Sport.pl

Zobacz, jak Adam Bielecki zdobywał szczyt K2. 'Stromo, wysoko, lawiniasto, końca nie widać! Co za przeklęta góra!' [WIDEO]

- Jesteeeem na szczycie K2! Huraaaa! Ale było k... ciężko! Zaraz się popłaczę. Nie wiem czy ze szczęścia, czy ze zmęczenia - krzyczał do kamery niezwykle wyczerpany, ale szczęśliwy Adam Bielecki, który 31 lipca zdobył szczyt K2. Czy razem z uczestnikami zimowej wyprawy zdoła powtórzyć ten wyczyn również w marcu?

- Jadąc na K2, miałem tremę. Góra była wielka, stroma, piękna. Od razu widać, że nie da się na nią po prostu wejść. Trzeba się wspiąć. Mało któremu himalaiście udało się ją zdobyć za pierwszym razem - pisał o swojej pierwszej wyprawie na drugi szczyt świata Adam Bielecki w swojej książce "Spod zamarzniętych powiek".

31 lipca 2012 Bielecki podczas swojej trzeciej wyprawy na ośmiotysięcznik, bez używania tlenu z butli, tyszanin spełnił swoje kolejne wielkie marzenie. Wejścia dokonał Drogą Abruzzi, tą samą, którą obecnie wspina się wyprawa, kierowana przez Krzysztofa Wielickiego. Wcześniej dokonała tego Wanda Rutkiewicz w 1986 roku.

Adam Bielecki i Marcin Kaczkan w obozie II Adam Bielecki i Marcin Kaczkan w obozie II Fot.: PHZ

Organizm na skraju wyczerpania

W wyprawie zakończonej sukcesem uczestniczył również Marcin Kaczkan, który razem z Bieleckim działa obecnie na K2. Atak szczytowy rozpoczęli 29 lipca. Po opuszczeniu bazy doszli najpierw do obozu pierwszego na wysokości 6000 m. Dzień później w południe osiągnęli "trójkę" usytuowaną na 7400 m. Po kilkugodzinnej regeneracji, około godz. 22 ponownie wyszli w kierunku wierzchołka. 31 lipca około 5 rano na wysokości 8000 m Kaczkan postanowił zawrócić do obozu trzeciego.  

Na kanale Adama Bieleckiego na YouTube można znaleźć niesamowite wideo z końcówki ataku szczytowego na K2. Ma już ponad 665 tys. wyświetleń. W materiale możemy zobaczyć nie tylko piękne widoki, ale przede wszystkim ogromne trudności, jakie przeżywał wówczas 29-letni wspinacz na wysokości powyżej 8000 m. Jego organizm był na skraju wyczerpania.

"Zamiast się wspinać, to stoję w kolecje jak jakiś debil"

Do tego w okolicach 8200 m doszło do kuriozalnego momentu. Drogę na szczyt zablokowała komercyjna grupa wspinaczy, kierowana przez Nepalczyków z firmy Seven Summit.  - Sytuacja jest idiotyczna. 6 rano. 8300 m. Ładny czas, ładna wysokość. Świetnie się czuję. Chciałbym szybko pójść do szczytu i szybko stąd uciekać, ale przed nami jest potężny korek, który się w ogóle nie posuwa. Nie wiadomo, czy ich wyprzedzać bokiem, w sumie teren nie jest trudny. Wszyscy wiszą na cienkiej, 5 mm linie, która i tak nie ma szans ich utrzymać. Jakiś kompletny surrealizm. Nad nami wisi serak. Przynajmniej pogoda jest piękna, ale w ogóle mi się to nie podoba. Zamiast się wspinać, to stoję w kolejce jak jakiś debil. Idiotyczna sytuacja.  - denerwował się Bielecki.

W swojej książce jeszcze bardziej szczegółowo opisał ten trudny moment. "Czułem, jakby moje płuca zastąpiono bezużytecznymi skrzelami. Byłem na skraju wydolności oddechowej".

"Jestem na krawędzi wydolności oddechowej"

Mimo coraz trudniejszych warunków Bielecki walczył dalej. - Coś niesamowitego. Jestem na krawędzi mojej wydolności oddechowej. Nawet jak stoję, to brakuje oddechu. Nie wiem, czy będę w stanie powiedzieć cokolwiek ze szczytu. Stromo, wysoko, lawiniasto, końca nie widać. Co za przeklęta góra! - mówił do kamery tuż przed wejściem na wierzchołek.

Skazaniec na katordze

O godz. 10.30 Bielecką stanął na drugim szczycie świata. - Gdyby to nie było K2, to chybabym zawrócił. Nawet gdy przystawałem, żeby odpocząć, to i tak nie byłem w stanie uspokoić oddechu. Pojawiły się chmury, śnieg zrobił się miękki, końcówkę drogi pokonałem prawie na czworakach. Z różnych źródeł wiedziałem, czego mogę się spodziewać w Bottleneck i na trawersie, ale nigdzie nie wyczytałem, że to cholerne pole podszczytowe ciągnie się w nieskończoność. Skupiałem się na wyrabianiu normy kroków. Dwanaście kroków w serii to minimum. Łajałem się ostro, jeżeli tylu nie zrobiłem. Gdy udawało mi się dobić do piętnastu, to byłem z siebie bardzo dumny. Nieosiągalną granicą było dwadzieścia kroków, po dwa wdechy i wydechy na każdy. Po raz pierwszy pojawiła się niebezpieczna myśl: po co się tak męczyć? Czułem się jak skazaniec na katordze. Te ostatnie dwie metrów zajęło mi ponad dwie godziny - opowiada szczegóły ataku w książce "Spod zamarzniętych powiek".

Poniżej wideo z niecenzuralną euforią Bieleckiego na szczycie K2:

O godz. 13.30 był już z powrotem w "trójce" i razem z Kaczkanem kontynuowali zejście. O 17.30 zameldowali się w obozie pierwszym, a 1 sierpnia po południu dotarli do bazy.

Wspinaczka na K2 Wspinaczka na K2 fot. Denis Urubko/PHZ

Co się dzieje na ścianie K2?

Warunki na K2 zmieniają się z godziny. Po kilku dniach gorszej pogody, która zamknęła wyprawę w bazie, otwiera się kolejna szansa na aklimatyzację wysokościową. Wiele wskazuje na to, że w sobotę zespoły ponownie ruszą na ścianę K2. Czasu na zakończenie ekspedycji jest coraz mniej. Wyprawa kierowana przez Krzysztofa Wielickiego na zdobycie szczytu ma już tylko 17 dni. Do zrealizowania celu potrzebne będą minimum dwa okna pogodowe. Pierwsze na aklimatyzację, drugie na atak szczytowy. Celem dla większości z himalaistów będzie dotarcie do obozu trzeciego na wysokości 7450 m i spędzenie tam jednej lub dwóch nocy. Dopiero potem może nastąpić atak.

Historyczna szansa

K2 było atakowane zimą tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 r. próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 r. ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła progu 7650 m.

W polskiej wyprawie nadal biorą udział: Krzysztof Wielicki, Janusz Gołąb, Dariusz Załuski, Adam Bielecki, Marcin Kaczkan, Artur Małek, Marek Chmielarski, Piotr Tomala, Maciej Bedrejczuk i Piotr Snopczyński.