo motywująco. (...) Jeździłem sporo w pajpie, popołudniami przenosiłem się na skocznie, a jak pogoda nie pozwalała ani na jedno ani na drugie to z braku alternatyw próbowałem sobie raile, które w Cardronie miażdżyły system. Wyjazd ogólnie uważam za bardzo owocny i idealny na rozjazd przed zimą zbliżającą się wielkimi krokami do naszej północnej półkuli. Teraz powrót do rzeczywistości i oczekiwanie na pierwszy wypad na lodowiec, co myślę nastąpi niebawem - relacjonował Michał Ligocki po powrocie ze zgrupowania.

michał ligocki, burn, snowboard

W Nowej Zelandii trenowałeś nie po raz pierwszy. To dość popularny spot wśród miłośników białego szaleństwa. Dlaczego właśnie to miejsce przyciąga czołowych snowboardzistów?

W tym okresie (sierpień - wrzesień) nie ma nigdzie na świecie tak dobrych warunków do freestylu, jak w Nowej Zelandii. Na półkuli północnej sezon zaczyna się już początkiem października, kto nie pojedzie do Nowej Zelandii to zamiast od początku sezonu na północy jeździć już na całego, to się dopiero będzie rozjeżdżał, kiedy Ci co byli w Nowej Zelandii szlifują już najtrudniejsze triki i uczą się nowych.

michał ligocki, burn, snowboard

Jakie cele postawiłeś sobie w związku z tym zgrupowaniem?

Głównie chciałem się rozjeździć, znów poczuć komfort na desce, przypomnieć sobie wszystkie moje triki i jak by wszystko było dobrze, to spróbować nowych. Niestety, z tym ostatnim, pogoda trochę pokrzyżowała plany.

Wspominałeś kiedyś, że najlepsze warunki treningowe panują w USA. Czym więc różnią się tamtejsze spoty od tych nowozelandzkich? Czy w Polsce są miejsca, które spełniają Twoje wymogi?

Niestety w Polsce nie ma żadnego half-pipe'u i nigdy nie trenowałem tej konkurencji u siebie w kraju tylko zawsze musiałem wyjeżdżać w dalekie podróże. Sytuacja ze snowparkami trochę się poprawia. W tym roku może już będzie kilka dobrych, po cichu liczę na Szczyrk, Gubałówkę, Witów, Białkę. Co do różnicy między snowparkami w USA a Nowej Zelandii, to te w Stanach są dużo większe, przez co ciekawsze i lepsze. Ale, tak jak powiedziałem w pierwszym pytaniu, na północnej półkuli nie ma dobrej jazdy w sierpniu i wrześniu.

michał ligocki, burn, snowboard

Trening snowboardowy zimą to głównie jazda na desce. A jak trenujesz latem? Od ubiegłego roku planowałeś m.in więcej surfować.

Planowałem więcej surfować i dalej planuję. Niestety od mojego ostatniego wypadu na surf do Maroka nie miałem okazji nic popływać.

Jakie ćwiczenia pomagają Ci w szlifowaniu tricków? Podobno skaczesz na batucie.

Tak batut dużo pomaga w opanowaniu trików i w nauce nowych. Ostatnio również przekonałem się w nauce nowych trików próbując je najpierw skacząc do wody.

Rotacje, widowiskowe ewolucje to przede wszystkim wielkie skocznie i ogromna prędkość. Jak radzisz sobie z lękiem?

Lęk ni jak nam nie pomaga. Można się lekko bać najeżdżając na skocznie, ale mimo wszystko trzeba być pewnym tego co się robi. Inaczej to się może źle skończyć. Tak więc, zamiast się bać robię to w czym czuję się pewnie z małą dawką lęku, która jest bardziej dreszczykiem emocji.

michał ligocki, burn, snowboard

Przed Tobą walka o kwalifikację olimpijską na IO w Sochi w 2014 roku. Kogo postrzegasz za swojego największego rywala w drodze po bilet na igrzyska?

Około 200 snowboardzistów będzie się starać dostać na IO w HP, a pojedzie nas tam tylko 40. Ja sam jestem swoim największym rywalem. Jeżeli będę miał dobre przejazdy na pucharach świata w tym i następnym sezonie to na IO jest spora szansa, że pojadę.

Czy zauważyłeś różnice w szkoleniu polskiej kadry od tego, jak trenują zagraniczni zawodnicy? Jakie Twoim zdaniem są nasze atuty a jakie bolączki?

Atutów to raczej nie mamy żadnych, chyba że motywacja i chęć dążenia do celu. Żeby trenować w HP zawsze musimy wyjeżdżać, to do Szwajcarii, Francji, USA czy Nowej Zelandii i płacić duże za to pieniądze. Zagraniczne teamy są obstawiane przez całe sztaby szkoleniowe (dwóch trenerów, serwisman, fizjoterapeuta, doktor, do tego dietetyk, trenero od przygotowania wszechstronnego). My jeździmy tylko z jedną trenerką.

michał ligocki, burn, snowboard

Z myślą o olimpijskich zmaganiach, jak wygląda Twój harmonogram startów na nadchodzący sezon?

W tym sezonie będę mam zaplanowane już tylko 5 startów:

20-22.12 Park City, USA

9-13.2013 Cooper, USA

10-17. 2013 Sochi, RUS

18-25. 2013 Sierra Nevada, SPA

i jedne mistrzostwa Świata w Kanadzie 19.01.2013

Więcej o Michale Ligockim możesz znaleźć na oficjalnej stronie snowboardzisty lub na blogu.