Gutkowski: Cel numer jeden to Vendée Globe

Zbigniew Gutkowski

Zbigniew Gutkowski (fot. Robert Hajduk)

- To są wyjątkowe regaty, nie znam drugiej imprezy sportowej, na którą przychodzi o szóstej rano pół miliona ludzi - mówi Zbigniew Gutkowski, najlepszy polski żeglarz, który całą energię skupia na przygotowaniach do regat Vendée Globe w 2016 roku.

Rok 2015 Gutkowski miał rozpocząć od startu w Barcelona World Race 2014/2015. Niestety, mimo wywalczenia kwalifikacji, Polak zrezygnował ze startu w Barcelonie z powodów finansowych, więc 2015 rok w całości podporządkuje przygotowaniom do najsłynniejszych regat świata, odbywających się co cztery lata Vendée Globe (regaty solo, dookoła Ziemi trasą z zachodu na wschód, bez zawijania do portu i bez pomocy z zewnątrz).

Łukasz Wojtkiewicz: Jak wiele zabrakło, żeby wystartował Pan w Barcelona World Race 2014/2015?

Zbigniew Gutkowski: Dużo i mało, zależy jakie kategorie przyjmiemy. Zabrakło na wanty i żagle, czyli jakieś pół miliona euro. Ale gdyby spojrzeć na to, ile kosztuje nowy sprzęt, to nie jest tak wiele.

Wróci Pan jeszcze do Barcelony?

To nie są najważniejsze regaty, najważniejszy jest Vendée Globe w 2016 roku i na tym się skupiam. Ale jeśli ta impreza w Barcelonie się powtórzy, to bardzo bym chciał w niej uczestniczyć. Pytanie, czy dojdzie do jej następnej edycji.

Czy ta sytuacja z Barceloną jeszcze Pana denerwuje?

Nie ma sensu tego rozpamiętywać. Życie sportowca jest pełne wzlotów i upadków. Skupiamy się nad tym, co przed nami. Jest jeszcze parę rzeczy do zrobienia, przede wszystkim trzeba przystosować jacht do nowego sezonu. Jest sporo zmian technicznych na kolejny cykl mistrzostw świata. Dołożyli nam hydrofoile, czyli takie skrzydła, które liftują łódkę do góry.

Jakie jeszcze zmiany na nowy sezon?

Przede wszystkim uciekamy z wagą jeszcze bardziej, jachty będą lżejsze. No i te hydroskrzydła, które można kojarzyć np. z takich starych wodolotów. Będziemy to instalowali, żeby jacht był jeszcze szybszy. Nawet o 50 procent.

2015 rok to przede wszystkim Regaty Transat Jacques Vabre, gdzie w 2013 roku zajął Pan siódme miejsce. Główny cel to poprawa tej pozycji?

Jasne, chce ją poprawić, ale dla mnie to przede wszystkim szansa na sprawdzenie sprzętu i sprawdzenie siebie w rywalizacji z Francuzami, którzy są numerem jeden na świecie. I to jest jedyna okazja, by zobaczyć, gdzie się znajdujemy. To test, czy łódka jeszcze nadaje się do ścigania z najlepszymi, czy trzeba budować nową.

Na razie czekam na informacje od biura, które wykonało moją łódkę, czy jest możliwość zainstalowania tych hydroskrzydeł. Jak to będzie pracowało w porównaniu do nowych łódek. Jeśli będziemy mieli konkurencyjną łódkę, to oczywiście atakujemy podium. Poza tym te regaty to dobry moment na testowanie nowinek technicznych. Ich jest mnóstwo, one są poukrywane, nikt o tym nie wie, to jest takie laboratorium przed głównym wyścigiem.

A dalsze plany?

Generalnie plan jest taki, że jacht zrzucimy do wody w okolicach końca kwietnia. W czerwcu wyruszamy z Gdańska, płyniemy z Volvo do Geteborga na metę Volvo Ocean Race. Następnie skupiamy się na Transat Jacques Vabre. Potem zobaczymy - jeśli będziemy dysponować odpowiednim budżetem, to zostajemy we Francji i przerabiamy łódkę. W kontekście Vendee Globe, jeśli np. połowa załóg nie znajdzie funduszy na te skrzydła, być może organizatorzy podzielą flotę na dwie konkurencje: ze skrzydłami i bez. To rozwiązałoby problemy teamów, które mają mniejsze budżety.

Vendée Globe kojarzą mi się z igrzyskami. Są co cztery lata, wszyscy zbierają siły właśnie na nie.

Dokładnie. Ta impreza jest przede wszystkim o tyle ciężka, że tam nie ma możliwości naprawy łódki i to jest duże ryzyko. Statystyki mówią same za siebie - 30 procent floty kończy regaty. To są wyjątkowe regaty, nie znam drugiej imprezy sportowej, na którą przychodzi o szóstej rano pół miliona ludzi, by zobaczyć start łódek. Miasteczko regatowe odwiedziło półtora miliona ludzi. To jest naprawdę dobrze rozkręcona machina medialna, pod względem popularności ostatnia edycja dwukrotnie przebiła Tour de France.

Czuje Pan, że w Polsce też rośnie zainteresowanie żeglarstwem?

Rośnie, ale zanim świadomość zmieni się na tyle, by inwestycje były na porównywalnym poziomie jak np. we Francji, minie jeszcze z dekada. Teamy, które stają na starcie Vendée Globe, by wygrać, dysponują budżetami rzędu 10-12 mln euro. Ale czuć tę zmianę też u nas, możliwości sponsoringowe polskich firm są większe, media interesują się tym tematem bardziej, krok za krokiem idziemy w dobrym kierunku. Udział sponsora w takim projekcie to jasny sygnał, że jest liderem w swojej branży.

Na pewno byłoby łatwiej o rozgłos medialny, gdyby regaty dało się lepiej pokazywać. Ludzie chcieliby zdjęć ze środka sztormu, ale ciężko wrzucać wtedy fotki na Facebooka.

Dokładnie, ale mam na rozwiązanie. Jeśli wszystko się uda, to plan jest taki, żeby zainstalować kamery, którymi można sterować zdalnie. Tak, by można było nadawać online cały czas. Wtedy ktoś mógłby je obsługiwać z zewnątrz. To jest przede wszystkim kwestia połączenia internetowego, które było okropnie drogie, ale teraz pojawiły się nowe możliwości i jest szansa, że za 70 tysięcy euro można wykupić taki pakiet, by być cały czas online w czasie regat. Wtedy odbiorcy mogą podejrzeć, co się dzieje, czy akurat śpię, czy jestem aktywny. Sam jestem ciekaw, jakby coś takiego się sprawdziło. W końcu mamy w Polsce 2 mln patentów żeglarskich, więc ludzie się tym interesują.

Na ile procent na tę chwilę ocenia Pan szansę na start w Vendée Globe?

50 na 50. Mamy kwalifikację, mamy też jacht, ale to nie znaczy, że tam wystartujemy na sto procent. Jeśli nie uda się zgromadzić wszystkich elementów, by jacht był gotowy do rywalizacji na najwyższym poziomie, to nie będziemy się tam pchali. Sam start nas nie satysfakcjonuje, chcemy osiągnąć dobry wynik. Zawsze trzeba się ścigać o pierwsze miejsce. Polski team jest gotowy do walki o pełną pulę w ekstremalnych wyścigach oceanicznych. Zainteresowanie kibiców rywalizacją jest ogromne, dlatego wierzę, że podmioty, które chcą promować się poprzez sport, zwrócą uwagę w działaniach marketingowych na tę grupę odbiorców. Mam wrażenie, że w naszym kraju nie jest ona wciąż odpowiednio zagospodarowana.