Andrzej Bargiel w wielkim stylu pobił rekord Śnieżnej Pantery. Narty rewolucją w alpinizmie [ZDJĘCIA]

Andrzej Bargiel, narciarz, himalaista, ratownik TOPR, pobił 17-letni rekord Śnieżnej Pantery. Wcześniej na pięć siedmiotysięczników najszybciej, bo w 42 dni, weszli Rosjanie Denis Urubko i Andriej Mołotow. Bargiel dokonał tego w 30 dni.
Śnieżna Pantera - pięć siedmiotysięczników Śnieżna Pantera - pięć siedmiotysięczników fot. Marcin Kin

Narty kluczem do pobicia rekordu

Do tytułu Śnieżnej Pantery zaliczanych jest pięć siedmiotysięczników: leżący w Pamirze Pik Lenina (7134 m n.p.m.), wznoszący się w Tadżykistanie Pik Korżeniewskiej (7105 m n.p.m.) i najwyższy szczyt tego kraju, a niegdyś także całego byłego ZSRR, Pik Komunizma (7495 m n.p.m.),  leżący na granicy Kirgistanu z Chinami najwyższy szczyt gór Tien-szan Pik Pobiedy, czyli Szczyt Zwycięstwa (7439 m n.p.m.) oraz najwyższy szczyt Kazachstanu Chan Tengri (7010 m n.p.m.).

Przed wyprawą Bargiela, rekord prędkości w osiągnięciu Śnieżnej Pantery należał do Rosjan, Denisa Urubki i Andrieja Mołotowa, którzy w 1999 r. weszli na wszystkie pięć szczytów w ciągu 42 dni. Andrzej Bargiel chciał tego dokonać w ciągu miesiąca.

Andrzej BargielAndrzej Bargiel fot. Marcin Kin

Kim jest Bargiel?

Wygrał w 2010 r. zawody Elbrus Race i ustanowił niepobity do dziś rekord świata w biegu na najwyższy szczyt Kaukazu. Wcześniej był trzykrotnym mistrzem Polski w skialpinizmie i trzecim zawodnikiem Pucharu Świata w tej dyscyplinie. Jako pierwszy Polak zjechał na nartach bez ich odpinania z ośmiotysięcznego wierzchołka - Sziszapangmy Centralnej. W 2014 r. pobił kolejne rekordy szybkości na ośmiotysięczniku Manaslu, zarówno na drodze w górę, jak i w dół (zjeżdżając na nartach większą część trasy).

W ubiegłym roku jako pierwszy człowiek na świecie zjechał na nartach z Broad Peaku aż do podstawy ośmiotysięcznika leżącego w Karakorum.

Pik Lenina Pik Lenina fot. Marcin Kin

Pik Lenina

Zaczęło się od Szczytu Lenina, bardziej znanego pod oryginalną rosyjską nazwą - Pik Lenina. Wierzchołek położony jest w Górach Zaałtajskich, w północnym Pamirze, na granicy kirgisko-tadżyckiej. Od 10 lat w Tadżykistanie funkcjonuje pod zmienioną nazwą Szczytu Awicenny, upamiętniającą perskiego naukowca, jednak to miano nie przyjęło się powszechnie. Wejścia na szczyt od strony tadżyckiej należą zresztą do rzadkości.

16 lipca Andrzej Bargiel wszedł na wierzchołek i zjechał z niego na nartach. Tym samym pierwszy etap wyprawy po Śnieżną Panterę został zaliczony. Etap, który sam skialpinista uznawał dopiero za aklimatyzację przed kolejnymi wyzwaniami.

Wejście na Pik Lenina uruchomiło też zegar, który odliczał czas na zdobycie pozostałych czterech siedmiotysięczników.

Andrzej Bargiel w drodze w góręAndrzej Bargiel w drodze w górę fot. Marcin Kin

Trudne warunki

Plan szybkiego wyjścia z bazy na szczyt i zjazdu na nartach w czasie poniżej 12 godz. pokrzyżowały warunki atmosferyczne, które opóźniły wcześniej o dobę atak szczytowy.

Pik Lenina, choć technicznie najłatwiejszy z piątki szczytów zaliczanych do trofeum Śnieżnej Pantery, uchodzi za dość niebezpieczny pod względem lawinowym.

Bargiel wyruszył o 20. czasu lokalnego z bazy do obozu III, z którego po przerwie i krótkiej drzemce od 5. rano kontynuował marsz w kierunku szczytu. Poruszał się na nartach z fokami, które ułatwiały podejście w świeżym śniegu. Po drodze minął kilka osób, jednak przez większą część drogi samemu musiał zakładać ślad i torować drogę na liczący 7134 m n.p.m. najwyższy szczyt kirgiskiego Pamiru.

Zameldował się na wierzchołku o 9., po czym o 11. zjechał na nartach do bazy. Zjazd ze względu na dość duże niebezpieczeństwo lawinowe był bardzo ostrożny.

Nie było czasu na odpoczynek, tuż po powrocie Andrzeja ze szczytu zaczęło się pakowanie, wymarsz i wyjazd do tadżyckiego Pamiru, pod szczyty którego Andrzej wraz z teamem dotarli helikopterem.

Andrzej Bargiel na zboczach Piku LeninaAndrzej Bargiel na zboczach Piku Lenina fot. Marcin Kin

Wcześniej Pik Kaufmanna

Liczący 7134 m n.p.m. Pik Lenina był do rozpadu ZSRR jego trzecim co do wysokości szczytem Związku. Uchodzi za jeden z najłatwiejszych siedmiotysięcznych szczytów świata przez co obok leżącej w Chinach Muztag Aty należy też do najpopularniejszych. Z pewnością historia żadnego tak wysokiego szczytu świata nie notuje tylu wejść na wierzchołek.

Szczyt odkrył w 1871 r. i opisał rosyjski podróżnik, geograf, badacz Azji Środkowej, Aleksiej Fedczenko. Jego nazwiskiem nazwany został później położony w Tadżykistanie najdłuższy lodowiec Pamiru i całej Azji. Fedczenko nadał też pierwszą nazwę ''Szczyt Kaufmanna'' odkrytej przez siebie górze. Dopiero we wrześniu 1928 r., cztery lata po śmierci Włodzimierza Ilicza Lenina, została ona przemianowana na cześć wodza rewolucji październikowej.  Rosjanie nie uczcili jednak przywódcy pierwszym wejściem na szczyt, którego tego samego roku dokonała wprawdzie sowiecko-niemiecka wyprawa naukowa. Na wierzchołku wówczas jeszcze Piku Kaufmanna stanęli jednak jedynie dwaj Niemcy Karl Wien (zginął w 1937 r. wraz z towarzyszami w lawinie seraków na Nanga Parbat) i Eugen Allwein oraz Austriak Erwin Schneider.

Był to wówczas najwyższy szczyt osiągnięty przez człowieka. Dopiero sześć lat później zdobyli go Rosjanie Witalij Abałakow (słynny alpinista i wynalazca, m.in. pomysłodawca nowego sposobu asekuracji we wspinaczce lodowej, tzw. ucha Abałakowa), Kasian Czernucha i Iwan Łukin.

Andrzej Bargiel z polską flagąAndrzej Bargiel z polską flagą fot. Marcin Kin

Pierwsze polskie wejście

Pierwszymi Polakami na szczycie była grupa 7 wspinaczy uczestniczących w zorganizowanej przez Federację Alpinizmu ZSRR w 1967 r. międzynarodowej alpiniadzie (Stanisław Biel, Eugeniusz Chrobak, Piotr Młotecki, Andrzej Sobolewski, Zbigniew Staszyszyn, Ryszard Szafirski, Adam Zyzak). Od tego czasu osiągnęły go dziesiątki polskich alpinistów i narciarzy. Dziś trudno już znaleźć informację, kto zjechał ze szczytu na nartach jako pierwszy, miało to miejsce przed co najmniej 50 laty.  Wśród tych, którzy z niego zjechali, byli także Polacy, m.in. Kris Lizak i Olek Ostrowski (północną ścianą w 2012 r.).

Normalna droga na wierzchołek prowadzi od 1954 r. przez liczący ponad 6100 m Pik Razdzielna. Nie przedstawia ona niemal żadnych trudności technicznych, należy pamiętać jednak, że nawet łatwy szczyt tej wysokości nie jest całkowicie pozbawiony trudności, a tym bardziej bezpieczny. Oprócz samej wysokości, wejście utrudniają zmienne warunki pogodowe i silne wiatry. Bywa też ono niebezpieczne ze względu na lawiny.

Na Piku Lenina zdarzył się najtragiczniejszy wypadek lawinowy w dziejach alpinizmu. Wieczorem 13 lipca 1990 r. wywołana przez trzęsienie ziemi lawina zmiotła położony na wysokości 5300 m obóz zwany Patelnią i pogrzebała przebywających w namiotach 43 alpinistów, nie tylko z byłego ZSRR, ale też z m.in. Czechosłowacji, Szwajcarii, Izraela.  W 1974 r. cała radziecka ośmioosobowa wyprawa kobieca zmarła w założonym powyżej 7000 m obozie w wyniku nagłego pogorszenia pogody. Pik Lenina miał też kilka wejść zimowych, jedno z nich, zakończone niestety także śmiercią jednego z alpinistów, opisuje rekordzista Śnieżnej Pantery Denis Urubko w opowiadaniu ''Rutyna'' zamieszczonym w tomie ''Skazany na góry''.

Andrzej BargielAndrzej Bargiel fot. Marcin Kin

Pik Korżniewskiej Pik Korżniewskiej fot. Marcin Kin

Pik Korżniewskiej

Po sukcesie na Piku Lenina zakopiańczyk stanął 25 lipca na drugim co wysokości szczycie w tadżyckim Pamirze, mierzącym 7105 m n.p.m. Piku Korżeniewskiej. Wszystko to w rocznicę od swojego historycznego wyczynu. Dokładnie rok wcześniej Bargiel jako pierwszy człowiek na świecie zjechał na nartach z wierzchołka Broad Peak.

W drodze do bazy pod Pikiem KorżniewskiejW drodze do bazy pod Pikiem Korżniewskiej fot. Marcin Kin

Andrzej wyruszył z bazy o godzinie 4. rano kierując się do obozu założonego na wysokości 5300 m n.p.m., gdzie po krótkim odpoczynku ruszył dalej w stronę szczytu. Na górze stanął o 12.40 czasu lokalnego po 8 godzinach i 40 minutach wspinaczki. Następnie zapiął narty i w swoim stylu zjechał opadającymi ponad 1000 metrów w dół od wierzchołka stromymi śnieżnymi stokami. Zjazd, w jak sam podkreśli wymagających warunkach zajął mu niecałą godzinę, a po dotarciu do granicy śniegu pozostałą drogę pokonał już pieszo. Do bazy Bargiel dotarł o godzinie 17. czasu lokalnego, odhaczając tym samym na swojej liście drugi z pięciu szczytów Śnieżnej Pantery.

Pik KorżniewskiejPik Korżniewskiej fot. Marcin Kin

Szczyt miłości

Szczyt miał szczęście do swojej nazwy. Raz nadanej już mu nie zmieniono. Może dlatego, że nazwę otrzymał z miłości, nie ze względów politycznych. Nikołaj Leopoldowicz Korżeniewski, znany rosyjski geograf i glacjolog polskiego pochodzenia po matce, odkrywca ok. 70 lodowców, który w sierpniu 1910 r. odkrył też ów siedmiotysięczny szczyt, upamiętnił w jego nazwie swoją żonę Eugenię. Szczyt długo czekał na swoje pierwsze wejście.

Choć pierwsza próba miała miejsce jeszcze w latach 30., to udało się dopiero w 1953 r., tym samym, w którym Tenzing i Hillary zdobyli Mount Everest. Odcięci od możliwości uczestniczenia w pionierskim himalaizmie radzieccy alpiniści musieli skupić się na celach leżących na własnym górskim podwórku.

W drodze pod Pik KorżniewskiejW drodze pod Pik Korżniewskiej fot. Marcin Kin

Wierzchołek osiągnęło siedmiu wspinaczy z radzieckiej wyprawy kierowanej przez A. Ugarowa. Inna radziecka wyprawa dokonała też pierwszego wejścia zimowego na szczyt. Ale dopiero w 1986 r., tym samym, w którym Kukuczka z Wielickim zimową porą stanęli na szczycie trzeciego szczytu świata, Kanczendzongi. Drogą normalną wchodzi się na Pik Korżeniewskiej od 1966 r. Normalnie pokonanie jej i powrót do bazy zajmuje wspinaczom 4-5 dni.

W drodze pod Pik KorżniewskiejW drodze pod Pik Korżniewskiej fot. Marcin Kin

Pik Komunizma Pik Komunizma fot. Marcin Kin

Pik Komunizma

2 sierpnia po ponad 27-godzinnej akcji górskiej Andrzej Bargiel zdobył Pik Komunizma (7495 m n.p.m), znany dzisiaj także pod oficjalną nazwą Piku Ismaila Samaniego. Zakopiańczyk wspiął się na najwyższy szczyt Tadżykistanu po czym zjechał z niego na nartach, odhaczając tym samym na swojej liście trzeci z pięciu siedmiotysięczników Śnieżnej Pantery.

Miłe przyjęcie w bazieMiłe przyjęcie w bazie fot. Marcin Kin

 

Pomimo, że początkowo atak zapowiadany był już na piątek 29 lipca, ze względu na niesprzyjającą pogodę, swoja wspinaczkę Bargiel rozpoczął w poniedziałek o godzinie 16.15 czasu lokalnego i wyruszył z bazy Moskvina w kierunku położonego na wysokości 6100 m n.p.m. obozu trzeciego. Tam zgodnie z planem spędził noc.

We wtorek o 6:00 rano wyszedł w stronę szczytu, gdzie zameldował się po niecałych 7 godzinach. Pomimo trudnych warunków oraz zagrożenia lawinowego spowodowanego dużym opadem, zjazd odbył się bezproblemowo. Po najdłuższym i najbardziej intensywnym z dotychczasowych ataków Bargiel bezpiecznie dotarł do bazy o godzinie 19:30 czasu lokalnego.

Baza pod Pikiem KomunizmaBaza pod Pikiem Komunizma fot. Marcin Kin

Po 18 dniach od stanięcia na Piku Lenina, Bargiel miał na swoim koncie już trzy zdobyte góry i pewnie podążał do celu pobicia rekordu należącego do Denisa Urubki i Andrieja Mołotowa. Rosjanom w 1999 roku skompletowanie Śnieżnej Pantery zajęło 42 dni.

Przewagą Bargiela są narty, które umożliwiają mu dużo szybsze przemieszczanie się w trudnym terenie. Tempo, które narzucił Polak było rewelacyjne - Pik Lenina (poniżej 16 godzin), Pik Korżeniewskiej (13 godzin) oraz Pik Komunizma (poniżej 28 godzin).

Droga w góręDroga w górę fot. Marcin Kin

Etap w Tadżykistanie został zakończony, ekipa wróciła do Kirgistanu, gdzie czekały dwie ostatnie góry - Pik Pobiedy i Chan Tengri. Z obu szczytów Bargiel chciał również dokonać pierwszych zjazdów w historii.

Pik KomunizmaPik Komunizma fot. Marcin Kin

Andrzej Bargiel na lodowcuAndrzej Bargiel na lodowcu fot. Marcin Kin

Andrzej Bargiel w kombinezonieAndrzej Bargiel w kombinezonie fot. Marcin Kin

Andrzej Bargiel na szczycie Chan Tengri Andrzej Bargiel na szczycie Chan Tengri fot. Marcin Kin

Chan Tengri

10 sierpnia o godz. 11.42 czasu miejscowego stanął na liczącym 7010 m n.p.m. Chan Tengri. Startował jak zwykle w nocy. Czas wejścia od momentu wyruszenia Andrzeja z bazy wyniósł 8 godz. i 17 min.

Andrzej Bargiel w drodze do bazyAndrzej Bargiel w drodze do bazy fot. Marcin Kin

Atak na szczyt był decyzją spontaniczną. Wejście na niego jest krótsze i zdecydowanie łatwiejsze niż na planowany jako czwarty Pik Pobiedy. Tymczasem w Tien-szanie otworzyło się krótkie okno pogodowe. Warunki umożliwiające wejście i bezpieczny powrót ze szczytu miały utrzymać się tylko do wieczora 10 sierpnia. Za krótko na Pobiedę, wystarczająco na Chana. Ekipa dotarła do położonej na wys. ok. 4000 m na lodowcu Inylczek Południowy bazy pod Chan Tengri dopiero poprzedniego popołudnia.

Chan TengriChan Tengri fot. Marcin Kin

Przewaga nart

Jędrek nie zdecydował się na próbę zjazdu z drugiej strony góry. W całości jest ona raczej niemożliwa do zjechania. Ze stromych stoków i marmurowych grani silne wiatry wywiewają zazwyczaj śnieg do litej skały. Nie inaczej było teraz. Bargiel zjechał około 70 procent drogi zejściowej. Narty zapiął na wysokości ok. 6300 m. Z powrotem w bazie pojawił się o godz. 15. Cała akcja górska trwała więc 11 godz. 35 min. Szybciej niż wejście i zejście Denisa Urubki na szczyt, w ramach wygranych przez niego ekstremalnych zawodów alpinistycznych organizowanych od końca XX wieku na tej górze. W rozdziale zatytułowanym zresztą ''Szybkość w stylu solo'' w książce ''Skazany na góry'' Urubko podaje swój czas łączny w wejściu i zejściu - 12 godzin i 21 minut.

Andrzej Bargiel w drodze na szczytAndrzej Bargiel w drodze na szczyt fot. Marcin Kin

Pokazuje to dobitnie jak dużą przewagę Andrzejowi, który poświęcił w dodatku 40 minut na szczycie dla ekipy filmującej wyczyn z helikoptera i fotografującego z teleobiektywu z bazy Marcina Kina, dają na drodze zejściowej narty. Urubko, z którego rewelacyjnymi czasami Bargiel mierzy się od zawodów Elbrus Race w 2010 r., zachował swój rekord wejścia na Chana w czasie zawodów w 2000 r., kiedy dotarł na wierzchołek w 7 godzin i 40 minut.  Ale mierzenie się z czasem na Chanie ma dłuższą tradycję. Wcześniej niejednokrotnie próbowano bić rekord wejścia, który z czasem 10,5 godz. ustanowił w 1993 r. rewelacyjny i legendarny Amerykanin Alex Lowe.

Andrzej BargielAndrzej Bargiel fot Marcin Kin

Władca niebos

Zbudowana z marmuru, purpurowa o zachodzie słońca piramida Chan Tengri stanowi też punkt, w którym stykają się granice Kazachstanu, Kirgistanu i Chin. Jej nazwa z mongolskiego oznacza ''władcę niebios''. Wysokość szczytu była przez lata kwestią sporną, uzależniona jest ona bowiem mocno od grubości pokrywy śnieżno-lodowej na wierzchołku.

Dlatego w starych materiałach i na dawnych mapach można znaleźć wysokość bez owej pokrywy, odmierzoną na 6995 m n.p.m. Według nowszych pomiarów zaliczających Chana do grona siedmiotysięczników, ten drugi najwyższy szczyt Tien-szanu i Kirgistanu, oraz najwyższy w Kazachstanie, jest też wysuniętym najdalej na północ szczytem siedmiotysięcznym.

Andrzej Bargiel pod szczytem Chan TengriAndrzej Bargiel pod szczytem Chan Tengri fot. Marcin Kin

Andrzej BargielAndrzej Bargiel fot. Marcin Kin

Pierwszego wejścia dokonali w 1931 r. ukraiński alpinista Michaił Timofjewicz Pogrebecki, Borys Tiunin i zamieszkały w ZSRR Austriak Franz Sauberer. Ich droga wejścia do dziś uznawana jest za drogę normalną i jako najłatwiejsza prowadząca na szczyt wykorzystywana co roku przez dziesiątki alpinistów.

Andrzej Bargiel zjeżdża z Piku Pobiedy Andrzej Bargiel zjeżdża z Piku Pobiedy fot. Marcin Kin

Pik Pobiedy

Nie wszystko wskazywało na to, że ostatni atak się powiedzie, tym bardziej że zaledwie cztery dni wcześniej Andrzej stanął na szczycie Chan Tengri, wykorzystując krótkie okno pogodowe, które pozwoliło na szybki atak szczytowy. Działalność górska w Tien-szanie była mocno zdeterminowana przez panujące warunki atmosferyczne. A te niestety naszego 28-letniego wspinacza i narciarza ekstremalnego nie rozpieszczały.

Andrzej BargielAndrzej Bargiel fot. Marcin Kin

Mimo opadów śniegu w poprzedzających próbę dniach i niepewnej prognozy, Bargiel w sobotę o 6.30 rano ruszył w górę. Plan zakładał, że na 5800 m, do obozu drugiego, żeby, jeśli pozwoliłaby na to widoczność, zaatakować kolejnego dnia.

Najtrudniejszy szczyt

Z pięciu szczytów zaliczanych do Śnieżnej Pantery, to Pik Pobiedy - choć nie najwyższy -  jest  ponad wszelką wątpliwość najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny.  Wspinacze z byłych sowieckich republik ukuli nawet powiedzenie: ''Nieważne ile razy byłeś na Evereście, powiedz czy wszedłeś na Pik Pobiedy''. Niczym K2, które wysokością ustępuje tylko Mount Everestowi, ale sławą swoich trudności i niebezpieczeństw bije go na głowę, Pobieda, licząca 7439 m n.p.m.,  niegdyś drugi co do wielkości szczyt ZSRR, nieznacznie ustępuje miejsca wysokością Pikowi Kommunizma, ale stanowi znacznie większe od niego wyzwanie i znów - podobnie jak K2 - bywa, że i przez cały sezon nie wpuszcza nikogo na swój położony na granicy Kirgistanu i Chin wierzchołek. Najwyższy w całych górach Tien-szan, znacznie bardziej kapryśnych, nieprzewidywalnych, zaskakujących pogodowo, niż opuszczony już przez wyprawę Pamir.

Andrzej Bargiel w drodze na Pik PobiedyAndrzej Bargiel w drodze na Pik Pobiedy fot. Marcin Kin

Powodem pogodowych zawirowań w tych górach jest ich położenie, to najdalej na północ wysunięte góry świata, które przekraczają 7000 m n.p.m. Ponadto centralna część tych gór, łańcuch Kokszał-tau, do którego zalicza się Pobieda, oddziela pustynię Takla Makan i jej ekstremalnie nagrzane masy powietrza na wschodzie, od długiej doliny opadającej do sporych rozmiarów jeziora Issyk Kul. Od północy i od południa otaczają łańcuch także wielkie masywy górskie. Tien-szan stanowi naturalną barierę zarówno klimatyczną, jak i geograficzną oraz polityczną, mur oddzielający zachodnie rubieże Chin od strefy wpływów rosyjskich i tureckich. Mur w dodatku marmurowy, bo ze względu na skały, które go budują, bywa czasem nazywany The Marble Wall.

Andrzej Bargiel w drodze na szczyt Piku PobiedyAndrzej Bargiel w drodze na szczyt Piku Pobiedy fot. Marcin Kin

Pobieda słynie z nagłych załamań pogody, rzadkich dni dobrych warunków pogodowych, które przedzielają długie, przeciągające się okresy wykluczające wszelką działalność górską, ekstremalnie niskich temperatur, silnych wiatrów z wyróżniającym się lodowatym ''Tysiąc Diabłów'' wiejącym od wschodu, niespodziewanych metrowych opadów śniegu i bardzo długiego trawersu pod granią na drodze normalnej dotykającego na całej długości, bądź przekraczającego granicę 7000 m. Obszar pod nią zagrożony jest obrywami seraków, zaś drogi wejścia, także ta normalna ? lawinami.

Biwak

Bargiel po prawie 12 godz. dotarł jednak na wys. 6900 m, na której standardowo zakłada się obóz piąty. Tam postanowił zabiwakować. W pionie pozostawało zaledwie 500 m do szczytu, ale od tamtego miejsca zaczyna się dopiero długa i ciągnąca przez cały czas na wysokościach ok. 7000 m grań prowadząca do szczytu. Po biwaku ok. godz. 7. rano 14 sierpnia ruszył w jego kierunku. Odliczając biwak, czas netto wyjścia na szczyt wyniósł 17 godz. Jednak przy panujących warunkach i będącym blisko finału nadrzędnym celu wyprawy, bicie pojedynczych rekordów na Pobiedzie, takich jak należącego do Gleba Sokołowa 21-godzinnego wejścia od bazy na szczyt czy pionierskiego zjazdu, którego wcześniej dokonał Rosjanin Nikołaj Pimkin, nie miało najmniejszego sensu. Jędrek skoncentrował się w pełni na dokończeniu z sukcesem projektu kosztującego ponad miesiąc ciężkiej pracy na miejscu  w Kirgistanie i Tadżykistanie oraz wiele miesięcy mozolnych, trudnych przygotowań  i treningów.

Andrzej Bargiel na zboczach Piku PobiedyAndrzej Bargiel na zboczach Piku Pobiedy fot. Marcin Kin

Problemy

Podczas zjazdu miał problemy, bo odpięła mu się narta.

- Poleciała gdzieś w przepaść. Musiałem z około 6300 metrów schodzić, co nie było dla mnie zbyt dużym pocieszeniem, bo śnieg był bardzo mokry, ale wszyscy się cieszymy, że już po wszystkim - opowiadał zakopiańczyk w rozmowie z RMF FM.

I w pełni zrealizował swoje zamierzenia! Po trzech Marcinach, Hennigu, Miotku i Kaczkanie, Macieju Stańczaku i Oli Dzik został szóstym Polakiem z tytułem Śnieżnej Pantery (od kiedy w jej skład wlicza się Pik Pobiedy). Pierwszym, który z każdego ze szczytów zjeżdżał na nartach, z niektórych od wierzchołka. I przede wszystkim najszybszym zdobywcą Śnieżnej Pantery w historii zmagań z tym alpinistycznym wyzwaniem.